wtorek, 11 lutego 2014

Harry - imagin 15

...
Nie zwróciłam uwagi na prośbę dziewczyny i pospiesznie wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni. Wybrałam numer i przyłożyłam urządzenie do ucha. Po dwóch sygnałach w końcu usłyszałam znajomy głos.
***
 
J: Cześć Ted! Przepraszam, że dopiero teraz dzwonie, ale kompletnie zapomniałam!

Ted: Oj, Alex. Skleroza nie boli, prawda?

J: No nie boli. Co tam u ciebie?

T: Dowiesz się jak się spotkamy. Wiesz co? Dzisiaj jest zajebista impreza w klubie. Wpadniesz?

J: Ciekawe jak… Jestem pod opieką nauczycielki, która przyłapała mnie w łóżku z kolegą. To znaczy my nic nie robiliśmy… Ale ona i tak jest na mnie teraz cięta.

T: Tak, tak, nie tłumacz się… Jakoś dasz radę się wymknąć. Zabierz ze sobą znajomych. Tylu ilu chcesz. Mówię ci, impreza będzie wypas! Ubierz się seksownie i wpadaj! Zaraz prześlę ci adres sms’em. O 22.00 zaczynamy.

J: No dobra. Wiesz, że imprezie się nie oprę. Pa. Kocham cię!

T:  Ja ciebie też siostrzyczko!

Rozłączyłam się i usiadłam ciężko na łóżko.

Jenn: Jaka impreza? – spytała zaciekawiona.

J: No właśnie. O 22.00 jedziemy na imprezę. Fajnie, nie?

Jenn: Ale jak my się wymkniemy? Oszalałaś?!

J: No pewnie i to już dawno. Nie martw się, damy radę.

Tak, na pewno. Ucieknę z hotelu na imprezę. I rano wrócę tu powrotem. Jestem jakaś jebnięta? Chyba tak. Przez następne kilka godzin rozmyślałam nad planem ucieczki. Nawet podczas kolacji nie zwracałam uwagi na gapiącego się bezczelnie na mnie Bradley’a . Po kolacji postanowiłam złożyć chłopakom pewną propozycję. Wygramoliłam się w tym celu z pokoju i skierowałam się w stronę ich drzwi. Zapukałam i weszłam nie czekając na odpowiedź. Skrzywiłam się widząc jak Liam nosi na plecach półnagiego Zayn’a. Pokiwałam głową i westchnęłam. Czy oni kiedyś dorosną? Chłopaki widząc mnie szybko się ogarnęli i jakby… stanęli na baczność? Ja pierdole, jestem aż tak zajebista? Wzięłam głęboki oddech i weszłam głębiej do pokoju. Harry siedział na podłodze i robił coś na telefonie, Niall żarł kanapki (Bóg wie skąd on je wziął) , a Louis szukał czegoś pod łóżkiem.

J: Mam dla was propozycję. – chłopcy spojrzeli na mnie zaciekawieni.

Zayn: Słuchamy.

J: Jest impreza. Dzisiaj. Jak byście chcieli… - nie zdążyłam dokończyć, bo ktoś mi przerwał…

Niall: Taaak!

J: Niall, jeszcze nie skończyłam. Więc jak byście chcieli, to możecie iść z nami. To znaczy ze mną i z Jenn. Tylko jest problem… Trzeba wyjść niezauważalnie z tego hotelu. No i mam taki pomysł, żeby wyjść po ciszy nocnej, jak już skończy się obchód nauczycieli po pokojach. Sądzę, że to może się udać…

Louis: Pewnie, że się uda! Okey, to my zaczynamy przygotowania.

J: No i za to was lubię. Żart, nienawidzę was. – uśmiechnęłam się szeroko, na co chłopcy zaczęli się śmiać.

Spojrzałam na Harry’ego. Patrzył na mnie z delikatnym uśmiechem na twarzy. Czemu on musi być taki ładny? Kurwa, jakby nie mógł być pasztetem…

Na szczęście wzięłam tu ze sobą sukienkę, która może nadać się na imprezę. Szpilki też spakowałam. Skąd ja wiedziałam, że się przydadzą? Chyba po prostu bardzo dobrze znam mojego brata. Po powrocie do pokoju oznajmiłam Jenn, żeby zaczęła się przygotowywać. Wzięłam szybki prysznic i umalowałam się trochę mocniej niż na co dzień. Włosy rozpuściłam i zrobiłam lekkie fale. Ubrałam czarną sukienkę, które sięgała do połowy ud. Na górze była obcisła, a na dole lekko rozkloszowana. Jenn miała na sobie także czarną, ale za to bardzo obcisłą sukienkę. Spojrzałam na zegarek. Akurat wybiła 22.00. Dałam znak mojej przyjaciółce i szybko schowałyśmy się w naszych kieckach pod kołdrę. Nasze „koleżanki” na szczęście już od godziny spały, więc chyba nawet nie zorientowały się, że gdzieś wychodzimy. I dobrze, bo jeszcze by na nas nakapowały. Albo co gorsza, chciałyby iść z nami. Na szczęście śpią. Po chwili do pokoju weszła jakaś nauczycielka i widząc, że wszystkie smacznie śpimy, za minutę już jej u nas nie było. Odczekałyśmy jeszcze jakiś czas, żeby poszła do swojego pokoju i po cichu wstałyśmy z łóżek. Wzięłyśmy szpilki w ręce i po cichu wyszłyśmy z pokoju. Skradałyśmy się przez korytarz, po czym bezgłośnie weszłyśmy do pokoju chłopaków. W pokoju było ciemno, a oni chyba leżeli w łóżkach.

J: Śpicie?

Zayn: Nie, no co ty…

Za chwile wszyscy wyskoczyli spod pościeli elegancko ubrani. To znaczy nie w garniturach, żeby nie przesadzać. Harry był ubrany w czarne, dosyć obcisłe jeansy, białą koszulkę i granatową marynarkę. Cóż, wyglądał dość pociągająco. Chłopcy uśmiechnęli się na nasz widok. Harry utkwił we mnie swój wzrok, ale po chwili jakby się otrząsnął i podszedł do drzwi.

Harry: To co? Zaczynamy akcje? – powiedział cicho z uśmiechem wymalowanym na twarzy.

Przytaknęliśmy i ruszyliśmy w stronę drzwi. Szliśmy cichutko korytarzem, aż w końcu dotarliśmy do windy. Nie powiem, bardzo ciężko było zmieścić się tam siedmiu osobom. Było tak ciasno, że chyba ogórkom w słoiku jest wygodniej. Zjechaliśmy na dół. Na recepcji na szczęście nikogo nie było. Wyszliśmy na zewnątrz, a ja ubrałam buty. Lekko się zachwiałam, ale po chwili stałam już pewnie na wyprostowanych nogach. Zayn zadzwonił po taksówkę. A w sumie to po dwie taksówki, bo nie mieliśmy zamiaru znowu się tak cisnąć. Po 10 minutach stania na zimnie, dwa auta w końcu podjechały pod hotel. Szybko się do nich zapakowaliśmy i ruszyliśmy pod wyznaczony adres. Gdy dojeżdżaliśmy do klubu, słychać już było zagłuszone dźwięki muzyki. Wysiedliśmy z aut i stanęliśmy przed wejściem. Ochroniarze sprawdzili nasze dowody i po chwili w uszach dudniła mi już tylko bardzo głośna muzyka. Złapałam się z Jenn za rękę, żeby się przypadkiem nie zgubić. Podeszłyśmy do baru. Zawołałam chłopaków gestem ręki i stanęli koło nas. Zamówiliśmy po drinku i wypiliśmy na dobre rozpoczęcie zabawy. Mówiłam już, że mam mocną głowę? Tak, mogę wlać w siebie dość dużo procentów. Po wypiciu alkoholu chłopcy zniknęli gdzieś w tłumie tańczących ludzi. Uśmiechnęłam się w stronę Jenn i już po sekundzie byłyśmy na parkiecie. Leciała bardzo szybka, skoczna muzyka, więc łatwo było mi złapać rytm. Po chwili wywijałyśmy już jak nieźle napite laski. Co chwilę patrzył się na mnie jakiś chłopak,  ale nie zwracałam na to zbytniej uwagi. Nagle poczułam czyjś mocny uścisk od tyłu. Szybko się odwróciłam i zobaczyłam twarz mojego brata, Ted’a.

