piątek, 7 lutego 2014

Harry - imagin 11

...
J: Nie gapcie się na mnie, bo wam zajebie. – powiedziałam poważnym tonem, po czym mimowolnie się uśmiechnęłam.
Chłopcy od razu odwrócili ode mnie wzrok i kontynuowali grę.
***

Po godzinie tej jakże interesującej zabawy, wszyscy byli w samych spodniach. Ach, te uroki wycieczek klasowych. Powiem szczerze, że chłopcy bez górnej części garderoby wyglądają całkiem nieźle… Nie, o czym ja myślę… Spojrzałam na zegarek. 21.30 . Coo?! Nie zdążę się umyć! Zerwałam się na równe nogi i ruszyłam w stronę drzwi.

Louis: Gdzie ty idziesz? – zapytał zdziwiony.

J: Muszę się wykąpać. Mam jeszcze pół godziny. A tak a propos, to wy się nie myjecie?

Ls: Umm…. No właśnie. Ja pierwszy!

Przewróciłam oczami i wyszłam z pokoju. Zastanawiam się jak oni maja zamiar zdążyć wykąpać się w 30 minut. Pięć osób… Nieważne. Przeszłam kilka kroków i otworzyłam drzwi od mojego pokoju. Na swoich łóżkach siedziały Kathy, Abby i Jenny. Coo ? Amber jeszcze się kąpie?! Ja pierdole.

Jenn: Gdzie ty masz bluzkę?! – wykrzyczała z otwartą buzią.

J: Um.. Gorąco mi było. Czy mi się wydaję, czy Amber się jeszcze kąpie? – szybko zmieniłam temat.

Jenn: Taa.. Nawet nie wiem czy ja zdążę. Ty nawet nie masz na co liczyć.

J: Kurwa. – zamyśliłam się. – Mam pomysł.

Wzięłam z walizki piżamę (czyli krótkie spodenki i długą, luźną bluzkę na krótki rękaw), ręcznik i kosmetyczkę. Następnie skierowałam się w stronę drzwi.

Jenn: Co ty robisz? Gdzie ty z tym idziesz?

J: Idę się wykąpać.

Jenn chyba chciała coś jeszcze powiedzieć, ale wyszłam. Mam pewien plan. Użyję swojego uroku osobistego w bardzo szczytnym celu. A konkretnie w celu wykąpania się. Podłe? Skądże. Zapukałam do pokoju 112. Od razu usłyszałam głośne: Proszę! Chwyciłam za klamkę i już po chwili stałam przed chłopakami. Właśnie z łazienki wychodził Zayn. Była 21.45.

J: Kto się jeszcze nie kąpał?

Harry: Tylko ja. A co?

J: A nic. – Harry stał już z ciuchami przed drzwiami łazienki.

Podeszłam do niego. Blisko. Bardzo blisko. Harry otworzył szerzej oczy, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.

J: Harry, wiesz, że cię lubię? – powiedziałam uwodzicielskim głosem.

H: T..tak? Lubisz mnie? – uśmiechnął się szerzej. Kurwa, pewnie, że nie.

J: Oczywiście. – chłopak stał tyłem do łazienki. – Masz piękne, zielone oczy.

H: Twoje też są cudowne. – ale się zachwyca. Powoli zaczęłam stawiać małe kroczki w kierunku drzwi łazienki, zmuszając tym samym Harry’ego do cofania.

J: Dziękuje. Jesteś słodki. Może kiedyś będziemy mogli wyjść gdzieś razem? – byliśmy już prawie pod drzwiami.

H: T..tak, ba..bardzo chętnie. – zarumienił się. Czy ja go onieśmielam? Odjazd.

Dotknęłam delikatnie jego policzka dłonią, po czym przybliżyłam twarz do jego szyi. Delikatnie musnęłam jego skórę ustami. Będę musiała wyparzyć usta we wrzątku. Chłopaka chyba sparaliżowało. Wykorzystałam sytuacje i zwinnie wyminęłam go, otwierając przy tym szybko drzwi łazienkowe. Po chwili Harry stał osłupiały w pokoju, a ja szczęśliwa ze zwycięstwa byłam w łazience. Och tak. Udało się. Nagle usłyszałam głośny śmiech reszty chłopaków.

Niall: Haha, wrobiła cię!

Zayn: Ale cię wykiwała! Dobra jest!

Liam: Ziemia do Harry’ego! Haha, nie wierzę w to co widzę!

Śmiali się tak głośno, że nawet gdy odkręciłam wodę, dalej ich słyszałam. Postanowiłam, że wezmę bardzo szybki prysznic, żeby Styles chociaż mógł umyć zęby. No po prostu jestem z siebie dumna. Cóż za cudowny plan. Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że Hazza aż tak mi ulegnie. Może faktycznie mu się podobam? Bleeee! Fuuu! Nie mogę o tym myśleć, bo zarzygam im prysznic… A więc to był mój najszybszy prysznic w życiu! 5 minut i gotowe! Wyskoczyłam zza zasłonki i wytarłam się ręcznikiem. Założyłam przygotowane ciuchy. Usłyszałam głośne pukanie do drzwi. Ups, chyba ktoś tu się wkurzył…

H: Alex, otwórz! – ugh.

Podeszłam do drzwi i je od kluczyłam. Przede mną stał niezbyt szczęśliwy Harold.

H: Wrobiłaś mnie.

J: No. – wyszczerzyłam się.

H: Nie przeprosisz?

J: To żart? Dobra, spadaj, bo muszę jeszcze umyć zęby.

H: O nie! – zaparł się rękami o framugę drzwi.

J: No ale Harry! Przecież muszę!

H: Okey. To ja się zacznę kąpać, a ty myj zęby. Mamy jeszcze 5 minut do ciszy nocnej.

J: No dobra… To wchodź. – przepuściłam go.

Zamknęłam drzwi, a z pokoju słychać było tylko jakieś bliżej nieokreślone dźwięki wydawane przez chłopaków.

H: Nie podglądaj.

J: Żartujesz? Nawet bym nie śmiała. – wykrzywiłam się i podeszłam do umywalki.

Niestety nad umywalką wisi lustro, więc wszystko dokładnie widzę. Harry ściągnął koszulkę i w tym momencie pochyliłam się nad zlewem i schowałam twarz w dłoniach. Więcej zobaczyć nie chcę. Usłyszałam chichot chłopaka. Tak, bardzo śmieszne.

J: Nie ciesz, się, tylko właź pod ten prysznic. – bąknęłam.

Po chwili usłyszałam szum wody. Podniosłam się i zaczęłam myć zęby. Umyłam też twarz, więc byłam bez makijażu. Rozpuściłam długie włosy i przeczesałam je szczotką.

H: Podaj ręcznik. – ja pierdole co za typ.

Podniosłam ręcznik z szafki na której Hazz go zostawił i wrzuciłam go górą prysznica do środka.

H: No dzięki… - powiedział z ironią.

J: Nie ma za co. – odpowiedziałam równie oschle.

H: Wiesz co? Wkurwiasz mnie. I to bardzo.

I w tym momencie odsunął zasłonkę. Miał przewiązany biały ręcznik w pasie. Po chwili skierował słuchawkę prysznica w moją stronę.

J: Nawet nie próbuj puszczać wody. – pogroziłam mu.

Oczywiście mnie nie posłuchał. Przekręcił kurek i po chwili strumień wody wylądował na moim ciele. Zaczęłam uciekać po łazience, ale niestety woda ciągle mnie dosięgała.

J: Harry! Przestań! Wyłącz to!

Najpierw byłam nieźle wkurwiona, ale po chwili zaczęłam się śmiać. Zebrałam w sobie siły i podeszłam do chłopaka, który nadal stał pod prysznicem i bardzo się cieszył z mojego nieszczęścia. Złapałam za słuchawkę i tym razem skierowałam w jego stronę. Konkretniej w stronę twarzy. Po chwili sięgnęłam ręką za nim i zakręciłam wodę.

J: Fajnie? – powiedziałam powstrzymując śmiech. Z jego włosów spływały strużki wody.

H: Tak, zajebiście. Ale ja mam przynajmniej suchą piżamę. – zaśmiał się. Faktycznie.

J: Jak chcesz to też możesz zaraz mieć mokrą. – już chciałam się odwrócić i pobiec po ciuchy chłopaka, gdy ten nagle złapał mnie za nadgarstek.

H: Nie. Z tym spotkaniem to na serio?

J: Co? Z jakim spotkaniem?

H: No przed chwilą przed łazienką. Wtedy jak mnie wykiwałaś…

J: Ach, wtedy. – uśmiechnęłam się. – No nie wiem. Może kiedyś gdzieś wyjdziemy. Po koleżeńsku oczywiście. Pamiętaj, nie rób sobie…

H: Nadziei. – dokończył za mnie. – Tak, wiem. A to, że mam piękne oczy?

J: Nie przesadzaj!

