niedziela, 9 lutego 2014

Harry - imagin 13

Witam. Ostatnio tak mi jebie na mózg, że sama nie wiem co mam ze sobą zrobić. Więc przepraszam za to "coś" w ostatnim rozdziale. Oczywiście fragment o tych ziemniakach i tym podobnych nie zalicza się do opowiadania :D Planuje niedługo zakończyć ten wieloczęściowy imagin
, bo już mam nowy pomysł na taki z Zayn'em. Myślę, że jeszcze kilka rozdziałów i koniec. O panie Maliku mam już troszkę nabazgrane. Będzie ciekawie, ale trochę inaczej. I przede wszystkim już chyba nie tak wesoło. Chociaż, kto wie... Zapraszam do czytania. I powodzenia xD Ach, sorry, że rozdział taki krótki, ale musiałam uciąć w tym miejscu, bo potem akcja się za bardzo rozwija ;)
_________________________________________________________
...
Amber chyba ulżyło, że nie chcę ciągnąć rozmowy, bo odetchnęła z wyraźną ulgą. Ja pierdole, tylko nie mówcie, że ona się zakochała w Niall’u! Nie no, zaraz jebnę. Okey, wymazuje to z pamięci. Wzięłam jakieś ciuchy z walizki i poszłam do łazienki. Odjebałam codzienną toaletę i się ubrałam.

***


Miałam na sobie czarne, obcisłe rurki i szarą, zwiewną bluzkę z dość dużym dekoltem. Ponagliłam Jenn, żeby także się ubrała i po 10 minutach stałyśmy już w windzie. Usłyszałam dźwięk oznaczający dotarcie na wybrane piętro i po chwili drzwi rozsunęły się. Ruszyłyśmy wzdłuż holu, aż w końcu dotarłyśmy do stołówki. Większość miejsc była już zajęta, więc wybrałyśmy dwa wolne krzesła na końcu sali. Siedziałyśmy koło jakichś kolesiów, których nawet nie znam. Chyba są ode mnie ze dwa lata starsi. Oni w ogóle chodzą do naszej szkoły? Nie wiem, nie kojarzę ich. Na stole były porozstawiane półmiski z chlebem, jajecznicą, warzywami, sałatkami itp. Wzięłam sobie trochę sałatki warzywnej i kromkę chleba z serem. Zauważyłam, że chłopak, który siedzi naprzeciwko mnie, ciągle mi się przygląda. Podniosłam na niego wzrok znad talerza. Był ciemnym blondynem, niebieskie oczy, włosy postawione i lekko rozczochrane. Nie powiem, dość ładny jest. Zrobiłam jakąś dziwną minę, która miała oznaczać mniej więcej: „Co się gapisz?” i zaczęłam jeść to co sobie naszykowałam. Szybko skończyłam jeść i sięgnęłam po dzbanek z herbatą, który stał przede mną. Musiałam wstać i się nieźle wychylić, żeby go dosięgnąć. Gdy tak ‘wisiałam’ nad stołem, spojrzałam na tego chłopaka, który od początku się na mnie gapił. Patrzył mi się prosto w dekolt. Ja pierdole, mężczyźni to tylko o jednym… Szybko złapałam dzbanek z napojem i powróciłam na swoje miejsce. Poczułam, że Jenn szturcha mnie w ramię. Przybliżyła się do mnie i zaczęła szeptać do ucha.

Jenn: Ten koleś z naprzeciwka się na ciebie gapi. Kto to?

J: Właśnie nie wiem. Następny idiota. – przewróciłam oczami.

Jenn: Ale niezły jest, co?

J: No, może być. – kąciki ust powędrowały mi do góry.

Nalałam sobie herbaty i odstawiłam dzbanek. Tym razem postawiłam go na tyle blisko od siebie, żeby znowu nie pokazywać cycków nieznajomym. Wypiłam ciepły napój i spojrzałam na Jenn, czy już skończyła jeść. Ona widząc, że kontroluję stan jej talerza, przytaknęła głową i wstałyśmy od stołu. Wzięłam brudny talerz i szklankę i zaniosłam je na ladę. Potem skierowałyśmy się do wyjścia. Już łapałam za klamkę, gdy nagle poczułam czyjąś dłoń na moim pośladku. Gwałtownie się odwróciłam i kogo zobaczyłam? Harry’ego oczywiście!

J: Styles! – wysyczałam.

H: Co? Chciałem zobaczyć czy masz fajną. – zaśmiał się łobuzersko.

J: I co? – spojrzałam pytająco.

H: Fajna. Można nawet powiedzieć, że zajebista. – uśmiechnął się pokazując rzędy białych zębów.

J: Ekstra. Więcej tego nie rób, bo wtedy moja dłoń wyląduje na twoim policzku. I to nie będzie przyjemne. – powiedziałam z powagą.

Chłopak tylko się zaśmiał i otworzył przede mną drzwi. Podziękowałam i wyszłam z pomieszczenia. Jenn przyglądała się wszystkiemu śmiejąc się przy tym. Co ją tak śmieszy? Że ta ciota mnie klepie po tyłku? Super. Skierowałyśmy się w stronę windy. W środku była pani Conor. Zrobiło mi się trochę głupio, bo to ona przyłapała dzisiaj mnie i Niall’a jak się „miździliśmy” w pokoju. A chodziło tylko o batonika… Nieważne. Drzwi od windy zamknęły się, a nauczycielka została z nami w środku. Co ona ciągle tak jeździ w tą i powrotem?

p.C: Za 15 minut idziemy zwiedzać miasto. Zbiórka przed wyjściem od hotelu. Tylko mi się nie spóźniać.

Powiedziała to tak oschle, że aż mnie ciarki przeszły. Kurwa, to przez tą akcję? Teraz mam u niej przejebane, a to wszystko przez tego walniętego Blondasa. Drzwi nareszcie się otworzyły i czym prędzej wydostałam się z małego pomieszczenia.

Jenn: Co ona taka cięta?

J: Oj wiesz, myśli, że prowadzam się z Niallerem. Parodia…

Jenn: Zauważyłaś, że ostatnio dużo chłopaków do ciebie startuje? Znaczy się nie mam tu na myśli Horana, bo z nim to tylko przyjaźń, co nie?

J: Tak, przyjaźń. Ale wiesz co? Powoli to wszystko zaczyna mnie wkurwiać. Jeszcze tydzień temu żaden chłopak nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. No chyba, że mnie akurat wyzywał od szmat. A teraz? Każdy się na mnie gapi, jakbym była nie wiadomo jak piękna. Przez siedem dni aż tak wyładniałam?

Jenn: Czy ja wiem? Jesteś chyba tak samo brzydka… - szturchnęłam ją w ramię za ten głupi żart i zaczęłyśmy się śmiać. – A tak na poważnie. To serio dziwna sytuacja… Poczekaj… Czy właśnie gadam z dziewczyną, która podoba się wszystkim chłopakom z One Direction? No i teraz jeszcze jakiemuś gościowi ze stołówki? W ogóle wszyscy kolesie się za tobą oglądają! Jak ty to robisz?!

J: O to właśnie chodzi, że ja ni nie robię! Kompletnie nic. Nie wiem, chyba się załamię…

Jenn: Załamiesz? Powinnaś skakać z radości!

J: Taa…

Dotarłyśmy do drzwi naszego pokoju i weszłyśmy do środka. Reszty dziewczyn jeszcze nie było. Na szczęście. Spakowałam do torebki telefon, aparat i parę potrzebnych rzeczy. Jenny zrobiła to samo i po chwili wyszłyśmy na korytarz.
 