J: Ted! Cześć braciszku! – próbowałam przekrzyczeć muzykę.

Ted: Hej kochana! – krzyczał pochylając się nade mną. – Choć coś wypijemy!

Przytaknęłam głową w geście zrozumienia i ruszyliśmy do baru trzymając się za rękę. Usiedliśmy na wysokich stołkach. Tu było nieco ciszej i mogliśmy rozmawiać w miarę normalnie.

T: Mów Alex, co tam u ciebie?- spytał podekscytowany.

J: Wszystko dobrze. Lepiej gadaj jak ty się czujesz? Znalazłeś już sobie dziewczynę, czy nadal tylko imprezujesz?

T: Nie przesadzaj, przecież też pracuje. Ale nie, nie znalazłem. Czekam na tą właściwą. Wiesz, świetny tyłek, ładne nogi i tak dalej. – wyszczerzył się. – No i oczywiście dobry charakter.

J: Tak, tak. Nic a nic się nie zmieniłeś. Dalej taki sam Ted. – uśmiechnęłam się i po raz kolejny przytuliłam chłopaka.

Wypiliśmy po kieliszku wódki.

T: A ty? Znalazłaś sobie faceta?

J: Nie. I nie szukam. Chociaż powiem ci szczerze, że ostatnio mi się powodzi. – zaśmiałam się.

T: No ja się nie dziwię! – zmierzył mnie wzrokiem od butów aż do głowy. – Taka laska, to wiadomo, że chłopaki za tobą latają!

J: Oj widzisz, to chyba nie tak działa. Ty też jesteś zajebiście przystojny, a dalej nikogo nie masz. – wybuchłam śmiechem.

T: Ty też się nic nie zmieniłaś. Dalej taka pyskata. – również zaczął się śmiać.

Zauważyłam, że w naszą stronę zmierza Harry. Nie uśmiechał się, więc chyba nie był zbyt zadowolony. Impreza mu się nie podoba, czy jak? Podszedł do nas bliżej i stanął przed ladą z rękami w kieszeniach spodni.

J: Ach. Ted, to jest Harry. Mój znajomy. Harry, to jest Ted. Mój brat.

Po moich ostatnich słowach Harry szeroko się uśmiechnął i odetchnął z ulgą. Pewnie biedny myślał, że Ted to mój chłopak. Przykre. Chłopcy podali sobie ręce na przywitanie. Ted zamówił kolejną kolejkę szotów. Wzięłam kieliszek do ręki i czekałam na resztę towarzystwa.

J: No pijecie, czy nie?

T: A tak jak zwykle chętna do picia. Harry, w Londynie ona też tak chleje?

H: Um.. Nie wiem. Jestem z nią na pierwszej imprezie.

T: O stary, to ty jeszcze nie widziałeś jej w akcji? Ta dziewczyna potrafi się bawić!

J: Ted! Wyrabiasz mi złą opinię. – zaczerwieniłam się.

T: Przestań Mała. Jeśli potrafisz się dobrze bawić, to tylko dobrze o tobie świadczy. Pamiętasz jaką imprezę zrobiliśmy na twoją szesnastkę? Rodzice znaleźli nas nad ranem jak spaliśmy w altance na ogródku. Tak, to ja cię wszystkiego nauczyłem. Nauczyłem cię pić Maleńka!

J: Och, dziękuje braciszku. Jestem ci za to taka wdzięczna… - udawałam poważną minę, ale nie wytrzymałam i wybuchłam śmiechem.

Wszyscy zaczęliśmy się głośno śmiać. Harry ciągle mi się przyglądał. Zorientowałam się, że nadal trzymam w ręku pełny kieliszek. Podniosłam go do ust i szybkim ruchem przechyliłam, tak, że gorzka ciesz od razu rozlała mi się w całym gardle. Chłopcy zaśmiali się i po chwili powtórzyli moje poczynania. Ted chyba pił już coś wcześniej, bo był już nieźle wstawiony.

T: Idę na parkiet. Coś czuję, że dzisiaj znajdę miłość mojego życia. – powiedział przyglądając się dziewczynom kręcącym pupami w tańcu.

Zaśmiałam się i spojrzałam na Harry’ego. Przyglądał mi się z poważną miną.

J: Co się tak patrzysz? Mam coś na twarzy? – zaczęłam obmacywać twarz ręką.

H: Nie, nie masz. – zaśmiał się.

J: Więc co?

H: Nic. Ładnie wyglądasz.

J: Oj nie gadaj, tylko chodź tańczyć. – mówiąc to złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą. W połowie drogi na parkiet chłopak zatrzymał się niespodziewanie. Spojrzałam na niego pytająco i puściłam jego rękę.

H: Na razie popatrzę. Ty idź tańcz.

Skinęłam głową i poszłam w tango. W pełni oddałam się muzyce. Po chwili poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam Niall’a. Uśmiechnęłam się do niego i zaczęliśmy razem tańczyć. Wywijaliśmy na parkiecie jak dzieci specjalnej troski. Czemu przy nim zawsze się tak zachowuję? Cofam się w rozwoju o przynajmniej 8 lat. Dziwne. Chociaż nie, chyba po prostu zniżam się do jego poziomu. Myśląc o tym, jeszcze szerzej się uśmiechnęłam. Po chwili dołączyli do nas Louis i Liam. Spojrzałam w stronę Harry’ego. Siedział z Zayn’em przy barze i popijał jakiegoś drinka. Po chwili Zayn wstał i dołączył do nas. Teraz Hazza został tam sam i przyglądał się nam z uwagą. Gdy ta szybka piosenka się skończyła, usłyszałam pierwsze wolniejsze nuty. Już chciałam odejść do baru, gdy nagle Zayn złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Zdziwiłam się trochę, ale założyłam mu ręce na ramiona i zaczęliśmy kołysać się w rytm powolnej piosenki.
 

poniedziałek, 10 lutego 2014

Harry - imagin 14

...
Dotarłyśmy do drzwi naszego pokoju i weszłyśmy do środka. Reszty dziewczyn jeszcze nie było. Na szczęście. Spakowałam do torebki telefon, aparat i parę potrzebnych rzeczy. Jenny zrobiła to samo i po chwili wyszłyśmy na korytarz.

***

Nie będę wam opowiadać co się działo podczas zwiedzania, bo nic nadzwyczajnego. Jakieś nudne wykłady na temat starych budowli, muzeum, galerie sztuki i te sprawy. Zrobiłam sobie masę zdjęć. Zarówno z moją przyjaciółką, jak i z chłopakami. Raz nawet Niall pozował ze mną na swoich rękach. Ja oczywiście nie wyrażałam na to wcześniejszej zgody. Ale co zrobić, gdy podnosi cię chłopak silniejszy od ciebie z pięć razy? No właśnie… Robiliśmy jakieś głupie miny i ciągle się śmialiśmy. Obkupiliśmy się także w sklepie z pamiątkami. Jenn kupiła sobie nawet bluzkę, wbiegając szybko do sklepu, koło którego akurat przechodziliśmy. Swoją drogą, przez to nawet prawie się zgubiła, bo została w tyle. W końcu po 6 godzinach zwiedzania tego jakże pięknego miasta, wróciliśmy do hotelu. Wszyscy byli wykończeni. Ale nie ja! Jakoś tak nagle dostałam energii. Czasami tak mam. W końcu poprzedniej nocy spałam około 10 godzin, więc nie ma się co dziwić. Nie spałam tyle czasu chyba od 8 lat. Tym razem ja i Jenn byłyśmy pierwsze na stołówce, więc wybrałyśmy sobie najlepsze miejsca koło okna. Oczywiście po chwili przysiedli się do nas jacyś chłopcy. Popatrzyłam po kolei na ich twarze i zatrzymałam się na jednym z nich. Czy to ten koleś, który gapił się na mnie na dzisiejszym śniadaniu? Ja pierdole, czy to jest normalne? Po 5 minutach, gdy wszyscy zasiedliśmy do stołów, podany nam został obiad. Jakaś parówka w cieście i surówka. Acha… Zaczęłam jeść. Spojrzałam przed siebie. Ten typek znowu się na mnie patrzy. Okey, zaczynam się czuć nieswojo. Nagle poczułam przypływ mojej wrodzonej odwagi.