H: Odpowiedz mi. Proszę. Chcę wiedzieć, co o nich sądzisz. – śmiesznie unosił za zmianę brwi.

J: Tak, są ładne. – zaśmiałam się.

H: Zajebiście. Twoje też.  – uśmiechnął się szeroko ukazując dołeczki.

J: Dobra, koniec tych komplementów. Umyj zęby.

H: Czemu? Czyżbyś chciała się ze mną całować? – uśmiechnął się jeszcze szerzej.

J: Niee! – zaprotestowałam od razu. – To chyba normalne, że wieczorem się myję zęby.

Odwróciłam się i skierowałam się ku drzwiom łazienki. Usłyszałam za sobą cichy śmiech Harry’ego i wyszłam do pokoju.

Zayn: Co tam?

J: Z czym?

Z: No z Harry’m. Całowaliście się? – chytrze się uśmiechnął.

J: Coo? Ja pierdole, odbiło wam z tym całowaniem?! Z nikim nie będę się dzisiaj całować!

H: A jutro? – usłyszałam za sobą jego głos.

Odwróciłam się. Stał w samych bokserkach oparty o ramę drzwi.

J: Jutro też nie. Ogarnijcie się. – przewróciłam oczami.

Ls: Oj Alex, żałuj. Harry świetnie całuje. Podobno… - wyszczerzył się.

J: Super. Jak widzicie jestem cała mokra przez tego idiotę. Kto ma pożyczyć koszulkę? – musiałam zmienić temat.

Nagle wszyscy chłopcy zerwali się na równe nogi i zaczęli przeszukiwać swoje torby. Harry tylko się uśmiechnął i podał mi swoją bluzkę, którą trzymał. Tak w ogóle to czemu nie ubrał jej już w łazience? Debil. Chcąc być uprzejmą, wzięłam podarunek. Chłopcy widząc, że mam już to czego potrzebowałam, zaprzestali poszukiwań i ciężko westchnęli. Kurwa, wszyscy się we mnie zakochali? Żarcik. Moja mokra koszulka przylepiła się do mnie, więc z trudnością ją z siebie ściągnęłam. Miałam na sobie czarny stanik zdobiony koronką. Sięgnęłam po mój ręcznik i się wytarłam. Wszyscy chłopcy patrzyli się na mnie jak zaczarowani. Wszyscy oprócz Niall’a oczywiście, bo ten akurat pochłaniał jakieś chipsy. I za to go lubię. Nie gapi się na mnie jak się przebieram. Przeciągnęłam suchą koszulkę Harry’ego przez głowę. Ładnie pachniała. Harry’m… Kurwa, spodenki też mam mokre.

J: Dzięki za koszulkę, ale i tak muszę iść przebrać spodenki. – uśmiechnęłam się. – Dobranoc.

H: Już nie przyjdziesz? – spytał z zawodem w głosie.

J: I tak jest już po ciszy nocnej, więc pora spać. – odwzajemniłam uśmiech. Chyba ostatnio jestem za miła dla tego debila, prawda?

H: No dobra. Chyba masz rację. Jutro czeka nas rudny dzień. Zwiedzanie Nowego Yorku.

J: Właśnie. To dobranoc chłopaki.

Niall: Czekaj! Buziak na dobranoc! – stanął przede mną nadstawiając policzek.

J: Och, no dobra. – cmoknęłam go w policzek, na co się zaśmiał.

Louis: Ja też chcę!

Zayn: I ja!

Liam: Ja też!

No i wyszło na to, że całowałam w policzek każdego tu obecnego. No prawie każdego. Teraz przyszła kolej Harry’ego. Spojrzałam na niego pytająco. On tylko się uśmiechnął i przekręcił głowę nadstawiając policzek. Podeszłam do niego bliżej i musnęłam go ustami w wyznaczone miejsce. Spojrzałam na  niego kątem oka. Uśmiechał się. Przekręcił głowę w moją stronę i zaciągnął się zapachem moich włosów.

H: Pięknie pachniesz. – wyszeptał mi do ucha, na co się zaczerwieniłam.

J: Dzięki. – odpowiedziałam równie cicho. – Ty też.

Odwróciłam się i wyszłam z ich pokoju. Och, co to było? Pięknie pachniesz? Ja pierdole, co tu się dzieje? Mam nadzieję, że nie ulegnę jego zalotom. Chociaż powiem szczerze, że jest mi coraz trudniej. Powoli ukazuję mi się jego druga strona osobowości. Myślałam, że jest zwykłym chamem, podrywaczem. Teraz wydaję się być całkiem miły gościem. I te jego komplementy… Alex, nie myśl o tym! Otworzyłam drzwi od swojego pokoju. Wszystkie dziewczyny były już wykąpane. Podeszłam do łóżka i wyjęłam z walizki spodenki. Weszłam do łazienki i się przebrałam. Oczywiście koszulkę zostawiłam na sobie. Wyszłam z łazienki i opadłam na łóżko.

Jenn: Co robiliście? Czy ty wykąpałaś się u chłopaków? – zapytała z niedowierzeniem.

J: Tak, a co? Mam dar przekonywania, nie wiesz o tym?

Jenn: Oj wiem. – uśmiechnęła się. – Ale chyba nie chcę znać szczegółów. Dobranoc.

Jeszcze przez chwilę blondyny pomarudziły i światło zgasło. Normalnie, to bym nawet nie myślała o tej porze o spaniu, ale w tych warunkach… Jestem nieźle wykończona. Nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Może nie tyle co wykończona, tylko… No nie wiem, po prostu za dużo rzeczy naraz. Zasnęłam momentalnie.
 
____________________________________________
Wiem, że słaby, ale pisany w nocy w przerwach między lataniem do kibla. Tak, wciąż jestem chora. Jutro wstawiam nowy ;-)

czwartek, 6 lutego 2014

Louis

Dzisiaj dodaję taki krótki, pojedynczy imagin o Louis'ie, bo nie miałam czasu napisać nic innego. Nic ciekawego, ale jest. Jestem chora, więc nawet prostego zdania nie mogę sklecić. Sorry za to "coś" na dole. Jutro dam następny rozdział o Harry'm i obiecuję, że będzie lepszy ;)

_______________________________________________________
 
Jest ciepły, słoneczny dzień. Są wakacje, mieszkasz w Londynie i masz 19 lat. Postanowiłaś, że zrobisz sobie spacer. Po co siedzieć w domu w taką ładną pogodę? Spakowałaś do torebki książkę i telefon i wyszłaś z domu. Mieszkasz na przedmieściach, więc nie ma tu problemu z hałasem. Zaczęłaś iść chodnikiem. Wokoło stały jednorodzinne domki z pięknymi, zielonymi trawnikami. Wyjęłaś z torebki książkę i zaczęłaś ją czytać nie zatrzymując się przy tym. Uwielbiasz takie ciepłe dni. Szłaś już z pół godziny zatapiając się w lekturze. Swoją drogą bardzo ciekawa książką. Nie patrzyłaś przed siebie, przed oczami migotały ci tylko coraz to nowe literki. Nagle na kogoś wpadłaś. A raczej ten ktoś wpadł na ciebie. Książką wypadła ci z rąk, więc szybko podniosłaś ją z ziemi. Przed tobą stał wysoki mężczyzna. Spojrzałaś trochę wyżej na jego twarz. Na oko 20 lat. Może trochę więcej. Stał i uśmiechał się do ciebie.

Ty: Przepraszam. – i już chciałaś go wyminąć, gdy ten nagle zastąpił ci drogę.

Chłopak: Czekaj. – uśmiechnął się.

Wyjął ci z rąk twoją książkę i sięgnął do kieszeni po długopis. Otworzył książkę na pierwszej stronie i zaczął coś na niej pisać. Czy on dawał mi swój autograf?

J: Co ty robisz?! – zapytałaś oburzona. To książka z biblioteki, a on po niej piszę.

Ch: Daję ci autograf. – uśmiechnął się jeszcze szerzej.

J: A po co mi twój autograf? – uniosłam brwi w geście niedowierzania i zaskoczenia.

Ch: Jak to po co? Na pewno chcesz go mieć. Widzę to po twoich oczach.

J: Co? O co ci chodzi? Właśnie pobazgrałeś mi książkę, która należy do biblioteki! Przez ciebie będę musiała ją odkupić.

Ch: Pobazgrałem? Mój podpis wart jest tysiące dolarów, a mi mówisz, że ci pobazgrałem książkę?!

J: Tysiące dolarów? A ty to kto, Mick Jagger czy Michael Jackson?

Ch: Żartujesz sobie? Louis Tomlinson. Z One Direction. Najbardziej znany boys-band na całym świecie!

J: Ach, no faktycznie. Moja siostra jest twoją wielką fanką. Nie zmienia to jednak faktu, że muszę wydawać kasę, żeby kupić nową książkę. Super, dzięki.

Louis: Okey, zapłacę za nią… A może mogę ci to jeszcze jakoś wynagrodzić? Pójdziemy na kawę?