sobota, 8 lutego 2014

Harry - imagin 12

...
Jeszcze przez chwilę blondyny pomarudziły i światło zgasło. Normalnie, to bym nawet nie myślała o tej porze o spaniu, ale w tych warunkach… Jestem nieźle wykończona. Nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Może nie tyle co wykończona, tylko… No nie wiem, po prostu za dużo rzeczy naraz. Zasnęłam momentalnie.
***
Z głębokiego snu obudziło mnie jakieś mlaskanie nad uchem. Powoli otworzyłam oczy i przetarłam je wierzchem dłoni. Gdy już oswoiłam się ze światłem, obok siebie zauważyłam Niall’a jedzącego moje żelki. Tak, moje żelki!
J: Kurwa, Niall. Co ty robisz? – uniosłam się na łokciach, żeby lepiej mu się przyjrzeć.
N: Cześć Alex. Skończyły mi się słodycze, więc pomyślałem, że ty jeszcze trochę masz… Śniadanie jest dopiero za pół godziny, a ja jestem mega głodny. – wyszczerzył się.
J: Pół godziny… Faktycznie, nie wytrzymałbyś. – westchnęłam. – Jak tu wszedłeś?
N: Amber mi otworzyła.
Dopiero teraz zauważyłam, że blondynka siedzi na swoim łóżku i się nam przygląda. O co chodzi?
J: Aha.. Okeey. Oddawaj to. – wyrwałam mu paczkę żelek z ręki i sama zaczęłam je konsumować.
N: No weź, podziel się!
Zaśmiałam się, a Nialler zaczął wyginać się próbując zabrać mi opakowanie.
J: Mam tylko nadzieję, że nie zjadłeś mi mojego batona… Niall? – miałam tylko jednego, a to mój ulubiony.
N: Batona? Masz batona!? – zerwał się z łóżka i zaczął przekopywać ciuchy w mojej walizce.
J: Nie! Zostaw! Masz żelki, ale zostaw batona!
Moja propozycja chyba nie była wystarczająco przekonywująca, bo Blondyn nie zaprzestał swoim działaniom. Rzuciłam się na niego i po chwili wydobyłam batonika z bocznej kieszonki walizki. Mam! Szybko wróciłam na łóżko i zakryłam się cała kołdrą w celu ochrony mojej cennej własności. Po chwili poczułam, jak Niall przygniata mnie swoim ciałem. Zaczęłam krzyczeć, ale to nie działało. Zerwał ze mnie kołdrę i rzucił ją na podłogę. Amber przyglądała się całemu zajściu w skupieniu. Bitwa o batonika, to aż tak interesujące? Niall właśnie szykował się do skoku na mnie, więc pospiesznie uniosłam rękę do góry w celu zwrócenia na siebie uwagi.
J: Czekaj! Okey, dam ci kawałek. – powiedziałam zrezygnowana.
N: Połowę. – o, jeszcze ustala warunki?
Szybko rozpakowałam obiekt naszej walki z papierka i ugryzłam większą połowę zapełniając sobie przy tym cały otwór gębowy. Już chciałam wziąć do buzi drugą część, gdy nagle Horan rzucił się na mnie i wyrwał mi słodycz z ręki. Wepchał batona szybko do buzi i uśmiechnął się z triumfem. Oboje wybuchliśmy śmiechem. 
Jenn: Fuu, jecie razem jednego batona?
N: A czemu nie? Alex, brzydzisz się mnie?
J: Nie, to przecież ty zjadłeś tą obślinioną przeze mnie część. – szeroko się uśmiechnęłam.
N: Fakt. Ale ja się ciebie nie brzydzę. Gdzie ty kupujesz takie dobre batoniki?
J: Po prostu moja ślina jest taka dobra… - zażartowałam.
N: Tak myślałem. Dasz jeszcze trochę? – już szykował się do skoku na moje łóżko.
J: Nie, Horan, stop! Nie dam ci swojej śliny! Odbiło ci?! Wypierdalaj! – mimowolnie zaczęłam się śmiać, chociaż w tym momencie chciałam być poważna.
Oczywiście chłopak nie posłuchał mnie i rzucił się na moje łóżko tym samym mnie przygniatając. Nagle usłyszałam głośne odchrząknięcie dobiegające gdzieś ze strony drzwi. Oboje z Niall’em podnieśliśmy głowy, ale chłopak dalej na mnie leżał. W drzwiach zobaczyłam naszą nauczycielkę, panią Conor. No zajebiście.
p.C: Co wy tu najlepszego robicie, dzieciaki? – powiedziała zirytowana.
J: My..um..nic… - nie mogłam niczego wymyślić.
p.C: Możecie miziać się odrobinę dyskretniej? Rozumiem, że się kochacie i tak dalej, ale nie trzeba od razu okazywać tego tak publicznie. Mam nadzieję, że w tym pokoju do niczego nie doszło..
J: Co? Proszę? My nawet… Blee! – zrzuciłam z siebie Niall’a, który momentalnie spadł na podłogę i zaczął się chichrać.
N: Przepraszamy, będziemy dyskretniejsi. - wstał i otrzepał spodnie nie przestając się uśmiechać.
Pani Conor pokręciła głową i wyszła z naszego pokoju.
J: No zajebiście, Conorowa myśli teraz, że jesteśmy parą. I że się tu lizaliśmy. Kurwa Niall, czemu nie zaprzeczyłeś?!
N: Tak dla jaj. Teraz wszyscy będą myśleć, że jesteśmy razem. Ale będzie śmiechowo, co nie? A jak Hazz się wkurzy… Będzie jazda, zobaczysz!
J: Co? Czemu Harry się wkurzy?
N: Um… Nie, tak mi się powiedziało. Idziemy na śniadanie?
J: Niall. Niallerku kochany. Powiedz mi proszę, o co chodzi? –
N: Nie, ja nie mogę. – powiedział szybko, odwrócił się i wybiegł z pokoju.
J: Ugh, on coś kręci.. – powiedziałam sama do siebie.
Amber: To wy nie jesteście razem? – a ty co się wpierdalasz?
J: Co? Nigdy w życiu! Chyba nie myślałaś… Ja pieprze, czemu wszyscy tak myślą?!
Am: Bo tak to wygląda. – spuściła wzrok.
J: Czemu? Nieważne. Dlaczego w ogóle pytasz? – zapytałam z miną „Kurwa, o co ci chodzi?! „
Am: Nie, tak po prostu… - zarumieniła się.
J: Czy ty się w nim zakochałaś? – tak, czasami walę prosto z mostu.
Am: Nie! Um… nie, no co ty! – teraz już była czerwona jak burak, co w jej przypadku jest bardzo dziwne.
J: Wiem, że coś kręcisz, ale nie będę tego kontynuowała. Idę na śniadanie.
Amber chyba ulżyło, że nie chcę ciągnąć rozmowy, bo odetchnęła z wyraźną ulgą. Ja pierdole, tylko nie mówcie, że ona się zakochała w Niall’u! Nie no, zaraz jebnę. Okey, wymazuje to z pamięci. Wzięłam jakieś ciuchy z walizki i poszłam do łazienki. Odjebałam codzienną toaletę i się ubrałam.
***
(od tego momentu nie bierzcie tego na poważnie xD Taki bonus.)
Potem poszliśmy zbierać grzyby na pustynie. Jak złowiliśmy już kilka ryb, to wzięliśmy te jagody i zanieśliśmy do łazienki. Wyszliśmy z kuchni i poszliśmy na balkon sadzić ziemniaki. Jak skończyliśmy, to byliśmy cali brudni od tych marchewek, więc założyliśmy skarpetki. Zrobiliśmy zakupy w kościele, a gdy wyszliśmy z tego kina, skierowaliśmy się w stronę basenu. Pojeździliśmy kolejką górską i kupiliśmy spodnie. Następnie poszliśmy do muzeum i pobiegaliśmy po stadionie. Gdy wróciliśmy do szkoły, nie byliśmy zmęczeni, więc poszliśmy spać. Tak minęła nam noc. Dziękuje, do widzenia.
 
No. To jest takie głupie i bezsensowne, że aż szok. Dlatego to lubię! Napisałam to wczoraj w nocy, gdy nie miałam co robić ;D No, bo przecież w nocy się nie śpi. I miałam taki przypływ energii, że aż musiałam wymyślić coś tak dennego jak to . Omm, jestem taka dumna z siebie i mojej głupoty. Pozdro 600.
PS. Jak ja mogłam wymyślić coś takiego ?!?! Odjebało mi chyba. Macie numer do dobrego psychiatry?

piątek, 7 lutego 2014

Harry - imagin 11

...
J: Nie gapcie się na mnie, bo wam zajebie. – powiedziałam poważnym tonem, po czym mimowolnie się uśmiechnęłam.
Chłopcy od razu odwrócili ode mnie wzrok i kontynuowali grę.
***

Po godzinie tej jakże interesującej zabawy, wszyscy byli w samych spodniach. Ach, te uroki wycieczek klasowych. Powiem szczerze, że chłopcy bez górnej części garderoby wyglądają całkiem nieźle… Nie, o czym ja myślę… Spojrzałam na zegarek. 21.30 . Coo?! Nie zdążę się umyć! Zerwałam się na równe nogi i ruszyłam w stronę drzwi.

Louis: Gdzie ty idziesz? – zapytał zdziwiony.

J: Muszę się wykąpać. Mam jeszcze pół godziny. A tak a propos, to wy się nie myjecie?

Ls: Umm…. No właśnie. Ja pierwszy!