J: Mam coś na twarzy? – zwróciłam się do nieznajomego.

Chłopak: Nie. Czemu pytasz? – wyglądał na zdziwionego. Miał męski, głęboki, ale przyjazny głos.

J: Od rana się na mnie patrzysz. Wiesz, zaczynam się martwić o swój wygląd. Więc co ze mną nie tak? – zaczęłam patrzeć, czy przypadkiem nie mam na sobie jakiegoś ptasiego gówna, czy coś w tym stylu.

Ch: Nie, wszystko z tobą w porządku. – uśmiechnął się. – Tak sobie myślałem, czy po powrocie do Londynu nie moglibyśmy gdzieś wyjść. Razem.

J: Um.. Nawet cię nie znam.

Ch: Bradley. Dla znajomych Brad. – uśmiechnął się jeszcze szerzej ukazując dwa rzędy idealnych, białych zębów.

J: Alex.

B: Więc co z tym spotkaniem?

J: Co? Ach, tak. Jeszcze pomyślę.

Wstałam od stołu, wzięłam talerz i pociągnęłam za sobą Jenn.

Jenn: Ej, jeszcze nie zjadłam!

J: Co mnie to. Idziemy.

Odłożyłyśmy talerze na blat przed kuchnią i wyszłyśmy ze stołówki.

Jenn: O co ci chodzi?!

J: No kurwa, nie wiesz?

Jenn: Ach, chodzi o tego chłopaka? Brad, tak? Przystojny jest.

J: No dobra, przystojny i co z tego?! Ja go nawet nie znam, gadałam z nim pierwszy raz w życiu, a ten ni z gruszki ni z pietruszki zaprasza mnie na spotkanie! Ja pierdole, czy faceci poszaleli ?!

J: No chyba tak. Na twoim punkcie. Teraz będziesz miała problem, którego wybrać…

J: Żadnego! Wkurwiają mnie te ich zaloty. Nie mam czasu na chłopaków. Ja chce się bawić, chodzić na imprezy, a nie łazić po kawiarniach z kolesiami.

Jenn: Oj nie przesadzaj. Zobaczysz, rozpoznasz tego właściwego. – rada najlepszej przyjaciółki.

J: Dzięki. – burknęłam zniesmaczona.

Stałyśmy na korytarzu przed naszym pokojem, gdy nagle usłyszałam czyjś głos za sobą.

Zayn: Widziałaś Harry’ego?

J: Nie. Pewnie liże się z jakąś laską w łazience. Sprawdź. – uśmiechnęłam się sztucznie. Byłam jeszcze wkurwiona.

Z: Żartujesz? Nie całował się z żadną od tygodnia. W sumie to odkąd zaczęłaś mu się podo… Znaczy się….yy…um… Ja musze lecieć. Narka! – podbiegł do drzwi swojego pokoju i szybko się w nim schował.

Ja stałam na środku korytarza jak wryta. Co to do jasnej cholery miało być?!?! Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na Jenn. Czemu teraz się nie odezwie?! Teraz, gdy potrzebuje, żeby ktoś mnie uspokoił. Pod wpływem emocji podeszłam szybkim krokiem do drzwi pokoju 112. Zapukałam, a po chwili otworzył mi Louis. Okey, może być.

J: Louis, musze z Tobą pogadać.

Ls: Okey, wchodź. – powiedział szczęśliwy.

J: Sam na sam.

Ls: No dobraa.. – chyba trochę się zdziwił.

Wyszliśmy na korytarz. Jenny w tym czasie ulotniła się, jakby wiedziała co się kroi. Mądra dziewczynka. Przymknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Chyba się hiperwentylowałam. Pomińmy to.

J: No więc Louis. Jestem ładna? – grunt to pewność siebie.

Ls: Co to za pytanie? Oczywiście, że tak. – uśmiechnął się.

J: A przedtem byłam? To znaczy tydzień, dwa tygodnie temu?

Ls: No tak. – odpowiedział zdziwiony moimi pytaniami.

J: Więc o co do jasnej kurwy chodzi?!

Ls: Ale z czym? – wyglądał na zdezorientowanego.

J: Parę dni temu żaden chłopak nie zwracał na mnie uwagi. Teraz wszyscy kleją się do mnie, jakbym była supermodelką. – uniosłam ręce do góry w geście frustracji.

Ls: Dziwisz się? Wytłumaczę ci to. Podobasz się Harry’emu. Tylko mu nie mów, że ci powiedziałem. Nieźle by się wkurwił. – przytaknęłam, a on kontynuował. – Jak wiesz, Harry jest bardzo sławny. Jesteśmy najlepszym zespołem na świecie. Fajnie, nie? Ale przejdźmy do rzeczy. Jeśli kolesiowi, który może mieć każdą panienkę, podoba się jakaś dziewczyna, to znaczy, że jest niezła. I wszyscy inni chłopacy zaczynają na nią lecieć. Chcą mieć laskę, która podoba się Styles’owi. Przetworzyłaś?

J: No. Dawaj dalej.

Ls: Jest jeszcze coś. My, jako One Direction, ciągle z tobą gadamy, spędzamy z tobą czas. Swoją drogą, nie wiem dlaczego… Jesteś taka… normalna? Tak, nie piszczysz na nasz widok. A tak w ogóle, lubisz naszą muzykę?

J: Louis! Nie zmieniaj tematu. A muzyka może być.

Ls: Fajnie. No więc jak my się z tobą zadajemy, to chłopacy od razu patrzą na ciebie inaczej. Wiesz, coś w stylu „Uuu, chłopakom z 1D się podoba. Faktycznie, fajna jest.” No, to chyba tyle. Oni zauważyli cię dopiero teraz, bo spodobałaś się Hazzie. Wcześniej byłaś dla nich zwykłą dziewczyną. Sorry, że ci to mówię, ale chciałaś poznać prawdę…

J: Acha… Czyli podobam się innym chłopakom tylko dlatego, że podobam się Harry’emu? Trochę to dziwne.

Ls: Ale tak niestety jest. – spuścił wzrok na podłogę.

J: Spoko. Fajnie. – uśmiechnęłam się szeroko i przytuliłam chłopaka. – Dzięki.

Ls: Co? Spoko? Właśnie powiedziałem ci, że podobasz się Harry’emu, którego nienawidzisz, a ty mówisz ‘spoko’ ?

J: Oj tam, ważne, że znam prawdę. Już myślałam, że ze mną jest coś nie tak. Wiesz, ciągle sprawdzałam, czy nie mam na bluzce jakiegoś gówna, bo chłopcy się na mnie ciągle gapili. No ale na szczęście chodziło o coś innego. – odetchnęłam.

Ls: Jesteś pojebana.

J: Och, dzięki Lou! Jesteś słodki.

Ls: Naprawdę z tobą jest coś nie tak. A powiedz mi tak szczerze, podoba ci się Harry?

J: Żartujesz? Jak wiesz, nienawidzę go. To znaczy, nie to żeby był jakiś brzydki czy coś. Po prostu wiem, że jest zwykłym podrywaczem.

Ls: Może i tak, ale musisz wiedzieć, że on czuje do ciebie coś więcej. Uwierz mi, jestem jego bliskim przyjacielem. Jak poruszam przy nim twój temat, to od razu się czerwieni i zaczyna mówić o zupełnie innej rzeczy. To chyba o czymś świadczy…

J: Przestań, chociaż ty mnie nie wkurwiaj. Na pewno ci się coś popierdoliło.

Ls: Wiesz, że nie znam dziewczyny, która by tak przeklinała?

J: Serio? Czuję się zaszczycona. – zrobiłam ukłon w jego stronę.

Oboje zaczęliśmy się śmiać. Nagle sobie o czymś przypomniałam.

J: Kurwa!!!

Ls: No właśnie o tym mówię. – powiedział przez śmiech.

J: Nie no, na serio ‘kurwa’! Muszę coś zrobić. Narka Lou. I dzięki za rozmowę.

Przytuliłam go po raz drugi i poleciałam pędem do mojego pokoju.

Jenn: I jak tam rozmowa z Tomlinsonem?