J: Nie, wiesz nie mam czasu. Dużo nauki i w ogóle…

L: Są wakacje. Nie wykręcaj się. Chodź, nie zajmę ci dużo czasu. – uśmiechnął się szeroko.

J: No dobra. Niech ci będzie.

Poszliśmy do pobliskiej kawiarni. Droga minęła nam na rozmowie. W lokalu zamówiliśmy po kawie i opowiadaliśmy sobie o naszych życiach, zainteresowaniach. Louis okazał się być naprawdę fajnym chłopakiem. Miły, uprzejmy, wesoły. Umówiliśmy się na następne spotkanie. W tej samej kawiarni. Chyba coś między nami iskrzy. Na razie to pewnie zwykłe zauroczenie, ale kto wie w co może się przerodzić?
 

środa, 5 lutego 2014

Harry - imagin 10

...
Po posiłku wróciliśmy do swoich pokoi.

***

Weszłam do pokoju przepychając się przy tym z Jenn. Usiadłam na miękkim łóżku i szeroko się uśmiechnęłam. To będą wspaniałe dni. Po chwili do pokoju weszły trzy blondyny. Ach tak, zapomniałam o nich. Uśmiech od razu zniknął z mojej twarzy.

Ja: Cześć lampucery. Dałyście sobie radę z obsługą windy? Czy na wasze plastikowe móżdżki to za dużo?

Am: Morda.

J: Co?

Kurwa, nawet wysłowić się nie potrafi. Przewróciłam oczami i opadłam na pościel. Słyszałam jak Kathy wchodzi do łazienki. Potem Abby i Amber ustaliły, że idą po niej. Znaczy się nie razem… Jenny zaklepała sobie wejście pod prysznic po nich. Zajebiście, jestem ostatnia. Ciekawe czy w ogóle zdążę przed ciszą nocną. Wyjęłam z walizki książkę i zaczęłam ją czytać. Tak, umiem czytać. Kathy wyszła z łazienki po okoł 1,5 godziny. Co ona tam do cholery robiła? Teraz do zaparowanego pomieszczenia wczołgała się Abby. Jeszcze tylko Jenn i ta szmata Amber. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Ten ktoś nie czekał na zaproszenie i wszedł do środka. Louis.

Ls: Macie kefir w lodówce? – podszedł do szafy i zaczął zawzięcie coś w niej szukać. – Robię kanapki z pasztetem i potrzebuje kefiru.

Coo? Ja pierdole, temu to już całkowicie odjebało. Jaki kefir?! Jaki pasztet?! Po chwili usłyszałam głośny śmiech za drzwiami. Louis także zaczął się śmiać, po czym spuścił głowę i wyszedł z pokoju. Acha, okey. Uznajmy, że to było normalne. Po prostu wymarzę to z pamięci. Tak. Oszołomiona tym dziwnym zdarzeniem wróciłam do swojej lektury. Nie dane mi było jednak długo czytać, bo po 5 minutach znowu ktoś zapukał do naszych drzwi. Tym razem czekał na pozwolenie, więc Amber krzyknęła tym swoim piskliwym głosikiem, żeby wszedł. W pokoju stanął Liam.

Li: Alex, przyjdziesz do nas? Gramy w butelkę.

To by wyjaśniało dziwne zachowanie Louis’a. A już myślałam, że go popierdoliło.

J: Nie chcę mi się. Czytam książkę. – na mojej twarzy pojawił się bliżej nieokreślony grymas.

Li: Oj no weź, nie daj się prosić. Wiem, że chciałabyś pogadać sobie z Amber o fryzurach, ale my też się równie dobrze bawimy…

J: Okey, idę. – po tym argumencie, długo nie zastanawiałam się nad podjęciem decyzji.

Li: Jenny, idziesz też?

Jenn: Nie dzięki. Mam zajętą kolejkę do łazienki i prawdopodobnie zaraz wchodzę. – uśmiechnęła się.

Li: Okey, jak chcesz. – odwzajemnił uśmiech.

Zgramoliłam się z łóżka i poszłam za Liam’em w stronę ich pokoju. Amber oczywiście odprowadziła mnie do drzwi pełnym pogardy wzrokiem. Och, jej nie zaprosili. Jakie to smutne. Liam otworzył drzwi z numerem 112 swoją kartą i weszliśmy do środka.

Niall: O, kogo ja tu widzę!

J: Niall, chcesz w mordę?

N: Nie, tylko nie w twarz! – zrobił udawany unik i ukrył twarz w dłoniach.

Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Chłopcy siedzieli w kółku na podłodze, a pośrodku nich leżała pusta butelka po Coli. Niall zrobił mi miejsce obok siebie, więc wygodnie usadowiłam się na drewnianej podłodze. To może być ciekawa gra… Tym bardziej, że jestem tu jedyną dziewczyną. Pierwszy kręcił Zayn. Wylosował Liam’a, a ten wybrał pytanie. Zayn spytał go czy w łóżku lubi być na górze czy na dole. Acha, czyli tego typu pytania tu padają. Okey… Chyba nie musicie wiedzieć co chłopak odpowiedział. Może kiedyś same poznacie odpowiedź… Dobra, tego nie było. Potem jeszcze robiliśmy jakieś głupie rzeczy i odpowiadaliśmy na zboczone pytania. Teraz butelką kręcił Louis. No i oczywiście padło na mnie. Super. Chłopak uśmiechnął się pod nosem.

LS: A więc tak. Jesteś dziewczyną, więc dam ci wybór. Całujesz namiętnie Niall;a w usta, albo ściągasz koszulkę. – kurwa, no zajebiście.

Długo się nie zastanawiałam i od razu złapałam za dół mojej bluzki i ją z siebie ściągnęłam. Na szczęście miałam stanik sportowy, więc za dużo nie było widać. Hary uśmiechnął się szeroko widząc, że nie wybrałam pocałunku z Niall’em. Albo po prostu dlatego, że widział moje cycki. Nie wiem.

J: Nie gapcie się na mnie, bo wam zajebie. – powiedziałam poważnym tonem, po czym mimowolnie się uśmiechnęłam.

Chłopcy od razu odwrócili ode mnie wzrok i kontynuowali grę.
_____________________________________________________
 
Teraz chyba będę dodawać trochę krótsze imaginy, bo muszę pisać na zapas, żebym miała co dodawać po feriach. Bo w tygodniu na pewno nie będę miała czasu pisać. Następna część chyba jutro :)

wtorek, 4 lutego 2014

Harry - imagin 9

...
Włożyłam słuchawki do uszu i zatopiłam się w muzyce. Trwałam tak do końca lotu. Na szczęście nie było już jakiś poważnych napadów śmiechu, więc lot minął nam w miarę spokojnie.
***
Z muzycznego transu wybudził mnie głos młodej stewardessy. Ogłaszała koniec lotu i takie tam. Drzwi samolotu otworzyły się i schody zsunęły się aż do ziemi. Wstałam, zabrałam torbę i ruszyłam w stronę wyjścia. Po chwili byłam już na ziemi. Dostaliśmy swoje bagaże i wyszliśmy z terenu lotniska. Niedaleko czekał już na nas autobus. Wszyscy byli bardzo podekscytowani pobytem w tym cudownym mieście. Wgramoliliśmy się do autobusu i ruszyliśmy w dalszą drogę. Szczerze mówiąc, to jestem już dość zmęczona tą trasą. Nic, tylko siedzimy. Nie, pomyliłam się. To nie jest zmęczenie. Po prostu znudzenie. Energia mnie rozsadza, no bo jak można tyle siedzieć i nic nie robić?! Ciekawe czy mi tu pozwolą biegać. W sensie nauczyciele.

Jenn: Co tak myślisz? Jesteśmy w Nowym Yorku! Powinnaś się cieszyć.

J: Cieszę się, tylko myślę jak ja będę tu ćwiczyć. I biegać.

Jenn: A ty ciągle tylko o ćwiczeniach… Kobieto, dałabyś sobie spokój chociaż na te 3 dni!

J: Ale kiedy ja nie mogę! Moje ciało przyzwyczaiło się już do codziennego wysiłku. Taka przerwa będzie dla mnie horrorem. Mój organizm domaga się ćwiczeń! Rozumiesz?!

Jenn: Okey, spokojnie… Bo ci żyłka na tyłku pęknie…

J: Mamy na tyłku jakąś żyłkę?

Jen: Um… Nie wiem. Tak jakoś mi się powiedziało.

Aha, okey. Jej chyba też już odbija. No nieważne. Po około 40 minutach jazdy autokarem, dotarliśmy do naszego hotelu. Było już po 16.00, a my nawet nie jedliśmy obiadu. Swoją drogą ciekawe, jak Niall wytrzymał tyle czasu bez jedzenia… Wypakowaliśmy się z autobusu i nauczyciele zaprowadzili nas do recepcji. Był ona przestronna, wszystko było w odcieniach beżu z czarnymi elementami. Dość ładnie urządzony. Opiekunowie załatwili formalności i przydzielili nam pokoje. Czemu nie możemy wybrać sobie sami? Ja pierdole, ale żal.