Przewróciłam oczami i wyszłam z pokoju. Zastanawiam się jak oni maja zamiar zdążyć wykąpać się w 30 minut. Pięć osób… Nieważne. Przeszłam kilka kroków i otworzyłam drzwi od mojego pokoju. Na swoich łóżkach siedziały Kathy, Abby i Jenny. Coo ? Amber jeszcze się kąpie?! Ja pierdole.

Jenn: Gdzie ty masz bluzkę?! – wykrzyczała z otwartą buzią.

J: Um.. Gorąco mi było. Czy mi się wydaję, czy Amber się jeszcze kąpie? – szybko zmieniłam temat.

Jenn: Taa.. Nawet nie wiem czy ja zdążę. Ty nawet nie masz na co liczyć.

J: Kurwa. – zamyśliłam się. – Mam pomysł.

Wzięłam z walizki piżamę (czyli krótkie spodenki i długą, luźną bluzkę na krótki rękaw), ręcznik i kosmetyczkę. Następnie skierowałam się w stronę drzwi.

Jenn: Co ty robisz? Gdzie ty z tym idziesz?

J: Idę się wykąpać.

Jenn chyba chciała coś jeszcze powiedzieć, ale wyszłam. Mam pewien plan. Użyję swojego uroku osobistego w bardzo szczytnym celu. A konkretnie w celu wykąpania się. Podłe? Skądże. Zapukałam do pokoju 112. Od razu usłyszałam głośne: Proszę! Chwyciłam za klamkę i już po chwili stałam przed chłopakami. Właśnie z łazienki wychodził Zayn. Była 21.45.

J: Kto się jeszcze nie kąpał?

Harry: Tylko ja. A co?

J: A nic. – Harry stał już z ciuchami przed drzwiami łazienki.

Podeszłam do niego. Blisko. Bardzo blisko. Harry otworzył szerzej oczy, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.

J: Harry, wiesz, że cię lubię? – powiedziałam uwodzicielskim głosem.

H: T..tak? Lubisz mnie? – uśmiechnął się szerzej. Kurwa, pewnie, że nie.

J: Oczywiście. – chłopak stał tyłem do łazienki. – Masz piękne, zielone oczy.

H: Twoje też są cudowne. – ale się zachwyca. Powoli zaczęłam stawiać małe kroczki w kierunku drzwi łazienki, zmuszając tym samym Harry’ego do cofania.

J: Dziękuje. Jesteś słodki. Może kiedyś będziemy mogli wyjść gdzieś razem? – byliśmy już prawie pod drzwiami.

H: T..tak, ba..bardzo chętnie. – zarumienił się. Czy ja go onieśmielam? Odjazd.

Dotknęłam delikatnie jego policzka dłonią, po czym przybliżyłam twarz do jego szyi. Delikatnie musnęłam jego skórę ustami. Będę musiała wyparzyć usta we wrzątku. Chłopaka chyba sparaliżowało. Wykorzystałam sytuacje i zwinnie wyminęłam go, otwierając przy tym szybko drzwi łazienkowe. Po chwili Harry stał osłupiały w pokoju, a ja szczęśliwa ze zwycięstwa byłam w łazience. Och tak. Udało się. Nagle usłyszałam głośny śmiech reszty chłopaków.

Niall: Haha, wrobiła cię!

Zayn: Ale cię wykiwała! Dobra jest!

Liam: Ziemia do Harry’ego! Haha, nie wierzę w to co widzę!

Śmiali się tak głośno, że nawet gdy odkręciłam wodę, dalej ich słyszałam. Postanowiłam, że wezmę bardzo szybki prysznic, żeby Styles chociaż mógł umyć zęby. No po prostu jestem z siebie dumna. Cóż za cudowny plan. Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że Hazza aż tak mi ulegnie. Może faktycznie mu się podobam? Bleeee! Fuuu! Nie mogę o tym myśleć, bo zarzygam im prysznic… A więc to był mój najszybszy prysznic w życiu! 5 minut i gotowe! Wyskoczyłam zza zasłonki i wytarłam się ręcznikiem. Założyłam przygotowane ciuchy. Usłyszałam głośne pukanie do drzwi. Ups, chyba ktoś tu się wkurzył…

H: Alex, otwórz! – ugh.

Podeszłam do drzwi i je od kluczyłam. Przede mną stał niezbyt szczęśliwy Harold.

H: Wrobiłaś mnie.

J: No. – wyszczerzyłam się.

H: Nie przeprosisz?

J: To żart? Dobra, spadaj, bo muszę jeszcze umyć zęby.

H: O nie! – zaparł się rękami o framugę drzwi.

J: No ale Harry! Przecież muszę!

H: Okey. To ja się zacznę kąpać, a ty myj zęby. Mamy jeszcze 5 minut do ciszy nocnej.

J: No dobra… To wchodź. – przepuściłam go.

Zamknęłam drzwi, a z pokoju słychać było tylko jakieś bliżej nieokreślone dźwięki wydawane przez chłopaków.

H: Nie podglądaj.

J: Żartujesz? Nawet bym nie śmiała. – wykrzywiłam się i podeszłam do umywalki.

Niestety nad umywalką wisi lustro, więc wszystko dokładnie widzę. Harry ściągnął koszulkę i w tym momencie pochyliłam się nad zlewem i schowałam twarz w dłoniach. Więcej zobaczyć nie chcę. Usłyszałam chichot chłopaka. Tak, bardzo śmieszne.

J: Nie ciesz, się, tylko właź pod ten prysznic. – bąknęłam.

Po chwili usłyszałam szum wody. Podniosłam się i zaczęłam myć zęby. Umyłam też twarz, więc byłam bez makijażu. Rozpuściłam długie włosy i przeczesałam je szczotką.

H: Podaj ręcznik. – ja pierdole co za typ.

Podniosłam ręcznik z szafki na której Hazz go zostawił i wrzuciłam go górą prysznica do środka.

H: No dzięki… - powiedział z ironią.

J: Nie ma za co. – odpowiedziałam równie oschle.

H: Wiesz co? Wkurwiasz mnie. I to bardzo.

I w tym momencie odsunął zasłonkę. Miał przewiązany biały ręcznik w pasie. Po chwili skierował słuchawkę prysznica w moją stronę.

J: Nawet nie próbuj puszczać wody. – pogroziłam mu.

Oczywiście mnie nie posłuchał. Przekręcił kurek i po chwili strumień wody wylądował na moim ciele. Zaczęłam uciekać po łazience, ale niestety woda ciągle mnie dosięgała.

J: Harry! Przestań! Wyłącz to!

Najpierw byłam nieźle wkurwiona, ale po chwili zaczęłam się śmiać. Zebrałam w sobie siły i podeszłam do chłopaka, który nadal stał pod prysznicem i bardzo się cieszył z mojego nieszczęścia. Złapałam za słuchawkę i tym razem skierowałam w jego stronę. Konkretniej w stronę twarzy. Po chwili sięgnęłam ręką za nim i zakręciłam wodę.

J: Fajnie? – powiedziałam powstrzymując śmiech. Z jego włosów spływały strużki wody.

H: Tak, zajebiście. Ale ja mam przynajmniej suchą piżamę. – zaśmiał się. Faktycznie.

J: Jak chcesz to też możesz zaraz mieć mokrą. – już chciałam się odwrócić i pobiec po ciuchy chłopaka, gdy ten nagle złapał mnie za nadgarstek.

H: Nie. Z tym spotkaniem to na serio?

J: Co? Z jakim spotkaniem?

H: No przed chwilą przed łazienką. Wtedy jak mnie wykiwałaś…

J: Ach, wtedy. – uśmiechnęłam się. – No nie wiem. Może kiedyś gdzieś wyjdziemy. Po koleżeńsku oczywiście. Pamiętaj, nie rób sobie…

H: Nadziei. – dokończył za mnie. – Tak, wiem. A to, że mam piękne oczy?

J: Nie przesadzaj!

H: Odpowiedz mi. Proszę. Chcę wiedzieć, co o nich sądzisz. – śmiesznie unosił za zmianę brwi.

J: Tak, są ładne. – zaśmiałam się.

H: Zajebiście. Twoje też.  – uśmiechnął się szeroko ukazując dołeczki.

J: Dobra, koniec tych komplementów. Umyj zęby.

H: Czemu? Czyżbyś chciała się ze mną całować? – uśmiechnął się jeszcze szerzej.

J: Niee! – zaprotestowałam od razu. – To chyba normalne, że wieczorem się myję zęby.