J: Dobrze. Dowiedziałam się, że podobam się Harry’emu i dlatego też wszystkim innym chłopakom. Skomplikowane. Muszę zadzwonić. – powiedziałam to tak szybko, że Jenn chyba nic nie zrozumiała.

Jenn: Co? Powiedz wolniej.

Nie zwróciłam uwagi na prośbę dziewczyny i pospiesznie wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni. Wybrałam numer i przyłożyłam urządzenie do ucha. Po dwóch sygnałach w końcu usłyszałam znajomy głos.
__________________________________________________________
 
Zauważyliście nowy wygląd bloga? Pewnie, że tak, przecież nie da się nie zauważyć ;) Wzięłam się w garść i poświęciłam 10 minut mojego życia na zrobienie nagłówka ;D Brawa dla mnie! Wiem ,że jest słabszy nawet od moich imaginów, ale co tam. Jak szaleć to szaleć, prawda? ;-)
 

niedziela, 9 lutego 2014

Harry - imagin 13

Witam. Ostatnio tak mi jebie na mózg, że sama nie wiem co mam ze sobą zrobić. Więc przepraszam za to "coś" w ostatnim rozdziale. Oczywiście fragment o tych ziemniakach i tym podobnych nie zalicza się do opowiadania :D Planuje niedługo zakończyć ten wieloczęściowy imagin
, bo już mam nowy pomysł na taki z Zayn'em. Myślę, że jeszcze kilka rozdziałów i koniec. O panie Maliku mam już troszkę nabazgrane. Będzie ciekawie, ale trochę inaczej. I przede wszystkim już chyba nie tak wesoło. Chociaż, kto wie... Zapraszam do czytania. I powodzenia xD Ach, sorry, że rozdział taki krótki, ale musiałam uciąć w tym miejscu, bo potem akcja się za bardzo rozwija ;)
_________________________________________________________
...
Amber chyba ulżyło, że nie chcę ciągnąć rozmowy, bo odetchnęła z wyraźną ulgą. Ja pierdole, tylko nie mówcie, że ona się zakochała w Niall’u! Nie no, zaraz jebnę. Okey, wymazuje to z pamięci. Wzięłam jakieś ciuchy z walizki i poszłam do łazienki. Odjebałam codzienną toaletę i się ubrałam.

***


Miałam na sobie czarne, obcisłe rurki i szarą, zwiewną bluzkę z dość dużym dekoltem. Ponagliłam Jenn, żeby także się ubrała i po 10 minutach stałyśmy już w windzie. Usłyszałam dźwięk oznaczający dotarcie na wybrane piętro i po chwili drzwi rozsunęły się. Ruszyłyśmy wzdłuż holu, aż w końcu dotarłyśmy do stołówki. Większość miejsc była już zajęta, więc wybrałyśmy dwa wolne krzesła na końcu sali. Siedziałyśmy koło jakichś kolesiów, których nawet nie znam. Chyba są ode mnie ze dwa lata starsi. Oni w ogóle chodzą do naszej szkoły? Nie wiem, nie kojarzę ich. Na stole były porozstawiane półmiski z chlebem, jajecznicą, warzywami, sałatkami itp. Wzięłam sobie trochę sałatki warzywnej i kromkę chleba z serem. Zauważyłam, że chłopak, który siedzi naprzeciwko mnie, ciągle mi się przygląda. Podniosłam na niego wzrok znad talerza. Był ciemnym blondynem, niebieskie oczy, włosy postawione i lekko rozczochrane. Nie powiem, dość ładny jest. Zrobiłam jakąś dziwną minę, która miała oznaczać mniej więcej: „Co się gapisz?” i zaczęłam jeść to co sobie naszykowałam. Szybko skończyłam jeść i sięgnęłam po dzbanek z herbatą, który stał przede mną. Musiałam wstać i się nieźle wychylić, żeby go dosięgnąć. Gdy tak ‘wisiałam’ nad stołem, spojrzałam na tego chłopaka, który od początku się na mnie gapił. Patrzył mi się prosto w dekolt. Ja pierdole, mężczyźni to tylko o jednym… Szybko złapałam dzbanek z napojem i powróciłam na swoje miejsce. Poczułam, że Jenn szturcha mnie w ramię. Przybliżyła się do mnie i zaczęła szeptać do ucha.

Jenn: Ten koleś z naprzeciwka się na ciebie gapi. Kto to?

J: Właśnie nie wiem. Następny idiota. – przewróciłam oczami.

Jenn: Ale niezły jest, co?

J: No, może być. – kąciki ust powędrowały mi do góry.

Nalałam sobie herbaty i odstawiłam dzbanek. Tym razem postawiłam go na tyle blisko od siebie, żeby znowu nie pokazywać cycków nieznajomym. Wypiłam ciepły napój i spojrzałam na Jenn, czy już skończyła jeść. Ona widząc, że kontroluję stan jej talerza, przytaknęła głową i wstałyśmy od stołu. Wzięłam brudny talerz i szklankę i zaniosłam je na ladę. Potem skierowałyśmy się do wyjścia. Już łapałam za klamkę, gdy nagle poczułam czyjąś dłoń na moim pośladku. Gwałtownie się odwróciłam i kogo zobaczyłam? Harry’ego oczywiście!

J: Styles! – wysyczałam.

H: Co? Chciałem zobaczyć czy masz fajną. – zaśmiał się łobuzersko.

J: I co? – spojrzałam pytająco.

H: Fajna. Można nawet powiedzieć, że zajebista. – uśmiechnął się pokazując rzędy białych zębów.

J: Ekstra. Więcej tego nie rób, bo wtedy moja dłoń wyląduje na twoim policzku. I to nie będzie przyjemne. – powiedziałam z powagą.

Chłopak tylko się zaśmiał i otworzył przede mną drzwi. Podziękowałam i wyszłam z pomieszczenia. Jenn przyglądała się wszystkiemu śmiejąc się przy tym. Co ją tak śmieszy? Że ta ciota mnie klepie po tyłku? Super. Skierowałyśmy się w stronę windy. W środku była pani Conor. Zrobiło mi się trochę głupio, bo to ona przyłapała dzisiaj mnie i Niall’a jak się „miździliśmy” w pokoju. A chodziło tylko o batonika… Nieważne. Drzwi od windy zamknęły się, a nauczycielka została z nami w środku. Co ona ciągle tak jeździ w tą i powrotem?

p.C: Za 15 minut idziemy zwiedzać miasto. Zbiórka przed wyjściem od hotelu. Tylko mi się nie spóźniać.

Powiedziała to tak oschle, że aż mnie ciarki przeszły. Kurwa, to przez tą akcję? Teraz mam u niej przejebane, a to wszystko przez tego walniętego Blondasa. Drzwi nareszcie się otworzyły i czym prędzej wydostałam się z małego pomieszczenia.

Jenn: Co ona taka cięta?

J: Oj wiesz, myśli, że prowadzam się z Niallerem. Parodia…

Jenn: Zauważyłaś, że ostatnio dużo chłopaków do ciebie startuje? Znaczy się nie mam tu na myśli Horana, bo z nim to tylko przyjaźń, co nie?

J: Tak, przyjaźń. Ale wiesz co? Powoli to wszystko zaczyna mnie wkurwiać. Jeszcze tydzień temu żaden chłopak nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. No chyba, że mnie akurat wyzywał od szmat. A teraz? Każdy się na mnie gapi, jakbym była nie wiadomo jak piękna. Przez siedem dni aż tak wyładniałam?

Jenn: Czy ja wiem? Jesteś chyba tak samo brzydka… - szturchnęłam ją w ramię za ten głupi żart i zaczęłyśmy się śmiać. – A tak na poważnie. To serio dziwna sytuacja… Poczekaj… Czy właśnie gadam z dziewczyną, która podoba się wszystkim chłopakom z One Direction? No i teraz jeszcze jakiemuś gościowi ze stołówki? W ogóle wszyscy kolesie się za tobą oglądają! Jak ty to robisz?!

J: O to właśnie chodzi, że ja ni nie robię! Kompletnie nic. Nie wiem, chyba się załamię…

Jenn: Załamiesz? Powinnaś skakać z radości!