O(opiekun) : Mamy pokoje pięcioosobowe. – i tu zaczęła wymieniać kto z kim jest i rozdawać karty do drzwi. – Niall, Liam, Harry, Zayn i Louis są razem. I ostatni pokój: Amber, Kathy, Roxy, Jenny i Alex. Miłego rozpakowywania życzę. O 18.00 jest obiadokolacja, o 22.00 cisza nocna.

No kurwa zajebiście! Ja pierdole, gorzej już być nie mogło. Ja, Amber i jej świta w jednym pokoju! Przez 3 dni! To się chyba nie skończy dobrze. To się na pewno nie skończy dobrze! Jak bym miała pistolet, to dałabym jej kulkę w łeb, ale niestety… Nie posiadam. Może wbiję jej nóż w brzuch podczas kolacji? Nie, za dużo świadków. O, a może wyrzucę przez okno? Powiem potem, że sama wypadła. Okey, potem jeszcze dopracuje ten plan.

Jenn: Halo! Ziemia do Alex! – zaczęła machać mi ręką przed twarzą.

J: Czego chcesz?

Jenn: Idziemy do pokoju? Wszyscy już poszli, a ty stoisz tu jak jakiś kołek.

J: Acha, sorry. Zamyśliłam się.

Jenn: Znowu? Cos ostatnio dużo myślisz… Źle się czujesz?

J: Przestań. Myślałam o… kolacji. Głodna jestem. – dobre kłamstwo nie jest złe, prawda?

Jenn: Tak, jasne. Uważaj, bo ci uwierzę. Znając ciebie, to pewnie obmyślałaś plan morderstwa Amber.… - uśmiechnęła się.

J: Skąd wiedziałaś?! – ona chyba za dobrze mnie zna.

Jenn: Oj, Maleńka… Znam cię lepiej niż ty sama!

Maleńka! Właśnie! Muszę zadzwonić do Ted’a! To wieczorem, bo teraz idziemy do pokoju. Jebanego pokoju. Weszłyśmy do windy (yhm, mamy winde! ) i nacisnęłyśmy przycisk z numerem 3. Winda szybko ruszyła i już po kilku sekundach byłyśmy na trzecim piętrze. Na korytarzu zobaczyłam Zayn’a tachającego walizkę do pokoju z numerem 112. Kurwa, numer jak na policje. Sprawdziłam na karcie jaki my mamy numer. 113. No nie! Jeszcze koło tych cwaniaczków… Jebnę normalnie… Otworzyłam kartą drzwi. I co zobaczyłam? Trzy blondyny sterczące przed lustrem i poprawiające sobie makijaż. Ja pieprzę.

Amber: Cześć… dziewczyny? Nawet tak nie można was nazwać. – powiedziała z wkurzającym uśmieszkiem. – Ustalmy kilka zasad. Wy siedzicie cicho. Możecie wejść do łazienki na maksymalnie 10 minut, żebyśmy my mogły być w niej dłużej. Nie pyskujecie do nas. Jasne?

Nagle wybuchłam śmiechem. Jenny spojrzała na mnie i po chwili poszła w moje ślady. Plastiki popatrzyły się na nas jak na idiotki.

J: Serio? Ja pierdole. Fajnie macie. – mówiłam przez śmiech. – To może teraz ja ustalę kilka zasad. Robimy sobie co nam się rzewnie podoba. Mamy was w dupie, bo tylko tam dobrze wyglądacie. Co do łazienki, to będę tam sobie siedziała ile wlezie. Jakieś pytania?

Amber tylko popatrzyła się na mnie, prychnęła i wróciła do lustra. Kurwa, co za typiary. Rzuciłam torbę na wolne łóżko i wsunęłam pod nie walizkę. Jenn zrobiła to samo. Nie rozpakowuje się, bo to nie ma sensu. I tak za dwa dni wracamy. Tak w sumie to ta wycieczka jest bez sensu, bo praktycznie dwa dni jesteśmy w drodze… No ale dobra. Mniej zwiedzania.  Była godzina 17.30, więc postanowiłam dłużej nie słuchać rozmów o tipsach i wyszłam z Jenn na hol. To co tam zobaczyłam mną wstrząsnęło. Harry biegał za Niall’em i darł się w jego stronę. A co najlepsze (a raczej najgorsze) – loczek był w samych bokserkach. Ach tak, Nialler zabrał mu ciuchy. Pewnie wykorzystał moment, gdy Hazz się przebierał. Jak możecie to sobie wyobrazić, wyglądało to komicznie. Zaczęłam zwijać się ze śmiechu, z resztą tak samo jak reszta chłopców. Po chwili zrobiło mi się jednak szkoda Harry’ego, więc postanowiłam wkroczyć do akcji. Gdy Niall koło mnie przebiegał, nagle zatamowałam mu drogę.

J: Stop! Czekaj, czekaj Niall.

N: Alex! Przepuść mnie! – powiedział rozbawiony.

J: Najpierw muszę coś zrobić. – i w tym momencie dźgnęłam go w brzuch. – Pamiętasz?

N: Alex, nie. Proszę cię, nie rób tego. – odpowiedział z poważną miną.

Oczywiście się go nie posłuchałam i zaczęłam go łaskotać. Chłopak zaczął głośno się śmiać i aż cały się zwijał. Ja jednak nie przestawałam i kontynuowałam swój atak. Reszta chłopaków stała i pokładała się ze śmiechu.

N: Przestań! N…nie, proszę! – wyjąkał nie mogąc złapać powietrza.

Przestałam go dotykać i wyrwałam mu z ręki ubrania Harry’ego, co w tym momencie nie było nazbyt trudne. Wyminęłam blondyna i skierowałam się w strone Styles’a. Zatrzymałam się przed nim i wyciągnęłam do niego rękę z ubraniami.

J: Proszę. – powiedziałam z uśmiechem. – To nie było takie trudne.

H: Dzięki… Gdyby nie ty, to dalej bym latał za tym debilem. – na jego twarzy ukazały się głębokie dołeczki. Za moment zwrócił się do Niall’a. – Pożałujesz tego. Uwierz mi, nie będziesz spał spokojnie!

Uu, jakie groźby. Gdy chłopcy przestali się w końcu śmiać, poszli do swojego pokoju. Jenn poszła obczaić łazienkę i te sprawy. Oczywiście zostałam z Harry’m. Sam na sam. Ugh, jeszcze tego brakowało. A może to jest odpowiedni czas na rozmowę? Okey Alex, jesteś przecież odważna. Odetchnęłam głęboko.

J: No więc. Chyba musimy porozmawiać.

H: Tak? O czym?

J: Um… Patrzyłeś się na mnie w samolocie. – jaa, ale zbrodnia.

H: No i co w związku z tym?

J: No i to, że to nie było normalne spojrzenie. Jakbyś był zły…

H: No bo byłem.

J: Co? Za co? – kurwa, w co ja się wplątałam.

H: Za to, że z Niall’em potrafisz się dogadać, a ze mną nie. To ja pierwszy do ciebie zagadałem, starałem się być miły. A ty co? Olałaś mnie. A tu nagle wychodzisz sobie gdzieś z Ni i się świetnie bawicie. Dogadujecie się. I chyba to mnie boli. To, że z nim potrafisz się śmiać, a ze mną nie. Przy mnie jesteś taka cięta, nie uśmiechasz się. A przy nim ciągle się śmiejesz, żartujesz.

J: Nie rozumiem… Chyba nie myślisz, że między mną a Niall’em coś jest, prawda?

H: Mam do tego coraz większe obawy. Jego nie wstydzisz, a raczej nie brzydzisz się dotknąć. Widziałem jak dobrze się bawiłaś łaskocząc go.

J: Ach, więc jesteś zazdrosny? O łaskotanie? Okey, ciebie też mogę połaskotać… - wypowiadając ostatnie słowa, przybliżyłam się do niego i zaczęłam zawzięcie gilgotać go po brzuchu.

Harry zgiął się wpół i zaczął się głośno śmiać.

J: No i co? Teraz lepiej? – nie przerywałam swojej czynności śmiejąc się przy tym.

H: Prze…przestań! – mówił przez śmiech.

Po chwili przestałam i trochę się od niego odsunęłam. Chłopak wziął głęboki oddech uspokajając się przy tym.

H: Przecież wiesz, że nie o to chodzi. Chociaż szczerze mówiąc podoba mi się jak mnie dotykasz. – powiedział z podstępnym uśmieszkiem.

J: Nie zaczynaj. – uśmiechnęłam się. -  Po prostu z Niall’em dobrze się bawię. On nie traktuje mnie jak laskę, którą można przelecieć, tylko jak przyjaciółkę. Nie wstydzę się go, bo się na mnie bezczelnie nie gapi jak się przebieram…

H: Co? Przebierasz się przy nim? – powiedział chyba nieco wkurwiony.