Odwróciłam się i skierowałam się ku drzwiom łazienki. Usłyszałam za sobą cichy śmiech Harry’ego i wyszłam do pokoju.

Zayn: Co tam?

J: Z czym?

Z: No z Harry’m. Całowaliście się? – chytrze się uśmiechnął.

J: Coo? Ja pierdole, odbiło wam z tym całowaniem?! Z nikim nie będę się dzisiaj całować!

H: A jutro? – usłyszałam za sobą jego głos.

Odwróciłam się. Stał w samych bokserkach oparty o ramę drzwi.

J: Jutro też nie. Ogarnijcie się. – przewróciłam oczami.

Ls: Oj Alex, żałuj. Harry świetnie całuje. Podobno… - wyszczerzył się.

J: Super. Jak widzicie jestem cała mokra przez tego idiotę. Kto ma pożyczyć koszulkę? – musiałam zmienić temat.

Nagle wszyscy chłopcy zerwali się na równe nogi i zaczęli przeszukiwać swoje torby. Harry tylko się uśmiechnął i podał mi swoją bluzkę, którą trzymał. Tak w ogóle to czemu nie ubrał jej już w łazience? Debil. Chcąc być uprzejmą, wzięłam podarunek. Chłopcy widząc, że mam już to czego potrzebowałam, zaprzestali poszukiwań i ciężko westchnęli. Kurwa, wszyscy się we mnie zakochali? Żarcik. Moja mokra koszulka przylepiła się do mnie, więc z trudnością ją z siebie ściągnęłam. Miałam na sobie czarny stanik zdobiony koronką. Sięgnęłam po mój ręcznik i się wytarłam. Wszyscy chłopcy patrzyli się na mnie jak zaczarowani. Wszyscy oprócz Niall’a oczywiście, bo ten akurat pochłaniał jakieś chipsy. I za to go lubię. Nie gapi się na mnie jak się przebieram. Przeciągnęłam suchą koszulkę Harry’ego przez głowę. Ładnie pachniała. Harry’m… Kurwa, spodenki też mam mokre.

J: Dzięki za koszulkę, ale i tak muszę iść przebrać spodenki. – uśmiechnęłam się. – Dobranoc.

H: Już nie przyjdziesz? – spytał z zawodem w głosie.

J: I tak jest już po ciszy nocnej, więc pora spać. – odwzajemniłam uśmiech. Chyba ostatnio jestem za miła dla tego debila, prawda?

H: No dobra. Chyba masz rację. Jutro czeka nas rudny dzień. Zwiedzanie Nowego Yorku.

J: Właśnie. To dobranoc chłopaki.

Niall: Czekaj! Buziak na dobranoc! – stanął przede mną nadstawiając policzek.

J: Och, no dobra. – cmoknęłam go w policzek, na co się zaśmiał.

Louis: Ja też chcę!

Zayn: I ja!

Liam: Ja też!

No i wyszło na to, że całowałam w policzek każdego tu obecnego. No prawie każdego. Teraz przyszła kolej Harry’ego. Spojrzałam na niego pytająco. On tylko się uśmiechnął i przekręcił głowę nadstawiając policzek. Podeszłam do niego bliżej i musnęłam go ustami w wyznaczone miejsce. Spojrzałam na  niego kątem oka. Uśmiechał się. Przekręcił głowę w moją stronę i zaciągnął się zapachem moich włosów.

H: Pięknie pachniesz. – wyszeptał mi do ucha, na co się zaczerwieniłam.

J: Dzięki. – odpowiedziałam równie cicho. – Ty też.

Odwróciłam się i wyszłam z ich pokoju. Och, co to było? Pięknie pachniesz? Ja pierdole, co tu się dzieje? Mam nadzieję, że nie ulegnę jego zalotom. Chociaż powiem szczerze, że jest mi coraz trudniej. Powoli ukazuję mi się jego druga strona osobowości. Myślałam, że jest zwykłym chamem, podrywaczem. Teraz wydaję się być całkiem miły gościem. I te jego komplementy… Alex, nie myśl o tym! Otworzyłam drzwi od swojego pokoju. Wszystkie dziewczyny były już wykąpane. Podeszłam do łóżka i wyjęłam z walizki spodenki. Weszłam do łazienki i się przebrałam. Oczywiście koszulkę zostawiłam na sobie. Wyszłam z łazienki i opadłam na łóżko.

Jenn: Co robiliście? Czy ty wykąpałaś się u chłopaków? – zapytała z niedowierzeniem.

J: Tak, a co? Mam dar przekonywania, nie wiesz o tym?

Jenn: Oj wiem. – uśmiechnęła się. – Ale chyba nie chcę znać szczegółów. Dobranoc.

Jeszcze przez chwilę blondyny pomarudziły i światło zgasło. Normalnie, to bym nawet nie myślała o tej porze o spaniu, ale w tych warunkach… Jestem nieźle wykończona. Nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Może nie tyle co wykończona, tylko… No nie wiem, po prostu za dużo rzeczy naraz. Zasnęłam momentalnie.
 
____________________________________________
Wiem, że słaby, ale pisany w nocy w przerwach między lataniem do kibla. Tak, wciąż jestem chora. Jutro wstawiam nowy ;-)

czwartek, 6 lutego 2014

Louis

Dzisiaj dodaję taki krótki, pojedynczy imagin o Louis'ie, bo nie miałam czasu napisać nic innego. Nic ciekawego, ale jest. Jestem chora, więc nawet prostego zdania nie mogę sklecić. Sorry za to "coś" na dole. Jutro dam następny rozdział o Harry'm i obiecuję, że będzie lepszy ;)

_______________________________________________________
 
Jest ciepły, słoneczny dzień. Są wakacje, mieszkasz w Londynie i masz 19 lat. Postanowiłaś, że zrobisz sobie spacer. Po co siedzieć w domu w taką ładną pogodę? Spakowałaś do torebki książkę i telefon i wyszłaś z domu. Mieszkasz na przedmieściach, więc nie ma tu problemu z hałasem. Zaczęłaś iść chodnikiem. Wokoło stały jednorodzinne domki z pięknymi, zielonymi trawnikami. Wyjęłaś z torebki książkę i zaczęłaś ją czytać nie zatrzymując się przy tym. Uwielbiasz takie ciepłe dni. Szłaś już z pół godziny zatapiając się w lekturze. Swoją drogą bardzo ciekawa książką. Nie patrzyłaś przed siebie, przed oczami migotały ci tylko coraz to nowe literki. Nagle na kogoś wpadłaś. A raczej ten ktoś wpadł na ciebie. Książką wypadła ci z rąk, więc szybko podniosłaś ją z ziemi. Przed tobą stał wysoki mężczyzna. Spojrzałaś trochę wyżej na jego twarz. Na oko 20 lat. Może trochę więcej. Stał i uśmiechał się do ciebie.

Ty: Przepraszam. – i już chciałaś go wyminąć, gdy ten nagle zastąpił ci drogę.

Chłopak: Czekaj. – uśmiechnął się.

Wyjął ci z rąk twoją książkę i sięgnął do kieszeni po długopis. Otworzył książkę na pierwszej stronie i zaczął coś na niej pisać. Czy on dawał mi swój autograf?

J: Co ty robisz?! – zapytałaś oburzona. To książka z biblioteki, a on po niej piszę.

Ch: Daję ci autograf. – uśmiechnął się jeszcze szerzej.

J: A po co mi twój autograf? – uniosłam brwi w geście niedowierzania i zaskoczenia.

Ch: Jak to po co? Na pewno chcesz go mieć. Widzę to po twoich oczach.

J: Co? O co ci chodzi? Właśnie pobazgrałeś mi książkę, która należy do biblioteki! Przez ciebie będę musiała ją odkupić.

Ch: Pobazgrałem? Mój podpis wart jest tysiące dolarów, a mi mówisz, że ci pobazgrałem książkę?!

J: Tysiące dolarów? A ty to kto, Mick Jagger czy Michael Jackson?

Ch: Żartujesz sobie? Louis Tomlinson. Z One Direction. Najbardziej znany boys-band na całym świecie!

J: Ach, no faktycznie. Moja siostra jest twoją wielką fanką. Nie zmienia to jednak faktu, że muszę wydawać kasę, żeby kupić nową książkę. Super, dzięki.

Louis: Okey, zapłacę za nią… A może mogę ci to jeszcze jakoś wynagrodzić? Pójdziemy na kawę?

J: Nie, wiesz nie mam czasu. Dużo nauki i w ogóle…

L: Są wakacje. Nie wykręcaj się. Chodź, nie zajmę ci dużo czasu. – uśmiechnął się szeroko.