J: Taa…

Dotarłyśmy do drzwi naszego pokoju i weszłyśmy do środka. Reszty dziewczyn jeszcze nie było. Na szczęście. Spakowałam do torebki telefon, aparat i parę potrzebnych rzeczy. Jenny zrobiła to samo i po chwili wyszłyśmy na korytarz.
 

sobota, 8 lutego 2014

Harry - imagin 12

...
Jeszcze przez chwilę blondyny pomarudziły i światło zgasło. Normalnie, to bym nawet nie myślała o tej porze o spaniu, ale w tych warunkach… Jestem nieźle wykończona. Nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Może nie tyle co wykończona, tylko… No nie wiem, po prostu za dużo rzeczy naraz. Zasnęłam momentalnie.
***
Z głębokiego snu obudziło mnie jakieś mlaskanie nad uchem. Powoli otworzyłam oczy i przetarłam je wierzchem dłoni. Gdy już oswoiłam się ze światłem, obok siebie zauważyłam Niall’a jedzącego moje żelki. Tak, moje żelki!
J: Kurwa, Niall. Co ty robisz? – uniosłam się na łokciach, żeby lepiej mu się przyjrzeć.
N: Cześć Alex. Skończyły mi się słodycze, więc pomyślałem, że ty jeszcze trochę masz… Śniadanie jest dopiero za pół godziny, a ja jestem mega głodny. – wyszczerzył się.
J: Pół godziny… Faktycznie, nie wytrzymałbyś. – westchnęłam. – Jak tu wszedłeś?
N: Amber mi otworzyła.
Dopiero teraz zauważyłam, że blondynka siedzi na swoim łóżku i się nam przygląda. O co chodzi?
J: Aha.. Okeey. Oddawaj to. – wyrwałam mu paczkę żelek z ręki i sama zaczęłam je konsumować.
N: No weź, podziel się!
Zaśmiałam się, a Nialler zaczął wyginać się próbując zabrać mi opakowanie.
J: Mam tylko nadzieję, że nie zjadłeś mi mojego batona… Niall? – miałam tylko jednego, a to mój ulubiony.
N: Batona? Masz batona!? – zerwał się z łóżka i zaczął przekopywać ciuchy w mojej walizce.
J: Nie! Zostaw! Masz żelki, ale zostaw batona!
Moja propozycja chyba nie była wystarczająco przekonywująca, bo Blondyn nie zaprzestał swoim działaniom. Rzuciłam się na niego i po chwili wydobyłam batonika z bocznej kieszonki walizki. Mam! Szybko wróciłam na łóżko i zakryłam się cała kołdrą w celu ochrony mojej cennej własności. Po chwili poczułam, jak Niall przygniata mnie swoim ciałem. Zaczęłam krzyczeć, ale to nie działało. Zerwał ze mnie kołdrę i rzucił ją na podłogę. Amber przyglądała się całemu zajściu w skupieniu. Bitwa o batonika, to aż tak interesujące? Niall właśnie szykował się do skoku na mnie, więc pospiesznie uniosłam rękę do góry w celu zwrócenia na siebie uwagi.
J: Czekaj! Okey, dam ci kawałek. – powiedziałam zrezygnowana.
N: Połowę. – o, jeszcze ustala warunki?
Szybko rozpakowałam obiekt naszej walki z papierka i ugryzłam większą połowę zapełniając sobie przy tym cały otwór gębowy. Już chciałam wziąć do buzi drugą część, gdy nagle Horan rzucił się na mnie i wyrwał mi słodycz z ręki. Wepchał batona szybko do buzi i uśmiechnął się z triumfem. Oboje wybuchliśmy śmiechem. 
Jenn: Fuu, jecie razem jednego batona?
N: A czemu nie? Alex, brzydzisz się mnie?
J: Nie, to przecież ty zjadłeś tą obślinioną przeze mnie część. – szeroko się uśmiechnęłam.
N: Fakt. Ale ja się ciebie nie brzydzę. Gdzie ty kupujesz takie dobre batoniki?
J: Po prostu moja ślina jest taka dobra… - zażartowałam.
N: Tak myślałem. Dasz jeszcze trochę? – już szykował się do skoku na moje łóżko.
J: Nie, Horan, stop! Nie dam ci swojej śliny! Odbiło ci?! Wypierdalaj! – mimowolnie zaczęłam się śmiać, chociaż w tym momencie chciałam być poważna.
Oczywiście chłopak nie posłuchał mnie i rzucił się na moje łóżko tym samym mnie przygniatając. Nagle usłyszałam głośne odchrząknięcie dobiegające gdzieś ze strony drzwi. Oboje z Niall’em podnieśliśmy głowy, ale chłopak dalej na mnie leżał. W drzwiach zobaczyłam naszą nauczycielkę, panią Conor. No zajebiście.
p.C: Co wy tu najlepszego robicie, dzieciaki? – powiedziała zirytowana.
J: My..um..nic… - nie mogłam niczego wymyślić.
p.C: Możecie miziać się odrobinę dyskretniej? Rozumiem, że się kochacie i tak dalej, ale nie trzeba od razu okazywać tego tak publicznie. Mam nadzieję, że w tym pokoju do niczego nie doszło..
J: Co? Proszę? My nawet… Blee! – zrzuciłam z siebie Niall’a, który momentalnie spadł na podłogę i zaczął się chichrać.
N: Przepraszamy, będziemy dyskretniejsi. - wstał i otrzepał spodnie nie przestając się uśmiechać.
Pani Conor pokręciła głową i wyszła z naszego pokoju.
J: No zajebiście, Conorowa myśli teraz, że jesteśmy parą. I że się tu lizaliśmy. Kurwa Niall, czemu nie zaprzeczyłeś?!
N: Tak dla jaj. Teraz wszyscy będą myśleć, że jesteśmy razem. Ale będzie śmiechowo, co nie? A jak Hazz się wkurzy… Będzie jazda, zobaczysz!
J: Co? Czemu Harry się wkurzy?
N: Um… Nie, tak mi się powiedziało. Idziemy na śniadanie?
J: Niall. Niallerku kochany. Powiedz mi proszę, o co chodzi? –
N: Nie, ja nie mogę. – powiedział szybko, odwrócił się i wybiegł z pokoju.
J: Ugh, on coś kręci.. – powiedziałam sama do siebie.
Amber: To wy nie jesteście razem? – a ty co się wpierdalasz?
J: Co? Nigdy w życiu! Chyba nie myślałaś… Ja pieprze, czemu wszyscy tak myślą?!
Am: Bo tak to wygląda. – spuściła wzrok.
J: Czemu? Nieważne. Dlaczego w ogóle pytasz? – zapytałam z miną „Kurwa, o co ci chodzi?! „
Am: Nie, tak po prostu… - zarumieniła się.
J: Czy ty się w nim zakochałaś? – tak, czasami walę prosto z mostu.
Am: Nie! Um… nie, no co ty! – teraz już była czerwona jak burak, co w jej przypadku jest bardzo dziwne.
J: Wiem, że coś kręcisz, ale nie będę tego kontynuowała. Idę na śniadanie.
Amber chyba ulżyło, że nie chcę ciągnąć rozmowy, bo odetchnęła z wyraźną ulgą. Ja pierdole, tylko nie mówcie, że ona się zakochała w Niall’u! Nie no, zaraz jebnę. Okey, wymazuje to z pamięci. Wzięłam jakieś ciuchy z walizki i poszłam do łazienki. Odjebałam codzienną toaletę i się ubrałam.
***
(od tego momentu nie bierzcie tego na poważnie xD Taki bonus.)
Potem poszliśmy zbierać grzyby na pustynie. Jak złowiliśmy już kilka ryb, to wzięliśmy te jagody i zanieśliśmy do łazienki. Wyszliśmy z kuchni i poszliśmy na balkon sadzić ziemniaki. Jak skończyliśmy, to byliśmy cali brudni od tych marchewek, więc założyliśmy skarpetki. Zrobiliśmy zakupy w kościele, a gdy wyszliśmy z tego kina, skierowaliśmy się w stronę basenu. Pojeździliśmy kolejką górską i kupiliśmy spodnie. Następnie poszliśmy do muzeum i pobiegaliśmy po stadionie. Gdy wróciliśmy do szkoły, nie byliśmy zmęczeni, więc poszliśmy spać. Tak minęła nam noc. Dziękuje, do widzenia.
 