J: Tak, a czemu nie? Czy to też ci przeszkadza?

H: Nie… Przepraszam. Chyba po prostu chciałbym być na jego miejscu. – wyglądał na zrezygnowanego.

J: Tylko wiesz, że on nie ma szans zostać moim chłopakiem, prawda?

Na jego twarzy pojawił się niepewny uśmiech.

H: A ja mam?

J: Tego nie powiedziałam! Nic sobie nie wyobrażaj kuta… - nie dokończyłam, bo mi przerwał.

H: Ej! Może zawrzemy układ. Ty mnie nie wyzywasz, ja ciebie też. Proste, tak?

J: Okey. – zaśmiałam się. – Ja po prostu nie mogę wytrzymać dnia bez obsmarowania kogoś.

H: Acha, czyli to takie twoje uzależnienie? – uśmiechnął się szeroko.

J: Tak, można tak powiedzieć. Cos jak palenie. Tylko że bez palenia wytrzymuję dłużej…

H: Uu, to chyba musimy zacząć terapię. – wyszczerzył się.

J: Proponujesz coś?

H: Tak jak wcześniej mówiłem: nie ma wyzwisk skierowanych w moją stronę.

J: Okey, i tak mam kogo wyzywać. Wiesz, jestem w pokoju z Amber. – wykrzywiłam się. – Chociaż nie, sorry, ty ją pewnie lubisz…

H: Co? Żartujesz sobie? Lata za mną od pierwszej klasy i prosi, żebym został jej chłopakiem. Przykre…

J: Serio? Jaka ona żałosna. Która godzina?

H: 18.10. A co?

J: Kolacja! Spóźniliśmy się.

H: Kurwa. Poczekaj, zawołam chłopaków.

Harry pobiegł po chłopaków i po chwili wszyscy siedzieliśmy w windzie. Kurwa, ale było ciasno.

Louis: Zayn, bierz tą łapę!

Niall: Ej, przesuń się trochę!

J: Kto mnie maca po tyłku?!

- To nie ja! – wszyscy krzyknęli razem i wybuchliśmy śmiechem.

Gdy weszliśmy na stołówkę, wszyscy się na nas popatrzyli. No co, ludzi nie widzieliście? Ja pierdole, ale chołota. Usiadłam koło Jenn, która już coś jadła. Pedalsi (czyli 1D) usiedli razem przy innym stoliku. Była jakaś zupa, potem ziemniaki, surówka i zwijany kotlet. Super, nie?  Po posiłku wróciliśmy do swoich pokoi.
 
___________________________________________________________
Wiecie kto może mi zrobić tło i nagłówek na bloga? Jak tak to piszcie w komentarzach ;) I piszcie czy się podoba, bo zwariuję ;D !

Harry - imagin 8

...
Pomyślałam jeszcze, czy czegoś nie zapomniałam spakować. Nie mogłam niczego wymyślić, więc po krótkiej chwili zasnęłam.

***

Obudziłam się o 3.00 . Ja to mam wyczucie czasu. Bez budzika! Och, ale się cieszę! Odkryłam się i wstałam z łóżka na równe nogi. O mój Boże, wczoraj nie paliłam! Jaa. Ok., zapalę potem. Poszłam do łazienki i zaczęłam poranną toaletę. W sumie to nocną, bo jest 3.00 … Whatever. Delikatnie się pomalowałam, a włosy spięłam w luźnego koka. Poszłam się ubrać. Wyjęłam z szafy obcisłe, jasne jeansy i szarą bluzę z napisem: „Stop!” . Spakowałam do walizki kosmetyczkę i włożyłam do kieszeni słuchawki od telefonu. Zeszłam na dół zobaczyć, czy mój tata już wstał. Na jego szczęście siedział w kuchni przy stole i pił kawę. Nagle zadzwonił mój telefon. Kto o zdrowych zmysłach dzwoni do mnie o tej godzinie?! Wyjęłam telefon z kieszeni. Na ekranie widniał napis „Ted” . Co do cholery? Co mój kochany braciszek chce ode mnie w środku nocy?!

J: Halo?

Ted: Cześć Alex! Słyszałem, że będziesz w Nowym Yorku?

J: Ach, no tak.

Ted: Musimy się spotkać. Już rok się nie widzieliśmy!

J: Tylko wiesz, ja będę na wycieczce szkolnej, więc raczej nie będę mogła ot tak sobie gdzieś iść…

Ted: Jasne. To jak przyjedziesz do hotelu, to wyślij mi adres, to podjadę.

J: Okey, dobry pomysł. – powiedziałam zadowolona.

T: No to jesteśmy umówieni. Miłej podróży. O której wyjeżdżasz?

J: No właśnie się ubieram. Muszę już kończyć. Paa.

Ted: Narka Maleńka.

Rozłączył się. Jak ja uwielbiam jak się tak do mnie zwraca. Serio za nim tęsknie. Jest ode mnie o dwa lata starszy, ale bardzo dobrze się dogadywaliśmy. Wiadomo, że kłótnie były u nas na porządku dziennym, ale i tak go kocham. No dobra, musze się zbierać.

J: Tato, jedziemy? Weźmiesz mi walizkę z góry?

T: Już po nią idę. Weź kluczyki i idź do auta. Tak też zrobiłam. Siedząc w samochodzie zobaczyłam jak mój tata ciągnie za sobą wielką walizkę. Wrzucił ją z trudem do bagażnika i usiadł koło mnie na miejscu kierowcy.

T: Coś ty tam nabrała? – powiedział z oburzeniem.

J: Tylko ważne rzeczy…

T: Jedziesz na miesiąc czy na trzy dni, bo już nie rozumiem… - przekręcił kluczyk w stacyjce i ruszył w stronę miasta.

Po 10 minutach byliśmy już pod szkołą. Byłam nawet 5 minut przed czasem. Wyszukałam wzrokiem Jenny. Było trochę trudno, bo panował jeszcze mrok. W końcu ją zobaczyłam.

J: Dzięki tato. Na razie.

T: Zadzwoń jak już będziecie na miejscu. Kocham cię.

J: Ja ciebie też.

Pomachałam mu i ruszyłam z walizką i torbą na ramieniu w stronę mojej przyjaciółki. Gdy tylko mnie zobaczyła, zaczęła się śmiać i machać do mnie jak opętana. Gdy podeszłam bliżej, od razu wskoczyła mi w ramiona.

Jenn: Ale fajnie! Jedziemy do Nowego Yorku! Rozumiesz?

J: No rozumiem! To będzie zajebista wycieczka. – uśmiechnęłam się, gdy wypuściła mnie ze swoich objęć.

Pani Conor zaczęła mówić coś o bezpieczeństwie w autobusie i potem w samolocie. Najpierw jedziemy autokarem na pobliskie lotnisko, a potem przesiadamy się do samolotu. W N.Y. będzie czekać na nas kolejny autobus, który zawiezie nas pod hotel. Przynajmniej tyle z tego zrozumiałam. Po chwili ładowaliśmy nasze walizki do wielkiego bagażnika, a następnie wszyscy pchaliśmy się, żeby zająć fajne miejsca w autokarze. Ja i Jenn usiadłyśmy na przedostatnich podwójnych siedzeniach. Za nami na samym końcu pojazdu jest 5 połączonych siedzeń. Wiecie o co chodzi, nie? No więc na tych miejscach usiedli: zgadnijcie kto! Oczywiście One Direction. Bo jakże by inaczej. Na szczęście to tylko 30 minut drogi na te pieprzone lotnisko. Gdy wszyscy zajęli już swoje miejsca, a nauczyciele sprawdzili obecność, ruszyliśmy w drogę. Wszyscy byli mega podekscytowani. W autobusie było bardzo głośno, a na dworze dalej ciemno. Po pół godzinie rogi dotarliśmy na lotnisko. Wszyscy wysiedli i zabrali swoje walizki. Pani Conor kazała nam czekać na zewnątrz, bo musi załatwić wszystkie formalności. Wykorzystałam okazję i poszłam na ubocze zapalić papierosa. Walizkę zostawiłam Jenn, żeby popilnowała. Odeszłam od grupy i zapaliłam fajkę. Ale już długo nie paliłam. Było ciemno, więc raczej nauczyciele mnie nie zauważą. Nagle zauważyłam, że w moją strone idzie dwójka chłopaków. Rozpoznałam ich dopiero, gdy podeszli bardzo blisko mnie. Zayn i Harry. Hazza miał na sobie czapkę, więc najpierw myślałam, że to ktoś inny.

Zayn: Masz ognia? – kurwa, no niestety.

Ja: Mam. – wyciągnęłam z kieszeni zapalniczkę i podpaliłam chłopakowi papierosa.Zauważyłam, że Harry też trzyma w ręku nieodpaloną fajkę, więc spytałam- Też chcesz?