J: No dobra. Niech ci będzie.

Poszliśmy do pobliskiej kawiarni. Droga minęła nam na rozmowie. W lokalu zamówiliśmy po kawie i opowiadaliśmy sobie o naszych życiach, zainteresowaniach. Louis okazał się być naprawdę fajnym chłopakiem. Miły, uprzejmy, wesoły. Umówiliśmy się na następne spotkanie. W tej samej kawiarni. Chyba coś między nami iskrzy. Na razie to pewnie zwykłe zauroczenie, ale kto wie w co może się przerodzić?
 

środa, 5 lutego 2014

Harry - imagin 10

...
Po posiłku wróciliśmy do swoich pokoi.

***

Weszłam do pokoju przepychając się przy tym z Jenn. Usiadłam na miękkim łóżku i szeroko się uśmiechnęłam. To będą wspaniałe dni. Po chwili do pokoju weszły trzy blondyny. Ach tak, zapomniałam o nich. Uśmiech od razu zniknął z mojej twarzy.

Ja: Cześć lampucery. Dałyście sobie radę z obsługą windy? Czy na wasze plastikowe móżdżki to za dużo?

Am: Morda.

J: Co?

Kurwa, nawet wysłowić się nie potrafi. Przewróciłam oczami i opadłam na pościel. Słyszałam jak Kathy wchodzi do łazienki. Potem Abby i Amber ustaliły, że idą po niej. Znaczy się nie razem… Jenny zaklepała sobie wejście pod prysznic po nich. Zajebiście, jestem ostatnia. Ciekawe czy w ogóle zdążę przed ciszą nocną. Wyjęłam z walizki książkę i zaczęłam ją czytać. Tak, umiem czytać. Kathy wyszła z łazienki po okoł 1,5 godziny. Co ona tam do cholery robiła? Teraz do zaparowanego pomieszczenia wczołgała się Abby. Jeszcze tylko Jenn i ta szmata Amber. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Ten ktoś nie czekał na zaproszenie i wszedł do środka. Louis.

Ls: Macie kefir w lodówce? – podszedł do szafy i zaczął zawzięcie coś w niej szukać. – Robię kanapki z pasztetem i potrzebuje kefiru.

Coo? Ja pierdole, temu to już całkowicie odjebało. Jaki kefir?! Jaki pasztet?! Po chwili usłyszałam głośny śmiech za drzwiami. Louis także zaczął się śmiać, po czym spuścił głowę i wyszedł z pokoju. Acha, okey. Uznajmy, że to było normalne. Po prostu wymarzę to z pamięci. Tak. Oszołomiona tym dziwnym zdarzeniem wróciłam do swojej lektury. Nie dane mi było jednak długo czytać, bo po 5 minutach znowu ktoś zapukał do naszych drzwi. Tym razem czekał na pozwolenie, więc Amber krzyknęła tym swoim piskliwym głosikiem, żeby wszedł. W pokoju stanął Liam.

Li: Alex, przyjdziesz do nas? Gramy w butelkę.

To by wyjaśniało dziwne zachowanie Louis’a. A już myślałam, że go popierdoliło.

J: Nie chcę mi się. Czytam książkę. – na mojej twarzy pojawił się bliżej nieokreślony grymas.

Li: Oj no weź, nie daj się prosić. Wiem, że chciałabyś pogadać sobie z Amber o fryzurach, ale my też się równie dobrze bawimy…

J: Okey, idę. – po tym argumencie, długo nie zastanawiałam się nad podjęciem decyzji.

Li: Jenny, idziesz też?

Jenn: Nie dzięki. Mam zajętą kolejkę do łazienki i prawdopodobnie zaraz wchodzę. – uśmiechnęła się.

Li: Okey, jak chcesz. – odwzajemnił uśmiech.

Zgramoliłam się z łóżka i poszłam za Liam’em w stronę ich pokoju. Amber oczywiście odprowadziła mnie do drzwi pełnym pogardy wzrokiem. Och, jej nie zaprosili. Jakie to smutne. Liam otworzył drzwi z numerem 112 swoją kartą i weszliśmy do środka.

Niall: O, kogo ja tu widzę!

J: Niall, chcesz w mordę?

N: Nie, tylko nie w twarz! – zrobił udawany unik i ukrył twarz w dłoniach.

Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Chłopcy siedzieli w kółku na podłodze, a pośrodku nich leżała pusta butelka po Coli. Niall zrobił mi miejsce obok siebie, więc wygodnie usadowiłam się na drewnianej podłodze. To może być ciekawa gra… Tym bardziej, że jestem tu jedyną dziewczyną. Pierwszy kręcił Zayn. Wylosował Liam’a, a ten wybrał pytanie. Zayn spytał go czy w łóżku lubi być na górze czy na dole. Acha, czyli tego typu pytania tu padają. Okey… Chyba nie musicie wiedzieć co chłopak odpowiedział. Może kiedyś same poznacie odpowiedź… Dobra, tego nie było. Potem jeszcze robiliśmy jakieś głupie rzeczy i odpowiadaliśmy na zboczone pytania. Teraz butelką kręcił Louis. No i oczywiście padło na mnie. Super. Chłopak uśmiechnął się pod nosem.

LS: A więc tak. Jesteś dziewczyną, więc dam ci wybór. Całujesz namiętnie Niall;a w usta, albo ściągasz koszulkę. – kurwa, no zajebiście.

Długo się nie zastanawiałam i od razu złapałam za dół mojej bluzki i ją z siebie ściągnęłam. Na szczęście miałam stanik sportowy, więc za dużo nie było widać. Hary uśmiechnął się szeroko widząc, że nie wybrałam pocałunku z Niall’em. Albo po prostu dlatego, że widział moje cycki. Nie wiem.

J: Nie gapcie się na mnie, bo wam zajebie. – powiedziałam poważnym tonem, po czym mimowolnie się uśmiechnęłam.

Chłopcy od razu odwrócili ode mnie wzrok i kontynuowali grę.
_____________________________________________________
 
Teraz chyba będę dodawać trochę krótsze imaginy, bo muszę pisać na zapas, żebym miała co dodawać po feriach. Bo w tygodniu na pewno nie będę miała czasu pisać. Następna część chyba jutro :)

wtorek, 4 lutego 2014

Harry - imagin 9

...
Włożyłam słuchawki do uszu i zatopiłam się w muzyce. Trwałam tak do końca lotu. Na szczęście nie było już jakiś poważnych napadów śmiechu, więc lot minął nam w miarę spokojnie.
***
Z muzycznego transu wybudził mnie głos młodej stewardessy. Ogłaszała koniec lotu i takie tam. Drzwi samolotu otworzyły się i schody zsunęły się aż do ziemi. Wstałam, zabrałam torbę i ruszyłam w stronę wyjścia. Po chwili byłam już na ziemi. Dostaliśmy swoje bagaże i wyszliśmy z terenu lotniska. Niedaleko czekał już na nas autobus. Wszyscy byli bardzo podekscytowani pobytem w tym cudownym mieście. Wgramoliliśmy się do autobusu i ruszyliśmy w dalszą drogę. Szczerze mówiąc, to jestem już dość zmęczona tą trasą. Nic, tylko siedzimy. Nie, pomyliłam się. To nie jest zmęczenie. Po prostu znudzenie. Energia mnie rozsadza, no bo jak można tyle siedzieć i nic nie robić?! Ciekawe czy mi tu pozwolą biegać. W sensie nauczyciele.

Jenn: Co tak myślisz? Jesteśmy w Nowym Yorku! Powinnaś się cieszyć.

J: Cieszę się, tylko myślę jak ja będę tu ćwiczyć. I biegać.

Jenn: A ty ciągle tylko o ćwiczeniach… Kobieto, dałabyś sobie spokój chociaż na te 3 dni!

J: Ale kiedy ja nie mogę! Moje ciało przyzwyczaiło się już do codziennego wysiłku. Taka przerwa będzie dla mnie horrorem. Mój organizm domaga się ćwiczeń! Rozumiesz?!

Jenn: Okey, spokojnie… Bo ci żyłka na tyłku pęknie…

J: Mamy na tyłku jakąś żyłkę?

Jen: Um… Nie wiem. Tak jakoś mi się powiedziało.