No. To jest takie głupie i bezsensowne, że aż szok. Dlatego to lubię! Napisałam to wczoraj w nocy, gdy nie miałam co robić ;D No, bo przecież w nocy się nie śpi. I miałam taki przypływ energii, że aż musiałam wymyślić coś tak dennego jak to . Omm, jestem taka dumna z siebie i mojej głupoty. Pozdro 600.
PS. Jak ja mogłam wymyślić coś takiego ?!?! Odjebało mi chyba. Macie numer do dobrego psychiatry?

piątek, 7 lutego 2014

Harry - imagin 11

...
J: Nie gapcie się na mnie, bo wam zajebie. – powiedziałam poważnym tonem, po czym mimowolnie się uśmiechnęłam.
Chłopcy od razu odwrócili ode mnie wzrok i kontynuowali grę.
***

Po godzinie tej jakże interesującej zabawy, wszyscy byli w samych spodniach. Ach, te uroki wycieczek klasowych. Powiem szczerze, że chłopcy bez górnej części garderoby wyglądają całkiem nieźle… Nie, o czym ja myślę… Spojrzałam na zegarek. 21.30 . Coo?! Nie zdążę się umyć! Zerwałam się na równe nogi i ruszyłam w stronę drzwi.

Louis: Gdzie ty idziesz? – zapytał zdziwiony.

J: Muszę się wykąpać. Mam jeszcze pół godziny. A tak a propos, to wy się nie myjecie?

Ls: Umm…. No właśnie. Ja pierwszy!

Przewróciłam oczami i wyszłam z pokoju. Zastanawiam się jak oni maja zamiar zdążyć wykąpać się w 30 minut. Pięć osób… Nieważne. Przeszłam kilka kroków i otworzyłam drzwi od mojego pokoju. Na swoich łóżkach siedziały Kathy, Abby i Jenny. Coo ? Amber jeszcze się kąpie?! Ja pierdole.

Jenn: Gdzie ty masz bluzkę?! – wykrzyczała z otwartą buzią.

J: Um.. Gorąco mi było. Czy mi się wydaję, czy Amber się jeszcze kąpie? – szybko zmieniłam temat.

Jenn: Taa.. Nawet nie wiem czy ja zdążę. Ty nawet nie masz na co liczyć.

J: Kurwa. – zamyśliłam się. – Mam pomysł.

Wzięłam z walizki piżamę (czyli krótkie spodenki i długą, luźną bluzkę na krótki rękaw), ręcznik i kosmetyczkę. Następnie skierowałam się w stronę drzwi.

Jenn: Co ty robisz? Gdzie ty z tym idziesz?

J: Idę się wykąpać.

Jenn chyba chciała coś jeszcze powiedzieć, ale wyszłam. Mam pewien plan. Użyję swojego uroku osobistego w bardzo szczytnym celu. A konkretnie w celu wykąpania się. Podłe? Skądże. Zapukałam do pokoju 112. Od razu usłyszałam głośne: Proszę! Chwyciłam za klamkę i już po chwili stałam przed chłopakami. Właśnie z łazienki wychodził Zayn. Była 21.45.

J: Kto się jeszcze nie kąpał?

Harry: Tylko ja. A co?

J: A nic. – Harry stał już z ciuchami przed drzwiami łazienki.

Podeszłam do niego. Blisko. Bardzo blisko. Harry otworzył szerzej oczy, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.

J: Harry, wiesz, że cię lubię? – powiedziałam uwodzicielskim głosem.

H: T..tak? Lubisz mnie? – uśmiechnął się szerzej. Kurwa, pewnie, że nie.

J: Oczywiście. – chłopak stał tyłem do łazienki. – Masz piękne, zielone oczy.

H: Twoje też są cudowne. – ale się zachwyca. Powoli zaczęłam stawiać małe kroczki w kierunku drzwi łazienki, zmuszając tym samym Harry’ego do cofania.

J: Dziękuje. Jesteś słodki. Może kiedyś będziemy mogli wyjść gdzieś razem? – byliśmy już prawie pod drzwiami.

H: T..tak, ba..bardzo chętnie. – zarumienił się. Czy ja go onieśmielam? Odjazd.

Dotknęłam delikatnie jego policzka dłonią, po czym przybliżyłam twarz do jego szyi. Delikatnie musnęłam jego skórę ustami. Będę musiała wyparzyć usta we wrzątku. Chłopaka chyba sparaliżowało. Wykorzystałam sytuacje i zwinnie wyminęłam go, otwierając przy tym szybko drzwi łazienkowe. Po chwili Harry stał osłupiały w pokoju, a ja szczęśliwa ze zwycięstwa byłam w łazience. Och tak. Udało się. Nagle usłyszałam głośny śmiech reszty chłopaków.

Niall: Haha, wrobiła cię!

Zayn: Ale cię wykiwała! Dobra jest!

Liam: Ziemia do Harry’ego! Haha, nie wierzę w to co widzę!

Śmiali się tak głośno, że nawet gdy odkręciłam wodę, dalej ich słyszałam. Postanowiłam, że wezmę bardzo szybki prysznic, żeby Styles chociaż mógł umyć zęby. No po prostu jestem z siebie dumna. Cóż za cudowny plan. Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że Hazza aż tak mi ulegnie. Może faktycznie mu się podobam? Bleeee! Fuuu! Nie mogę o tym myśleć, bo zarzygam im prysznic… A więc to był mój najszybszy prysznic w życiu! 5 minut i gotowe! Wyskoczyłam zza zasłonki i wytarłam się ręcznikiem. Założyłam przygotowane ciuchy. Usłyszałam głośne pukanie do drzwi. Ups, chyba ktoś tu się wkurzył…

H: Alex, otwórz! – ugh.

Podeszłam do drzwi i je od kluczyłam. Przede mną stał niezbyt szczęśliwy Harold.

H: Wrobiłaś mnie.

J: No. – wyszczerzyłam się.

H: Nie przeprosisz?

J: To żart? Dobra, spadaj, bo muszę jeszcze umyć zęby.

H: O nie! – zaparł się rękami o framugę drzwi.

J: No ale Harry! Przecież muszę!

H: Okey. To ja się zacznę kąpać, a ty myj zęby. Mamy jeszcze 5 minut do ciszy nocnej.

J: No dobra… To wchodź. – przepuściłam go.

Zamknęłam drzwi, a z pokoju słychać było tylko jakieś bliżej nieokreślone dźwięki wydawane przez chłopaków.

H: Nie podglądaj.

J: Żartujesz? Nawet bym nie śmiała. – wykrzywiłam się i podeszłam do umywalki.

Niestety nad umywalką wisi lustro, więc wszystko dokładnie widzę. Harry ściągnął koszulkę i w tym momencie pochyliłam się nad zlewem i schowałam twarz w dłoniach. Więcej zobaczyć nie chcę. Usłyszałam chichot chłopaka. Tak, bardzo śmieszne.

J: Nie ciesz, się, tylko właź pod ten prysznic. – bąknęłam.

Po chwili usłyszałam szum wody. Podniosłam się i zaczęłam myć zęby. Umyłam też twarz, więc byłam bez makijażu. Rozpuściłam długie włosy i przeczesałam je szczotką.

H: Podaj ręcznik. – ja pierdole co za typ.

Podniosłam ręcznik z szafki na której Hazz go zostawił i wrzuciłam go górą prysznica do środka.

H: No dzięki… - powiedział z ironią.

J: Nie ma za co. – odpowiedziałam równie oschle.

H: Wiesz co? Wkurwiasz mnie. I to bardzo.

I w tym momencie odsunął zasłonkę. Miał przewiązany biały ręcznik w pasie. Po chwili skierował słuchawkę prysznica w moją stronę.

J: Nawet nie próbuj puszczać wody. – pogroziłam mu.

Oczywiście mnie nie posłuchał. Przekręcił kurek i po chwili strumień wody wylądował na moim ciele. Zaczęłam uciekać po łazience, ale niestety woda ciągle mnie dosięgała.

J: Harry! Przestań! Wyłącz to!

Najpierw byłam nieźle wkurwiona, ale po chwili zaczęłam się śmiać. Zebrałam w sobie siły i podeszłam do chłopaka, który nadal stał pod prysznicem i bardzo się cieszył z mojego nieszczęścia. Złapałam za słuchawkę i tym razem skierowałam w jego stronę. Konkretniej w stronę twarzy. Po chwili sięgnęłam ręką za nim i zakręciłam wodę.