Loczek pokiwał głową, więc jemu też odpaliłam. Po chwili wokół nas pojawiła się duża chmura dymu tytoniowego. Nikt się nie odzywał, więc tyle dobrego.

Harry: Jak tam z Niall’em? – no kurwa, wszystko zepsuł.

J: Co jak?

H: No jak wam się układa? – ja pierdole…

J: Co się nam układa? Chyba nie myślicie, że… - i tu wybuchłam głośnym śmiechem. Chłopcy patrzyli się na mnie zdezorientowani.

Zayn: O co ci chodzi? Nie jesteście razem?

J: Kurwa, że co?! Razem? Chyba sobie żartujesz! To mój kolega, nic więcej. Ja pierdolę, serio myśleliście, że między nami coś ten teges? Osz kurwa, dobry żart. – nie przestawałam się śmiać.

H: A co mieliśmy myśleć? Od dwóch dni chodzicie ze sobą na jakieś zakupy, jedzie razem w knajpach, biegacie…

J: No i co? Jesteśmy przyjaciółmi i tyle. Między nami nie ma NIC.

Harry odetchnął z ulgą. Co to miało znaczyć? Skurwiel. Skończyłam papierosa i ruszyłam w stronę grupy. Zayn i Hazza poszli za mną. Ostatnio coś za dużo gadam z chłopcami, co nie? Wzięłam walizkę od Jenn i zaczęłyśmy gadać o tym, jak fajnie będzie na wycieczce. Po chwili przerwał nam nauczyciel od historii, który zakomunikował, że mamy iść za nim. Weszliśmy więc do budynku lotniska i skierowaliśmy się do bramek. Ochroniarz po kolei wpuszczał każdego dalej, drugi koleś brał bagaże do sprawdzenia. Po 20 minutach byliśmy już w samolocie. Oczywiście nie obyło się bez przepychanek kto gdzie siedzi. Siedziałam jak zwykle z Jenn. Przed nami siedział Niall i Louis, a przed nimi reszta chłopców. Za nami siedziały Amber i jej jakaś koleżaneczka. Będą mi teraz dupę truły… Stewardessa pierdzieliła coś przez mikrofon o bezpieczeństwie w czasie startu i lądowania, ale raczej miałam to gdzieś. Zapięliśmy się i po chwili już samolot odrywał koła od pasu startowego. Ale zajebiście. Lecę samolotem pierwszy raz, ale na szczęście nie mam lęku wysokości. Chyba… Włożyłam słuchawki do uszu i podłączyłam je do telefonu. Włączyłam głośno jakąś piosenkę, żeby zagłuszyć chichoty plastików z tyłu. Słuchałam muzyki przez następne dwie godziny. Potem zaczęłam się nudzić. Jenn spała. Jak ona może teraz spać? Po chwili odwrócił się do mnie Niall. Jak wiecie siedzi przede mną z Louis’em. Oczywiście szczerzył się jak dziecko na cukierka.

J: Co się tak cieszysz?

N: No nic. Byłaś kiedyś w Nowym Yorku?

J: Nie… A ty?

N: No pewnie! Graliśmy tam przecież koncerty!

J: Ach, no tak. Zapomniałam, że jesteś światowej sławy artystą. Jak mogłam o tym zapomnieć, co nie?

N: No bo tak ogólnie to jestem normalnym chłopakiem. I reszta zespołu też. – on czasami gada nawet normalnie. Po chwili wtrącił się Louis.

Louis(Ls) : Powinnaś się cieszyć, że możesz z nami rozmawiać. Inne dziewczyny nie mają takiego szczęścia. – kurwa, następny mądry.

J: Ja pierdole, ogarnij się koleś. Myślisz, że jesteś najważniejszy na tym świecie? Co z tego, że twoje włosy są idealnie ułożone, ciuchy kupione w najdroższych sklepach, a dupę wozisz w jakiejś drogiej bryce? A tak nawiasem mówiąc, to wyglądasz jak zasrany pedał, wiesz? – w końcu mogłam komuś wygarnąć. Brakowało mi tego, wiecie?

Ls: Uważaj, żebym ja nie powiedział jak ty wyglądasz. Szmato. – o, coś w typie Harry’ego.

J: Spierdalaj fagasie. Odwróć się, bo jak patrzę na ten twój zjebany ryj, to aż palpitacji serca dostaje.

Niall: Przestańcie! Louis, uspokój się, bo zaraz zawołam Zayn’a i ci wpierdoli.

Ls: Ta, ciekawe co on mi zrobi.

N: Zayn! Louis mówi, że nie jesteś w stanie mu nic zrobić! I że jesteś cienki! – Niall zaczął się drzeć na cały samolot, chociaż Zayn siedział przed nim… Taki tam brak mózgu.

Mulat szybko kucnął na siedzeniu i odwrócił się w naszą stronę.

Zayn: Louis, kurwa, znowu podskakujesz?! Co się tu dzieje?

N: No bo on ciągle wyzywa Alex. – zaczął skarżyć Zayn’owi jak małe dziecko.

Ls: Ona mnie też wyzywa!

Zaczęłam się z nich śmiać. No bo co innego mogłam zrobić? Trójka dorosłych już chłopaków kłóciła się jak małe dzieci. Po chwili Harry także się odwrócił i włączył się do rozmowy. A raczej to już nie była rozmowa… Jak oni ze sobą wytrzymują? Towarzystwo się trochę uspokoiło, gdy do akcji wkroczył Liam. Chyba jest z nich najrozsądniejszy. Dał z liścia Louis’owi (tak, bardzo rozsądnie), który wydzierał japę na Harry’ego tym razem. Louis popatrzył na niego zdziwiony, ale zaraz usiadł grzecznie na swoim miejscu. No przedszkole po prostu. Co tu dużo mówić.

N: Widzisz Alex jak oni się zachowują? Wariaci…

J: Och Niall, ty nie jesteś lepszy! – powiedziałam nadal się śmiejąc.

N: No przestań… Ja jestem grzecznym chłopcem. – i tu dziwnie wywinął dolną wargę i zrobił oczy słodkiego pieska.

Oczywiście wybuchłam śmiechem i poklepałam go lekko po policzku.

J: Tak, tak, dobry chłopczyk. – nie mogłam przestać się chichotać.

Harry przyglądał się wszystkiemu w skupieniu. Popatrzyłam na niego. Miał raczej kamienny wyraz twarzy… O co mu, do jasnej kurwy, chodzi? Czy ja mu coś zrobiłam? Będę musiała z nim poważnie porozmawiać. Ale nie teraz, bo wiecie… Nialler ma napad głupawki, więc trudno by było przeprowadzać tu jakąkolwiek poważną rozmowę. Jeszcze chwilę się wygłupialiśmy i blondyn się odwrócił. A Jenn dalej spała… Serio? Te krzyki jej nie obudziły? No ok, to trochę dziwne. Postanowiłam ją trochę powkurzać, więc zaczęłam ją delikatnie szturchać. Trochę się z nią droczyłam, a jak się w końcu obudziła, to mnie opierdoliła… I dalej poszła spać. Zajebiście. Włożyłam słuchawki do uszu i zatopiłam się w muzyce. Trwałam tak do końca lotu. Na szczęście nie było już jakiś poważnych napadów śmiechu, więc lot minął nam w miarę spokojnie.
_______________________________________________
 
W następnej części już obiecuje więcej Harry'ego xD Ale obczajacie te jego spojrzenia i tak dalej, no nie? No. Szykuję już także drugą część imagina z Zayn'em. Mam także napisane kilka rozdziałów tego pierwszego opowiadania, więc na dniach będę wstawiać ;)

poniedziałek, 3 lutego 2014

Harry - imagin 7

Uwaga!
Chyba przesadziłam z długością tego imagina. Czytasz na własną odpowiedzialność.
(xD)
___________________________________
...
J: Um… Niall, chcesz coś zjeść?
N: Z przyjemnością! – no a jak.
***
Po chwili siedzieliśmy już przy stole z moimi rodzicami, a Niall objadał się kurczakiem. Oczywiście rodzice musieli dowiedzieć się co robiliśmy przez cały dzień. Wyciągnęli także od Niall’a jak ja się zachowuje w szkole, czy niczego nie przeskrobałam itp. … Na szczęście chłopak nic nie wspomniał o moich napadach głupawki, przekleństwach, przepychankach z Harry’m. Chociaż tyle dobrze.

N: Dziękuje, było bardzo smaczne. Pani Roughter, jest pani wspaniałą kucharką. – nie bądź taki miły, bo się zesrasz.

M: Och, dziękuje Niall. Jesteś słodki. – moja mama się zaczerwieniła na ten komplement. Żal.

J: Jak już skończyłeś, to możemy w końcu iść? – zapytałam zniecierpliwiona.

N: Tak, chodź. Jeszcze raz dziękuje. – uśmiechnął się szeroko w stronę moich rodziców na odchodnym. On chyba dla jedzenia zrobi wszystko…

Weszliśmy po schodach do mojego pokoju.

N: Woow! Ale świetny pokój!