Aha, okey. Jej chyba też już odbija. No nieważne. Po około 40 minutach jazdy autokarem, dotarliśmy do naszego hotelu. Było już po 16.00, a my nawet nie jedliśmy obiadu. Swoją drogą ciekawe, jak Niall wytrzymał tyle czasu bez jedzenia… Wypakowaliśmy się z autobusu i nauczyciele zaprowadzili nas do recepcji. Był ona przestronna, wszystko było w odcieniach beżu z czarnymi elementami. Dość ładnie urządzony. Opiekunowie załatwili formalności i przydzielili nam pokoje. Czemu nie możemy wybrać sobie sami? Ja pierdole, ale żal.

O(opiekun) : Mamy pokoje pięcioosobowe. – i tu zaczęła wymieniać kto z kim jest i rozdawać karty do drzwi. – Niall, Liam, Harry, Zayn i Louis są razem. I ostatni pokój: Amber, Kathy, Roxy, Jenny i Alex. Miłego rozpakowywania życzę. O 18.00 jest obiadokolacja, o 22.00 cisza nocna.

No kurwa zajebiście! Ja pierdole, gorzej już być nie mogło. Ja, Amber i jej świta w jednym pokoju! Przez 3 dni! To się chyba nie skończy dobrze. To się na pewno nie skończy dobrze! Jak bym miała pistolet, to dałabym jej kulkę w łeb, ale niestety… Nie posiadam. Może wbiję jej nóż w brzuch podczas kolacji? Nie, za dużo świadków. O, a może wyrzucę przez okno? Powiem potem, że sama wypadła. Okey, potem jeszcze dopracuje ten plan.

Jenn: Halo! Ziemia do Alex! – zaczęła machać mi ręką przed twarzą.

J: Czego chcesz?

Jenn: Idziemy do pokoju? Wszyscy już poszli, a ty stoisz tu jak jakiś kołek.

J: Acha, sorry. Zamyśliłam się.

Jenn: Znowu? Cos ostatnio dużo myślisz… Źle się czujesz?

J: Przestań. Myślałam o… kolacji. Głodna jestem. – dobre kłamstwo nie jest złe, prawda?

Jenn: Tak, jasne. Uważaj, bo ci uwierzę. Znając ciebie, to pewnie obmyślałaś plan morderstwa Amber.… - uśmiechnęła się.

J: Skąd wiedziałaś?! – ona chyba za dobrze mnie zna.

Jenn: Oj, Maleńka… Znam cię lepiej niż ty sama!

Maleńka! Właśnie! Muszę zadzwonić do Ted’a! To wieczorem, bo teraz idziemy do pokoju. Jebanego pokoju. Weszłyśmy do windy (yhm, mamy winde! ) i nacisnęłyśmy przycisk z numerem 3. Winda szybko ruszyła i już po kilku sekundach byłyśmy na trzecim piętrze. Na korytarzu zobaczyłam Zayn’a tachającego walizkę do pokoju z numerem 112. Kurwa, numer jak na policje. Sprawdziłam na karcie jaki my mamy numer. 113. No nie! Jeszcze koło tych cwaniaczków… Jebnę normalnie… Otworzyłam kartą drzwi. I co zobaczyłam? Trzy blondyny sterczące przed lustrem i poprawiające sobie makijaż. Ja pieprzę.

Amber: Cześć… dziewczyny? Nawet tak nie można was nazwać. – powiedziała z wkurzającym uśmieszkiem. – Ustalmy kilka zasad. Wy siedzicie cicho. Możecie wejść do łazienki na maksymalnie 10 minut, żebyśmy my mogły być w niej dłużej. Nie pyskujecie do nas. Jasne?

Nagle wybuchłam śmiechem. Jenny spojrzała na mnie i po chwili poszła w moje ślady. Plastiki popatrzyły się na nas jak na idiotki.

J: Serio? Ja pierdole. Fajnie macie. – mówiłam przez śmiech. – To może teraz ja ustalę kilka zasad. Robimy sobie co nam się rzewnie podoba. Mamy was w dupie, bo tylko tam dobrze wyglądacie. Co do łazienki, to będę tam sobie siedziała ile wlezie. Jakieś pytania?

Amber tylko popatrzyła się na mnie, prychnęła i wróciła do lustra. Kurwa, co za typiary. Rzuciłam torbę na wolne łóżko i wsunęłam pod nie walizkę. Jenn zrobiła to samo. Nie rozpakowuje się, bo to nie ma sensu. I tak za dwa dni wracamy. Tak w sumie to ta wycieczka jest bez sensu, bo praktycznie dwa dni jesteśmy w drodze… No ale dobra. Mniej zwiedzania.  Była godzina 17.30, więc postanowiłam dłużej nie słuchać rozmów o tipsach i wyszłam z Jenn na hol. To co tam zobaczyłam mną wstrząsnęło. Harry biegał za Niall’em i darł się w jego stronę. A co najlepsze (a raczej najgorsze) – loczek był w samych bokserkach. Ach tak, Nialler zabrał mu ciuchy. Pewnie wykorzystał moment, gdy Hazz się przebierał. Jak możecie to sobie wyobrazić, wyglądało to komicznie. Zaczęłam zwijać się ze śmiechu, z resztą tak samo jak reszta chłopców. Po chwili zrobiło mi się jednak szkoda Harry’ego, więc postanowiłam wkroczyć do akcji. Gdy Niall koło mnie przebiegał, nagle zatamowałam mu drogę.

J: Stop! Czekaj, czekaj Niall.

N: Alex! Przepuść mnie! – powiedział rozbawiony.

J: Najpierw muszę coś zrobić. – i w tym momencie dźgnęłam go w brzuch. – Pamiętasz?

N: Alex, nie. Proszę cię, nie rób tego. – odpowiedział z poważną miną.

Oczywiście się go nie posłuchałam i zaczęłam go łaskotać. Chłopak zaczął głośno się śmiać i aż cały się zwijał. Ja jednak nie przestawałam i kontynuowałam swój atak. Reszta chłopaków stała i pokładała się ze śmiechu.

N: Przestań! N…nie, proszę! – wyjąkał nie mogąc złapać powietrza.

Przestałam go dotykać i wyrwałam mu z ręki ubrania Harry’ego, co w tym momencie nie było nazbyt trudne. Wyminęłam blondyna i skierowałam się w strone Styles’a. Zatrzymałam się przed nim i wyciągnęłam do niego rękę z ubraniami.

J: Proszę. – powiedziałam z uśmiechem. – To nie było takie trudne.

H: Dzięki… Gdyby nie ty, to dalej bym latał za tym debilem. – na jego twarzy ukazały się głębokie dołeczki. Za moment zwrócił się do Niall’a. – Pożałujesz tego. Uwierz mi, nie będziesz spał spokojnie!

Uu, jakie groźby. Gdy chłopcy przestali się w końcu śmiać, poszli do swojego pokoju. Jenn poszła obczaić łazienkę i te sprawy. Oczywiście zostałam z Harry’m. Sam na sam. Ugh, jeszcze tego brakowało. A może to jest odpowiedni czas na rozmowę? Okey Alex, jesteś przecież odważna. Odetchnęłam głęboko.

J: No więc. Chyba musimy porozmawiać.

H: Tak? O czym?

J: Um… Patrzyłeś się na mnie w samolocie. – jaa, ale zbrodnia.

H: No i co w związku z tym?

J: No i to, że to nie było normalne spojrzenie. Jakbyś był zły…

H: No bo byłem.

J: Co? Za co? – kurwa, w co ja się wplątałam.

H: Za to, że z Niall’em potrafisz się dogadać, a ze mną nie. To ja pierwszy do ciebie zagadałem, starałem się być miły. A ty co? Olałaś mnie. A tu nagle wychodzisz sobie gdzieś z Ni i się świetnie bawicie. Dogadujecie się. I chyba to mnie boli. To, że z nim potrafisz się śmiać, a ze mną nie. Przy mnie jesteś taka cięta, nie uśmiechasz się. A przy nim ciągle się śmiejesz, żartujesz.

J: Nie rozumiem… Chyba nie myślisz, że między mną a Niall’em coś jest, prawda?

H: Mam do tego coraz większe obawy. Jego nie wstydzisz, a raczej nie brzydzisz się dotknąć. Widziałem jak dobrze się bawiłaś łaskocząc go.

J: Ach, więc jesteś zazdrosny? O łaskotanie? Okey, ciebie też mogę połaskotać… - wypowiadając ostatnie słowa, przybliżyłam się do niego i zaczęłam zawzięcie gilgotać go po brzuchu.

Harry zgiął się wpół i zaczął się głośno śmiać.

J: No i co? Teraz lepiej? – nie przerywałam swojej czynności śmiejąc się przy tym.

H: Prze…przestań! – mówił przez śmiech.