J: Fajnie? – powiedziałam powstrzymując śmiech. Z jego włosów spływały strużki wody.

H: Tak, zajebiście. Ale ja mam przynajmniej suchą piżamę. – zaśmiał się. Faktycznie.

J: Jak chcesz to też możesz zaraz mieć mokrą. – już chciałam się odwrócić i pobiec po ciuchy chłopaka, gdy ten nagle złapał mnie za nadgarstek.

H: Nie. Z tym spotkaniem to na serio?

J: Co? Z jakim spotkaniem?

H: No przed chwilą przed łazienką. Wtedy jak mnie wykiwałaś…

J: Ach, wtedy. – uśmiechnęłam się. – No nie wiem. Może kiedyś gdzieś wyjdziemy. Po koleżeńsku oczywiście. Pamiętaj, nie rób sobie…

H: Nadziei. – dokończył za mnie. – Tak, wiem. A to, że mam piękne oczy?

J: Nie przesadzaj!

H: Odpowiedz mi. Proszę. Chcę wiedzieć, co o nich sądzisz. – śmiesznie unosił za zmianę brwi.

J: Tak, są ładne. – zaśmiałam się.

H: Zajebiście. Twoje też.  – uśmiechnął się szeroko ukazując dołeczki.

J: Dobra, koniec tych komplementów. Umyj zęby.

H: Czemu? Czyżbyś chciała się ze mną całować? – uśmiechnął się jeszcze szerzej.

J: Niee! – zaprotestowałam od razu. – To chyba normalne, że wieczorem się myję zęby.

Odwróciłam się i skierowałam się ku drzwiom łazienki. Usłyszałam za sobą cichy śmiech Harry’ego i wyszłam do pokoju.

Zayn: Co tam?

J: Z czym?

Z: No z Harry’m. Całowaliście się? – chytrze się uśmiechnął.

J: Coo? Ja pierdole, odbiło wam z tym całowaniem?! Z nikim nie będę się dzisiaj całować!

H: A jutro? – usłyszałam za sobą jego głos.

Odwróciłam się. Stał w samych bokserkach oparty o ramę drzwi.

J: Jutro też nie. Ogarnijcie się. – przewróciłam oczami.

Ls: Oj Alex, żałuj. Harry świetnie całuje. Podobno… - wyszczerzył się.

J: Super. Jak widzicie jestem cała mokra przez tego idiotę. Kto ma pożyczyć koszulkę? – musiałam zmienić temat.

Nagle wszyscy chłopcy zerwali się na równe nogi i zaczęli przeszukiwać swoje torby. Harry tylko się uśmiechnął i podał mi swoją bluzkę, którą trzymał. Tak w ogóle to czemu nie ubrał jej już w łazience? Debil. Chcąc być uprzejmą, wzięłam podarunek. Chłopcy widząc, że mam już to czego potrzebowałam, zaprzestali poszukiwań i ciężko westchnęli. Kurwa, wszyscy się we mnie zakochali? Żarcik. Moja mokra koszulka przylepiła się do mnie, więc z trudnością ją z siebie ściągnęłam. Miałam na sobie czarny stanik zdobiony koronką. Sięgnęłam po mój ręcznik i się wytarłam. Wszyscy chłopcy patrzyli się na mnie jak zaczarowani. Wszyscy oprócz Niall’a oczywiście, bo ten akurat pochłaniał jakieś chipsy. I za to go lubię. Nie gapi się na mnie jak się przebieram. Przeciągnęłam suchą koszulkę Harry’ego przez głowę. Ładnie pachniała. Harry’m… Kurwa, spodenki też mam mokre.

J: Dzięki za koszulkę, ale i tak muszę iść przebrać spodenki. – uśmiechnęłam się. – Dobranoc.

H: Już nie przyjdziesz? – spytał z zawodem w głosie.

J: I tak jest już po ciszy nocnej, więc pora spać. – odwzajemniłam uśmiech. Chyba ostatnio jestem za miła dla tego debila, prawda?

H: No dobra. Chyba masz rację. Jutro czeka nas rudny dzień. Zwiedzanie Nowego Yorku.

J: Właśnie. To dobranoc chłopaki.

Niall: Czekaj! Buziak na dobranoc! – stanął przede mną nadstawiając policzek.

J: Och, no dobra. – cmoknęłam go w policzek, na co się zaśmiał.

Louis: Ja też chcę!

Zayn: I ja!

Liam: Ja też!

No i wyszło na to, że całowałam w policzek każdego tu obecnego. No prawie każdego. Teraz przyszła kolej Harry’ego. Spojrzałam na niego pytająco. On tylko się uśmiechnął i przekręcił głowę nadstawiając policzek. Podeszłam do niego bliżej i musnęłam go ustami w wyznaczone miejsce. Spojrzałam na  niego kątem oka. Uśmiechał się. Przekręcił głowę w moją stronę i zaciągnął się zapachem moich włosów.

H: Pięknie pachniesz. – wyszeptał mi do ucha, na co się zaczerwieniłam.

J: Dzięki. – odpowiedziałam równie cicho. – Ty też.

Odwróciłam się i wyszłam z ich pokoju. Och, co to było? Pięknie pachniesz? Ja pierdole, co tu się dzieje? Mam nadzieję, że nie ulegnę jego zalotom. Chociaż powiem szczerze, że jest mi coraz trudniej. Powoli ukazuję mi się jego druga strona osobowości. Myślałam, że jest zwykłym chamem, podrywaczem. Teraz wydaję się być całkiem miły gościem. I te jego komplementy… Alex, nie myśl o tym! Otworzyłam drzwi od swojego pokoju. Wszystkie dziewczyny były już wykąpane. Podeszłam do łóżka i wyjęłam z walizki spodenki. Weszłam do łazienki i się przebrałam. Oczywiście koszulkę zostawiłam na sobie. Wyszłam z łazienki i opadłam na łóżko.

Jenn: Co robiliście? Czy ty wykąpałaś się u chłopaków? – zapytała z niedowierzeniem.

J: Tak, a co? Mam dar przekonywania, nie wiesz o tym?

Jenn: Oj wiem. – uśmiechnęła się. – Ale chyba nie chcę znać szczegółów. Dobranoc.

Jeszcze przez chwilę blondyny pomarudziły i światło zgasło. Normalnie, to bym nawet nie myślała o tej porze o spaniu, ale w tych warunkach… Jestem nieźle wykończona. Nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Może nie tyle co wykończona, tylko… No nie wiem, po prostu za dużo rzeczy naraz. Zasnęłam momentalnie.
 
____________________________________________
Wiem, że słaby, ale pisany w nocy w przerwach między lataniem do kibla. Tak, wciąż jestem chora. Jutro wstawiam nowy ;-)

czwartek, 6 lutego 2014

Louis

Dzisiaj dodaję taki krótki, pojedynczy imagin o Louis'ie, bo nie miałam czasu napisać nic innego. Nic ciekawego, ale jest. Jestem chora, więc nawet prostego zdania nie mogę sklecić. Sorry za to "coś" na dole. Jutro dam następny rozdział o Harry'm i obiecuję, że będzie lepszy ;)

_______________________________________________________
 
Jest ciepły, słoneczny dzień. Są wakacje, mieszkasz w Londynie i masz 19 lat. Postanowiłaś, że zrobisz sobie spacer. Po co siedzieć w domu w taką ładną pogodę? Spakowałaś do torebki książkę i telefon i wyszłaś z domu. Mieszkasz na przedmieściach, więc nie ma tu problemu z hałasem. Zaczęłaś iść chodnikiem. Wokoło stały jednorodzinne domki z pięknymi, zielonymi trawnikami. Wyjęłaś z torebki książkę i zaczęłaś ją czytać nie zatrzymując się przy tym. Uwielbiasz takie ciepłe dni. Szłaś już z pół godziny zatapiając się w lekturze. Swoją drogą bardzo ciekawa książką. Nie patrzyłaś przed siebie, przed oczami migotały ci tylko coraz to nowe literki. Nagle na kogoś wpadłaś. A raczej ten ktoś wpadł na ciebie. Książką wypadła ci z rąk, więc szybko podniosłaś ją z ziemi. Przed tobą stał wysoki mężczyzna. Spojrzałaś trochę wyżej na jego twarz. Na oko 20 lat. Może trochę więcej. Stał i uśmiechał się do ciebie.