J: Co? Zwykły jest. – po moich słowach chłopak rzucił się na łóżko.

N: Z tobą jest coś nie tak… - powiedziałam to tak cicho, że na szczęście nie usłyszał.

Wzięłam z szafy ciuchy do biegania. Czarne legginsy i szara bluza z napisami.

N: A ja w czym mam biegać? – kurwa.

J: Yym.. No nie wiem. Poczekaj. Dam ci ciuchy mojego brata.

Wspominałam, że mam starszego brata? Chyba nie. Ma na imię Ted. Wyprowadził się do Nowego Yorku rok temu. Od tego czasu go nie widziałam. W jego pokoju zostało jeszcze trochę jego ciuchów, więc na pewno znajdę coś dla Niall’a. Poszłam wzdłuż korytarza i skręciłam w drzwi na lewo. Wybrałam z szafy szare spodnie dresowe, białą koszulkę i granatową bluzę. Chyba będą dobre. Wróciłam z ciuchami do swojego pokoju. Niall skakał po moim łóżku jak opętany. Co on ma w tej swojej główce?

J: Masz tu ciuchy. Idę się przebrać do łazienki.

N: A czemu nie ja? Ja chcę się przebrać w łazience.

J: Nie, bo ja. To moja łazienka.

N: No i co. A ja jestem twoim gościem.

J: Co mnie to. Przebierasz się tu i koniec.

N: Ale ja chcę w łazience.

J: Nie!

N: Tak!

J: Nie! – to potrwało około 5 minut.

J: No dobra. Oboje przebieramy się tu. Odwróć się i ściągaj spodnie.

N: Jak chcesz. – powiedział ciesząc się nie wiadomo z czego.

Ja także się odwróciłam i zaczęłam się przebierać. Ściągnęłam spodnie i założyłam legginsy. Spojrzałam w tył, żeby upewnić się, czy przypadkiem Niall nie podgląda. Na szczęście nie patrzył. Zdjęłam z siebie koszulkę i sięgnęłam po drugą.

N: Woow! Masz tatuaż! – ja pierdole, jednak podgląda!

J: Miałeś nie podglądać! – stałam w samym staniku i spodniach…

N: Kiedy zrobiłaś? Ale fajny! U mnie w zespole tylko ja nie mam. Wiesz, Harry i Zayn mają najwięcej. Ale Liam i Louis też mają. Harry ma na brzuchu, na rękach…

J: Dobra, dobra! Nie chcę wiedzieć gdzie. – co za idiota.

Nagle blondas podbiegł do mnie w samych spodniach i zaczął przyglądać się mojemu tatuażowi z bliska. Miałam go nad linią majtek, po prawej stronie na plecach. Napis: Never give up.

N: Świetny jest! Chłopakom by się spodobał. – odwróciłam się do niego i już chciałam mu wygarnąć, gdy ten nagle się odezwał. – Ale masz mięśnie! I płaski brzuch! Ćwiczysz? Ja też! I chłopaki też! Ale fajnie.

J: Nie gap się tak na mnie! Nigdy dziewczyny nie widziałeś?! – wlepiał we mnie wzrok jak w jakiś posąg.

N: No nie tak z bliska i nie tak nagiej. Znaczy się prawie. A ja jak wyglądam? Przystojny jestem? – spytał napinając wszystkie mięśnie i robiąc jakieś dziwne pozy, na co odpowiedziałam śmiechem.

J: Tak, jesteś bardzo przystojny. – nie przestawałam się śmiać. Chociaż szczerze mówiąc, widać, że ćwiczy.

N: Serio? Czy sobie żartujesz? – powiedział robiąc dziubek z ust.

J: Serio, serio. Okey, ubieramy się.

N: Ej, mogę pomacać? – nie czekał na odpowiedź i dźgnął mnie palcem brzuch, przez co się zwinęłam. No, mam łaskotki.

J: Przestań!

N: Że co? Too? – zaczął mnie bardziej dźgać.

Po chwili już nie mogłam i wybuchłam śmiechem. Zaczęłam przed nim uciekać po pokoju, a on mnie gonił.

N: No czekaj! – krzyczał przez śmiech.

Biegaliśmy tak parę minut, gdy nagle chłopak złapał mnie w pasie i rzucił na łóżko. Teraz to serio zaczął mnie porządnie łaskotać. Zwijałam się jak głupia na tym łóżku, a on nie mógł wytrzymać ze śmiechu. Zebrałam w sobie siły i postanowiłam mu się odwdzięczyć. Zaczęłam łaskotać go po brzuchu, na co chłopak także zaczął wić się po łóżku. Po chwili to ja przejęłam inicjatywę i już nie byłam gilgotana. Teraz to on cierpiał!

N: Dobra stop! – wydusił z siebie przez śmiech.

Odsunęłam się od niego i padłam na pościeli. On leżał koło mnie i także ciężko dyszał. Wyglądaliśmy zapewne jak po ostrym seksie.

J: Lepiej ze mną nie zaczynaj. – powiedziałam z uśmiechem.

N: Zapamiętam. Aż zgłodniałem. – cooo?

J: Chyba sobie żartujesz? Ile ty jesz człowieku?

N: Tyle ile trzeba! – odpowiedział oburzony.

J: Niech ci będzie. Okay, idziemy biegać, czy nie?

N: Nie mam siły.

J: No ja też…

N: Masz zadanie z matmy na jutro?

J: Nie, a ty?

N: Też nie. Robimy? A potem pójdę do domu i będziesz mieć spokój. – powiedział odwracając głowę w moją stronę. Cieszył się jak zwykle.

J: Dobra. To idź po swoje książki do auta. Tylko załóż koszulkę, żeby moi rodzice sobie czegoś nie pomyśleli…

N: Czego? – serio, jest aż tak tępy?

J: Nie ważne. Ubieraj się i idź.

N: Ok. Ale ty nie musisz się ubierać. – powiedział szczerząc się jak dziecko.

J: Ha ha. Bardzo śmieszne. Spadaj już! – zepchnęłam go z łóżka, a on spadł z hukiem na ziemię.

N: Ałć! To bolało!

Przewróciłam tylko oczami i wstałam, żeby ubrać bluzkę. Niall też się ubrał i poszedł do auta po książki. Ja wyjęłam z torby swoje. Zeszłam jeszcze na dół, żeby wziąć coś do picia.

Mama: Nie idziecie biegać?

J: Nie, będziemy się jednak uczyć.

M: Acha. A co to za krzyki były na górze? – spytała unosząc brwi.

J: Um… Niiic… - nie mogłam wymyślić niczego lepszego, więc zwinęłam karton z sokiem, dwie szklanki i pobiegłam na górę.

Po chwili na górę przyszedł Niall z książkami i zeszytem. Napiliśmy się soku i zrobiliśmy zadania z matematyki. Dużo się przy tym śmialiśmy i żartowaliśmy. Po godzinie zadania były skończone.

N: Dobra, to ja już się będę zwijał. Dzięki za zakupy i te lekcje. – powiedział wskazując na książki.

J: Spoko. Przebierz się tylko. – zaśmiałam się.

N: Ach tak, zapomniałbym. – pokazał zęby w pięknym uśmiechu.

Blondyn przebrał się w swoje ciuchy, wziął książki i ruszył po schodach na dół. Ja szłam za nim. Po drodze pożegnał się jeszcze z moimi rodzicami i jeszcze raz podziękował mamie za obiad.

J: To na razie. Do jutra.

N: Tak, do jutra. A! Tu masz mój telefon jakbyś coś chciała, bo nadal jestem ci coś winny za tą pomoc przy zakupach.

J: Przecież postawiłeś mi obiad.

N: No i co. Poświęciłaś mi parę godzin, więc jak coś to wiesz… - przystawił rękę do ucha ustawiając ją na kształt słuchawki i powiedział bezgłośnie coś w stylu : „Call me!” .

J: Okey! – uśmiechnęłam się szeroko.