Po chwili przestałam i trochę się od niego odsunęłam. Chłopak wziął głęboki oddech uspokajając się przy tym.

H: Przecież wiesz, że nie o to chodzi. Chociaż szczerze mówiąc podoba mi się jak mnie dotykasz. – powiedział z podstępnym uśmieszkiem.

J: Nie zaczynaj. – uśmiechnęłam się. -  Po prostu z Niall’em dobrze się bawię. On nie traktuje mnie jak laskę, którą można przelecieć, tylko jak przyjaciółkę. Nie wstydzę się go, bo się na mnie bezczelnie nie gapi jak się przebieram…

H: Co? Przebierasz się przy nim? – powiedział chyba nieco wkurwiony.

J: Tak, a czemu nie? Czy to też ci przeszkadza?

H: Nie… Przepraszam. Chyba po prostu chciałbym być na jego miejscu. – wyglądał na zrezygnowanego.

J: Tylko wiesz, że on nie ma szans zostać moim chłopakiem, prawda?

Na jego twarzy pojawił się niepewny uśmiech.

H: A ja mam?

J: Tego nie powiedziałam! Nic sobie nie wyobrażaj kuta… - nie dokończyłam, bo mi przerwał.

H: Ej! Może zawrzemy układ. Ty mnie nie wyzywasz, ja ciebie też. Proste, tak?

J: Okey. – zaśmiałam się. – Ja po prostu nie mogę wytrzymać dnia bez obsmarowania kogoś.

H: Acha, czyli to takie twoje uzależnienie? – uśmiechnął się szeroko.

J: Tak, można tak powiedzieć. Cos jak palenie. Tylko że bez palenia wytrzymuję dłużej…

H: Uu, to chyba musimy zacząć terapię. – wyszczerzył się.

J: Proponujesz coś?

H: Tak jak wcześniej mówiłem: nie ma wyzwisk skierowanych w moją stronę.

J: Okey, i tak mam kogo wyzywać. Wiesz, jestem w pokoju z Amber. – wykrzywiłam się. – Chociaż nie, sorry, ty ją pewnie lubisz…

H: Co? Żartujesz sobie? Lata za mną od pierwszej klasy i prosi, żebym został jej chłopakiem. Przykre…

J: Serio? Jaka ona żałosna. Która godzina?

H: 18.10. A co?

J: Kolacja! Spóźniliśmy się.

H: Kurwa. Poczekaj, zawołam chłopaków.

Harry pobiegł po chłopaków i po chwili wszyscy siedzieliśmy w windzie. Kurwa, ale było ciasno.

Louis: Zayn, bierz tą łapę!

Niall: Ej, przesuń się trochę!

J: Kto mnie maca po tyłku?!

- To nie ja! – wszyscy krzyknęli razem i wybuchliśmy śmiechem.

Gdy weszliśmy na stołówkę, wszyscy się na nas popatrzyli. No co, ludzi nie widzieliście? Ja pierdole, ale chołota. Usiadłam koło Jenn, która już coś jadła. Pedalsi (czyli 1D) usiedli razem przy innym stoliku. Była jakaś zupa, potem ziemniaki, surówka i zwijany kotlet. Super, nie?  Po posiłku wróciliśmy do swoich pokoi.
 
___________________________________________________________
Wiecie kto może mi zrobić tło i nagłówek na bloga? Jak tak to piszcie w komentarzach ;) I piszcie czy się podoba, bo zwariuję ;D !

Harry - imagin 8

...
Pomyślałam jeszcze, czy czegoś nie zapomniałam spakować. Nie mogłam niczego wymyślić, więc po krótkiej chwili zasnęłam.

***

Obudziłam się o 3.00 . Ja to mam wyczucie czasu. Bez budzika! Och, ale się cieszę! Odkryłam się i wstałam z łóżka na równe nogi. O mój Boże, wczoraj nie paliłam! Jaa. Ok., zapalę potem. Poszłam do łazienki i zaczęłam poranną toaletę. W sumie to nocną, bo jest 3.00 … Whatever. Delikatnie się pomalowałam, a włosy spięłam w luźnego koka. Poszłam się ubrać. Wyjęłam z szafy obcisłe, jasne jeansy i szarą bluzę z napisem: „Stop!” . Spakowałam do walizki kosmetyczkę i włożyłam do kieszeni słuchawki od telefonu. Zeszłam na dół zobaczyć, czy mój tata już wstał. Na jego szczęście siedział w kuchni przy stole i pił kawę. Nagle zadzwonił mój telefon. Kto o zdrowych zmysłach dzwoni do mnie o tej godzinie?! Wyjęłam telefon z kieszeni. Na ekranie widniał napis „Ted” . Co do cholery? Co mój kochany braciszek chce ode mnie w środku nocy?!

J: Halo?

Ted: Cześć Alex! Słyszałem, że będziesz w Nowym Yorku?

J: Ach, no tak.

Ted: Musimy się spotkać. Już rok się nie widzieliśmy!

J: Tylko wiesz, ja będę na wycieczce szkolnej, więc raczej nie będę mogła ot tak sobie gdzieś iść…

Ted: Jasne. To jak przyjedziesz do hotelu, to wyślij mi adres, to podjadę.

J: Okey, dobry pomysł. – powiedziałam zadowolona.

T: No to jesteśmy umówieni. Miłej podróży. O której wyjeżdżasz?

J: No właśnie się ubieram. Muszę już kończyć. Paa.

Ted: Narka Maleńka.

Rozłączył się. Jak ja uwielbiam jak się tak do mnie zwraca. Serio za nim tęsknie. Jest ode mnie o dwa lata starszy, ale bardzo dobrze się dogadywaliśmy. Wiadomo, że kłótnie były u nas na porządku dziennym, ale i tak go kocham. No dobra, musze się zbierać.

J: Tato, jedziemy? Weźmiesz mi walizkę z góry?

T: Już po nią idę. Weź kluczyki i idź do auta. Tak też zrobiłam. Siedząc w samochodzie zobaczyłam jak mój tata ciągnie za sobą wielką walizkę. Wrzucił ją z trudem do bagażnika i usiadł koło mnie na miejscu kierowcy.

T: Coś ty tam nabrała? – powiedział z oburzeniem.

J: Tylko ważne rzeczy…

T: Jedziesz na miesiąc czy na trzy dni, bo już nie rozumiem… - przekręcił kluczyk w stacyjce i ruszył w stronę miasta.

Po 10 minutach byliśmy już pod szkołą. Byłam nawet 5 minut przed czasem. Wyszukałam wzrokiem Jenny. Było trochę trudno, bo panował jeszcze mrok. W końcu ją zobaczyłam.

J: Dzięki tato. Na razie.

T: Zadzwoń jak już będziecie na miejscu. Kocham cię.

J: Ja ciebie też.

Pomachałam mu i ruszyłam z walizką i torbą na ramieniu w stronę mojej przyjaciółki. Gdy tylko mnie zobaczyła, zaczęła się śmiać i machać do mnie jak opętana. Gdy podeszłam bliżej, od razu wskoczyła mi w ramiona.

Jenn: Ale fajnie! Jedziemy do Nowego Yorku! Rozumiesz?

J: No rozumiem! To będzie zajebista wycieczka. – uśmiechnęłam się, gdy wypuściła mnie ze swoich objęć.

Pani Conor zaczęła mówić coś o bezpieczeństwie w autobusie i potem w samolocie. Najpierw jedziemy autokarem na pobliskie lotnisko, a potem przesiadamy się do samolotu. W N.Y. będzie czekać na nas kolejny autobus, który zawiezie nas pod hotel. Przynajmniej tyle z tego zrozumiałam. Po chwili ładowaliśmy nasze walizki do wielkiego bagażnika, a następnie wszyscy pchaliśmy się, żeby zająć fajne miejsca w autokarze. Ja i Jenn usiadłyśmy na przedostatnich podwójnych siedzeniach. Za nami na samym końcu pojazdu jest 5 połączonych siedzeń. Wiecie o co chodzi, nie? No więc na tych miejscach usiedli: zgadnijcie kto! Oczywiście One Direction. Bo jakże by inaczej. Na szczęście to tylko 30 minut drogi na te pieprzone lotnisko. Gdy wszyscy zajęli już swoje miejsca, a nauczyciele sprawdzili obecność, ruszyliśmy w drogę. Wszyscy byli mega podekscytowani. W autobusie było bardzo głośno, a na dworze dalej ciemno. Po pół godzinie rogi dotarliśmy na lotnisko. Wszyscy wysiedli i zabrali swoje walizki. Pani Conor kazała nam czekać na zewnątrz, bo musi załatwić wszystkie formalności. Wykorzystałam okazję i poszłam na ubocze zapalić papierosa. Walizkę zostawiłam Jenn, żeby popilnowała. Odeszłam od grupy i zapaliłam fajkę. Ale już długo nie paliłam. Było ciemno, więc raczej nauczyciele mnie nie zauważą. Nagle zauważyłam, że w moją strone idzie dwójka chłopaków. Rozpoznałam ich dopiero, gdy podeszli bardzo blisko mnie. Zayn i Harry. Hazza miał na sobie czapkę, więc najpierw myślałam, że to ktoś inny.