Ty: Przepraszam. – i już chciałaś go wyminąć, gdy ten nagle zastąpił ci drogę.

Chłopak: Czekaj. – uśmiechnął się.

Wyjął ci z rąk twoją książkę i sięgnął do kieszeni po długopis. Otworzył książkę na pierwszej stronie i zaczął coś na niej pisać. Czy on dawał mi swój autograf?

J: Co ty robisz?! – zapytałaś oburzona. To książka z biblioteki, a on po niej piszę.

Ch: Daję ci autograf. – uśmiechnął się jeszcze szerzej.

J: A po co mi twój autograf? – uniosłam brwi w geście niedowierzania i zaskoczenia.

Ch: Jak to po co? Na pewno chcesz go mieć. Widzę to po twoich oczach.

J: Co? O co ci chodzi? Właśnie pobazgrałeś mi książkę, która należy do biblioteki! Przez ciebie będę musiała ją odkupić.

Ch: Pobazgrałem? Mój podpis wart jest tysiące dolarów, a mi mówisz, że ci pobazgrałem książkę?!

J: Tysiące dolarów? A ty to kto, Mick Jagger czy Michael Jackson?

Ch: Żartujesz sobie? Louis Tomlinson. Z One Direction. Najbardziej znany boys-band na całym świecie!

J: Ach, no faktycznie. Moja siostra jest twoją wielką fanką. Nie zmienia to jednak faktu, że muszę wydawać kasę, żeby kupić nową książkę. Super, dzięki.

Louis: Okey, zapłacę za nią… A może mogę ci to jeszcze jakoś wynagrodzić? Pójdziemy na kawę?

J: Nie, wiesz nie mam czasu. Dużo nauki i w ogóle…

L: Są wakacje. Nie wykręcaj się. Chodź, nie zajmę ci dużo czasu. – uśmiechnął się szeroko.

J: No dobra. Niech ci będzie.

Poszliśmy do pobliskiej kawiarni. Droga minęła nam na rozmowie. W lokalu zamówiliśmy po kawie i opowiadaliśmy sobie o naszych życiach, zainteresowaniach. Louis okazał się być naprawdę fajnym chłopakiem. Miły, uprzejmy, wesoły. Umówiliśmy się na następne spotkanie. W tej samej kawiarni. Chyba coś między nami iskrzy. Na razie to pewnie zwykłe zauroczenie, ale kto wie w co może się przerodzić?
 

środa, 5 lutego 2014

Harry - imagin 10

...
Po posiłku wróciliśmy do swoich pokoi.

***

Weszłam do pokoju przepychając się przy tym z Jenn. Usiadłam na miękkim łóżku i szeroko się uśmiechnęłam. To będą wspaniałe dni. Po chwili do pokoju weszły trzy blondyny. Ach tak, zapomniałam o nich. Uśmiech od razu zniknął z mojej twarzy.

Ja: Cześć lampucery. Dałyście sobie radę z obsługą windy? Czy na wasze plastikowe móżdżki to za dużo?

Am: Morda.

J: Co?

Kurwa, nawet wysłowić się nie potrafi. Przewróciłam oczami i opadłam na pościel. Słyszałam jak Kathy wchodzi do łazienki. Potem Abby i Amber ustaliły, że idą po niej. Znaczy się nie razem… Jenny zaklepała sobie wejście pod prysznic po nich. Zajebiście, jestem ostatnia. Ciekawe czy w ogóle zdążę przed ciszą nocną. Wyjęłam z walizki książkę i zaczęłam ją czytać. Tak, umiem czytać. Kathy wyszła z łazienki po okoł 1,5 godziny. Co ona tam do cholery robiła? Teraz do zaparowanego pomieszczenia wczołgała się Abby. Jeszcze tylko Jenn i ta szmata Amber. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Ten ktoś nie czekał na zaproszenie i wszedł do środka. Louis.

Ls: Macie kefir w lodówce? – podszedł do szafy i zaczął zawzięcie coś w niej szukać. – Robię kanapki z pasztetem i potrzebuje kefiru.

Coo? Ja pierdole, temu to już całkowicie odjebało. Jaki kefir?! Jaki pasztet?! Po chwili usłyszałam głośny śmiech za drzwiami. Louis także zaczął się śmiać, po czym spuścił głowę i wyszedł z pokoju. Acha, okey. Uznajmy, że to było normalne. Po prostu wymarzę to z pamięci. Tak. Oszołomiona tym dziwnym zdarzeniem wróciłam do swojej lektury. Nie dane mi było jednak długo czytać, bo po 5 minutach znowu ktoś zapukał do naszych drzwi. Tym razem czekał na pozwolenie, więc Amber krzyknęła tym swoim piskliwym głosikiem, żeby wszedł. W pokoju stanął Liam.

Li: Alex, przyjdziesz do nas? Gramy w butelkę.

To by wyjaśniało dziwne zachowanie Louis’a. A już myślałam, że go popierdoliło.

J: Nie chcę mi się. Czytam książkę. – na mojej twarzy pojawił się bliżej nieokreślony grymas.

Li: Oj no weź, nie daj się prosić. Wiem, że chciałabyś pogadać sobie z Amber o fryzurach, ale my też się równie dobrze bawimy…

J: Okey, idę. – po tym argumencie, długo nie zastanawiałam się nad podjęciem decyzji.

Li: Jenny, idziesz też?

Jenn: Nie dzięki. Mam zajętą kolejkę do łazienki i prawdopodobnie zaraz wchodzę. – uśmiechnęła się.

Li: Okey, jak chcesz. – odwzajemnił uśmiech.

Zgramoliłam się z łóżka i poszłam za Liam’em w stronę ich pokoju. Amber oczywiście odprowadziła mnie do drzwi pełnym pogardy wzrokiem. Och, jej nie zaprosili. Jakie to smutne. Liam otworzył drzwi z numerem 112 swoją kartą i weszliśmy do środka.

Niall: O, kogo ja tu widzę!

J: Niall, chcesz w mordę?

N: Nie, tylko nie w twarz! – zrobił udawany unik i ukrył twarz w dłoniach.

Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Chłopcy siedzieli w kółku na podłodze, a pośrodku nich leżała pusta butelka po Coli. Niall zrobił mi miejsce obok siebie, więc wygodnie usadowiłam się na drewnianej podłodze. To może być ciekawa gra… Tym bardziej, że jestem tu jedyną dziewczyną. Pierwszy kręcił Zayn. Wylosował Liam’a, a ten wybrał pytanie. Zayn spytał go czy w łóżku lubi być na górze czy na dole. Acha, czyli tego typu pytania tu padają. Okey… Chyba nie musicie wiedzieć co chłopak odpowiedział. Może kiedyś same poznacie odpowiedź… Dobra, tego nie było. Potem jeszcze robiliśmy jakieś głupie rzeczy i odpowiadaliśmy na zboczone pytania. Teraz butelką kręcił Louis. No i oczywiście padło na mnie. Super. Chłopak uśmiechnął się pod nosem.

LS: A więc tak. Jesteś dziewczyną, więc dam ci wybór. Całujesz namiętnie Niall;a w usta, albo ściągasz koszulkę. – kurwa, no zajebiście.

Długo się nie zastanawiałam i od razu złapałam za dół mojej bluzki i ją z siebie ściągnęłam. Na szczęście miałam stanik sportowy, więc za dużo nie było widać. Hary uśmiechnął się szeroko widząc, że nie wybrałam pocałunku z Niall’em. Albo po prostu dlatego, że widział moje cycki. Nie wiem.

J: Nie gapcie się na mnie, bo wam zajebie. – powiedziałam poważnym tonem, po czym mimowolnie się uśmiechnęłam.

Chłopcy od razu odwrócili ode mnie wzrok i kontynuowali grę.
_____________________________________________________
 
Teraz chyba będę dodawać trochę krótsze imaginy, bo muszę pisać na zapas, żebym miała co dodawać po feriach. Bo w tygodniu na pewno nie będę miała czasu pisać. Następna część chyba jutro :)