Zayn: Masz ognia? – kurwa, no niestety.

Ja: Mam. – wyciągnęłam z kieszeni zapalniczkę i podpaliłam chłopakowi papierosa.Zauważyłam, że Harry też trzyma w ręku nieodpaloną fajkę, więc spytałam- Też chcesz?

Loczek pokiwał głową, więc jemu też odpaliłam. Po chwili wokół nas pojawiła się duża chmura dymu tytoniowego. Nikt się nie odzywał, więc tyle dobrego.

Harry: Jak tam z Niall’em? – no kurwa, wszystko zepsuł.

J: Co jak?

H: No jak wam się układa? – ja pierdole…

J: Co się nam układa? Chyba nie myślicie, że… - i tu wybuchłam głośnym śmiechem. Chłopcy patrzyli się na mnie zdezorientowani.

Zayn: O co ci chodzi? Nie jesteście razem?

J: Kurwa, że co?! Razem? Chyba sobie żartujesz! To mój kolega, nic więcej. Ja pierdolę, serio myśleliście, że między nami coś ten teges? Osz kurwa, dobry żart. – nie przestawałam się śmiać.

H: A co mieliśmy myśleć? Od dwóch dni chodzicie ze sobą na jakieś zakupy, jedzie razem w knajpach, biegacie…

J: No i co? Jesteśmy przyjaciółmi i tyle. Między nami nie ma NIC.

Harry odetchnął z ulgą. Co to miało znaczyć? Skurwiel. Skończyłam papierosa i ruszyłam w stronę grupy. Zayn i Hazza poszli za mną. Ostatnio coś za dużo gadam z chłopcami, co nie? Wzięłam walizkę od Jenn i zaczęłyśmy gadać o tym, jak fajnie będzie na wycieczce. Po chwili przerwał nam nauczyciel od historii, który zakomunikował, że mamy iść za nim. Weszliśmy więc do budynku lotniska i skierowaliśmy się do bramek. Ochroniarz po kolei wpuszczał każdego dalej, drugi koleś brał bagaże do sprawdzenia. Po 20 minutach byliśmy już w samolocie. Oczywiście nie obyło się bez przepychanek kto gdzie siedzi. Siedziałam jak zwykle z Jenn. Przed nami siedział Niall i Louis, a przed nimi reszta chłopców. Za nami siedziały Amber i jej jakaś koleżaneczka. Będą mi teraz dupę truły… Stewardessa pierdzieliła coś przez mikrofon o bezpieczeństwie w czasie startu i lądowania, ale raczej miałam to gdzieś. Zapięliśmy się i po chwili już samolot odrywał koła od pasu startowego. Ale zajebiście. Lecę samolotem pierwszy raz, ale na szczęście nie mam lęku wysokości. Chyba… Włożyłam słuchawki do uszu i podłączyłam je do telefonu. Włączyłam głośno jakąś piosenkę, żeby zagłuszyć chichoty plastików z tyłu. Słuchałam muzyki przez następne dwie godziny. Potem zaczęłam się nudzić. Jenn spała. Jak ona może teraz spać? Po chwili odwrócił się do mnie Niall. Jak wiecie siedzi przede mną z Louis’em. Oczywiście szczerzył się jak dziecko na cukierka.

J: Co się tak cieszysz?

N: No nic. Byłaś kiedyś w Nowym Yorku?

J: Nie… A ty?

N: No pewnie! Graliśmy tam przecież koncerty!

J: Ach, no tak. Zapomniałam, że jesteś światowej sławy artystą. Jak mogłam o tym zapomnieć, co nie?

N: No bo tak ogólnie to jestem normalnym chłopakiem. I reszta zespołu też. – on czasami gada nawet normalnie. Po chwili wtrącił się Louis.

Louis(Ls) : Powinnaś się cieszyć, że możesz z nami rozmawiać. Inne dziewczyny nie mają takiego szczęścia. – kurwa, następny mądry.

J: Ja pierdole, ogarnij się koleś. Myślisz, że jesteś najważniejszy na tym świecie? Co z tego, że twoje włosy są idealnie ułożone, ciuchy kupione w najdroższych sklepach, a dupę wozisz w jakiejś drogiej bryce? A tak nawiasem mówiąc, to wyglądasz jak zasrany pedał, wiesz? – w końcu mogłam komuś wygarnąć. Brakowało mi tego, wiecie?

Ls: Uważaj, żebym ja nie powiedział jak ty wyglądasz. Szmato. – o, coś w typie Harry’ego.

J: Spierdalaj fagasie. Odwróć się, bo jak patrzę na ten twój zjebany ryj, to aż palpitacji serca dostaje.

Niall: Przestańcie! Louis, uspokój się, bo zaraz zawołam Zayn’a i ci wpierdoli.

Ls: Ta, ciekawe co on mi zrobi.

N: Zayn! Louis mówi, że nie jesteś w stanie mu nic zrobić! I że jesteś cienki! – Niall zaczął się drzeć na cały samolot, chociaż Zayn siedział przed nim… Taki tam brak mózgu.

Mulat szybko kucnął na siedzeniu i odwrócił się w naszą stronę.

Zayn: Louis, kurwa, znowu podskakujesz?! Co się tu dzieje?

N: No bo on ciągle wyzywa Alex. – zaczął skarżyć Zayn’owi jak małe dziecko.

Ls: Ona mnie też wyzywa!

Zaczęłam się z nich śmiać. No bo co innego mogłam zrobić? Trójka dorosłych już chłopaków kłóciła się jak małe dzieci. Po chwili Harry także się odwrócił i włączył się do rozmowy. A raczej to już nie była rozmowa… Jak oni ze sobą wytrzymują? Towarzystwo się trochę uspokoiło, gdy do akcji wkroczył Liam. Chyba jest z nich najrozsądniejszy. Dał z liścia Louis’owi (tak, bardzo rozsądnie), który wydzierał japę na Harry’ego tym razem. Louis popatrzył na niego zdziwiony, ale zaraz usiadł grzecznie na swoim miejscu. No przedszkole po prostu. Co tu dużo mówić.

N: Widzisz Alex jak oni się zachowują? Wariaci…

J: Och Niall, ty nie jesteś lepszy! – powiedziałam nadal się śmiejąc.

N: No przestań… Ja jestem grzecznym chłopcem. – i tu dziwnie wywinął dolną wargę i zrobił oczy słodkiego pieska.

Oczywiście wybuchłam śmiechem i poklepałam go lekko po policzku.

J: Tak, tak, dobry chłopczyk. – nie mogłam przestać się chichotać.

Harry przyglądał się wszystkiemu w skupieniu. Popatrzyłam na niego. Miał raczej kamienny wyraz twarzy… O co mu, do jasnej kurwy, chodzi? Czy ja mu coś zrobiłam? Będę musiała z nim poważnie porozmawiać. Ale nie teraz, bo wiecie… Nialler ma napad głupawki, więc trudno by było przeprowadzać tu jakąkolwiek poważną rozmowę. Jeszcze chwilę się wygłupialiśmy i blondyn się odwrócił. A Jenn dalej spała… Serio? Te krzyki jej nie obudziły? No ok, to trochę dziwne. Postanowiłam ją trochę powkurzać, więc zaczęłam ją delikatnie szturchać. Trochę się z nią droczyłam, a jak się w końcu obudziła, to mnie opierdoliła… I dalej poszła spać. Zajebiście. Włożyłam słuchawki do uszu i zatopiłam się w muzyce. Trwałam tak do końca lotu. Na szczęście nie było już jakiś poważnych napadów śmiechu, więc lot minął nam w miarę spokojnie.
_______________________________________________
 
W następnej części już obiecuje więcej Harry'ego xD Ale obczajacie te jego spojrzenia i tak dalej, no nie? No. Szykuję już także drugą część imagina z Zayn'em. Mam także napisane kilka rozdziałów tego pierwszego opowiadania, więc na dniach będę wstawiać ;)