Niall odwrócił się i poszedł do auta. Po chwili odjechał. Fajny z niego chłopak. Miły. To znaczy nie jako chłopak, że chłopak… Tylko jako kolega, znajomy. No wiecie o co chodzi, nie? Poszłam do siebie do pokoju. Przez resztę wieczora robiłam to co zwykle. Dzisiaj nie zdążyłam pobiegać, więc trochę więcej poćwiczyłam. Potem wyszłam jak zwykle na dach zapalić i poszłam spać. Obudziłam się jednak po około 2 godzinach i zaczęłam słuchać muzyki. Mój pieprzony nadmiar energii znów daję się we znaki. W ciągu tej nocy spałam może jeszcze z godzinę. Nad ranem weszłam na Twittera. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to wpis Niall’a Horan’a:

„alexxx: Dzięki za miłe popołudnie. Mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy ;) „

Pod spodem oczywiście kilka hejtów, a także komentarze w stylu: „ Uuu, Nialler się zakochał!” . Ja pierdole, jaki żal. Zamknęłam laptopa. Była 7.00, więc wzięłam prysznic i poszłam do kuchni coś zjeść. Po śniadanku zarzuciłam torbę na ramię i ruszyłam do szkoły. Dzisiaj mam w-f! Och tak, moja ulubiona lekcja. Towarzyszą jej też niestety biologia, chemia, angielski i tak dalej, ale na w-f warto poczekać. Niestety jest ostatni. Gdy weszłam do szkoły, od razu zaczepiła mnie moja przyjaciółka.
Jenn: Cześć Alex! Jak ja cię dawno nie widziałam! – rzuciła mi się w ramiona.
J: Noo, całe dwa dni. Normalnie masakra. Co u ciebie? Już jesteś zdrowa?
Jenn: Tak, przecież wiesz, że mój organizm szybko się odbudowuje. Więc czuję się zajebiście! Jaką lekcję mamy pierwszą? A nie, czekaj… Jak było na randce z Haroldem!? – powiedziała, a raczej wykrzyczała szczerząc się jak głupia.
J: Ciszej. Wszyscy ludzie się na nas gapią. – serio, wszyscy odwrócili głowy w nasza stronę i patrzyli na mnie z wytrzeszczonymi oczami. – To nie była randka. To po pierwsze. Po drugie byliśmy na jakimś głupiej komedii romantycznej. A po trzecie to… No nie lubię go dalej, więc nic się nie zmieniło. Idziemy na chemię?
Jenn: No idziemy… Ja nie wiem czemu ty go nie lubisz. Serio. No bo jest dla ciebie miły, widocznie mu się podobasz, jest mega przystojny. A ty go olewasz. Ale dobra, to twoja decyzja.
J: No właśnie. Dzięki. Wkurwia mnie jak nie wiem co. Już samym swoim wyglądem i zachowaniem. Nie mogłabym z nim wytrzymać całego dnia. Chyba bym nerwicy dostała. Okey, idziemy, bo zaraz naprawdę się spóźnimy.
Jenny przytaknęła i weszłyśmy do klasy. Wszyscy już siedzieli na swoich miejscach. Usiadłam w środkowej ławce razem z przyjaciółką i się rozpakowałam. Wspominałam, że wszyscy chłopcy (a raczej te stworzenia) z One Direction są ze mną w klasie? Kurwa, ja to mam jednak pecha. Lekcja była tak nudna, że prawie zasnęłam. Oparłam głowę na rękach i udawałam, że słucham nauczycielki. Nagle poczułam jak ktoś mnie szturcha. Jenn.
Jenn: Ej. Śpisz?
J: Nie, nie śpię. Co chcesz? – szeptałyśmy tak cicho, że ledwo słyszałam samą siebie.
Jenn: Czemu ten blondyn się tak na ciebie patrzy?
J: Cooooo? – wielkimi oczami spojrzałam po klasie. Zatrzymałam się na blondynie. Faktycznie, Niall się na mnie gapi! Szybko odwróciłam wzrok z powrotem na Jenn. – Kurwa, nie wiem… Mówiłam ci przecież, że ci z tego zespołu są pojebani.
Nauczycielka: Alex, chciałaś coś powiedzieć? – czyżby usłyszała moje wulgaryzmy?
J: Ja…um… Nie, rozmawiałyśmy właśnie o reakcji chemicznej wodorotlenku sodu z solami wyższych kwasów karboksylowych. – kurwa, ale wymyśliłam.
Nauczycielka: Ach tak. My też właśnie o tym rozmawiamy. Powróćmy więc do lekcji. – serio?
Uff, tym razem mi się upiekło. Ale do jasnej cholery, czemu ten debil się na mnie patrzy?!  Nie powiem, wczoraj było dość fajnie, ale żeby od razu tak bezczelnie się na mnie gapić? Co za ludzie. Gdy tak sobie rozmyślałam, zadzwonił dzwonek. Wrzuciłam książki do torby i wyszłam na korytarz. Od razu podbiegł do mnie Niall. Ja pierdole, chyba zmienię szkołę.
Niall: Cześć Alex! Co tam u ciebie? Wiesz co? Dzisiaj rano dałem mojej kuzynce prezent! Wiesz jak się cieszyła? Dzięki ci jeszcze raz! – wypowiadając ostatnie zdanie zrobił mi jakiś dziwny pokłon. Z której choinki on się urwał?
J: Spoko, nie ma za co. Czemu się tak na mnie gapiłeś przez całą lekcję?
N: No bo właśnie czekałem, żeby się z tobą przywitać. A poza tym chemia jest taka nudna… Co nie?
Jenn: O, co ja tu widzę? Tak sobie po prostu rozmawiacie? – ach, musiała się wtrącić.
J: Tak, tak po prostu. Jenn, kurwa, zawsze musisz sobie coś wyobrażać?!
N: Cześć Jenny. Bo wiesz, Alex pomogła mi wczoraj wybrać prezent dla kuzynki. No i właśnie jej za to dziękowałem. – dzięki kurwa za wytłumaczenie.
J: Właśnie tak. Ty Jenn musisz sobie chyba chłopaka znaleźć, bo widzę, że ci się nudzi. Niall, jakieś propozycje? – zapytałam unosząc śmiesznie brwi.
N: No pewnie! Znam wielu wolnych chłopaków! Nie martw się Jenn, coś ci znajdziemy. – powiedział pokazując wszystkie swoje ząbki.
Jenn: Przestańcie! Widzę, że nadajecie na tych samych falach. Idę od was, bo dwie sztuki takich pojebańców to już zagrożenie życia. – powiedziała nader poważnie.
Ja i Niall wybuchliśmy śmiechem patrząc na odchodzącą, naburmuszoną Jenny.
N: Biegasz dzisiaj? Wczoraj nie zdążyliśmy, więc wiesz…
J: No pewnie, że tak. Zapamiętaj sobie: biegam codziennie. No chyba, że jakiś typek mi w tym przeszkodzi…
N: Oj weź! Sama się zgodziłaś na te zakupy! – powiedział oburzony.
J: Wiem, przecież żartuję! – zaśmiałam się. – To idziesz ze mną? Zaczynam o 17.
N: Okey, będzie fajnie. To będę u ciebie o 16.50.
J: Tylko się ubierz w jakieś dresy, bo sam wiesz, że przebieranie u mnie może się skończyć źle. – uśmiechnęłam się szeroko.
N: No, coś o tym wiem! – również zaczął się śmiać.
Po 5 minutach wypełnionych naszym śmiechem i rozmowami zadzwonił dzwonek na lekcję. Tak się zastanawiam, gdzie jest reszta chłopaków z Łan Dajrekszyn (xD) . Pewnie się gdzieś włóczą po boisku. Reszta lekcji minęła mi spokojnie. Teraz siedzę sobie na angielskim. Zaraz w-f. Angielski mamy z naszą wychowawczynią, panią Conor więc często gadamy o sprawach wychowawczych.
p.Conor: A własnie! Miałam wam o czymś powiedzieć. Pamiętacie jak prosiliście mnie o wycieczkę trzy-dniową? No to wasze marzenia się spełniły, bo jedziemy do Nowego Yorku.
W klasie zabrzmiały gromkie brawa i głośne okrzyki radości. Długo na to czekaliśmy. No bo co jest lepszego od wycieczki trzydniowej ze swoimi przyjaciółmi? I to do New York City?! Potem pani dała nam jeszcze harmonogram wycieczki i zgody.
p.C: Jest tylko jeden problem. Jutro wyjeżdżamy. Wiem, że to bardzo szybko, ale jedna z klas w ostatnim momencie się wycofała, a my zajęliśmy jej miejsce. Kto nie zechce jechać, ten niech się zgłosi. – oczywiście nikt nie podniósł ręki. – No dobrze. Jak będzie jakiś problem z rodzicami, to niech zadzwonią do mnie. Spróbuję ich przekonać.
Po chwili zadzwonił dzwonek i wszyscy uradowani wybiegli z klasy w podskokach. Tak, mamy po 19 lat.
Jenn: Alex! Idziemy dzisiaj na zakupy! Nie mamy żadnych ciuchów, jedzenia i tak dalej!
J: Racja. Na szczęście mam przy sobie kartę. Tylko o 17.00 jestem umówiona Z Niall’em na bieganie. Ale chyba zdążymy co nie?
Jenn: Raczej tak… Kończymy o 15.00. Chociaż wiesz co? Może być trudno… Muszę kupić sobie masę nowych rzeczy. W końcu jedziemy do Nowego Yorku!
J: Kurwa, ale co z Niall’em?
Jenn: No nie wiem, może niech pójdzie z nami? Wydaje się być spoko.
J: No dobra. Zaraz w-f, to się go spytam.
Chyba nie będzie aż tak źle prawda? W końcu dosyć dobrze się dogaduje z tym chłopakiem. Nie czuję się przy nim spięta i w ogóle. To znaczy nie żebym się w nim zakochała albo coś w tym stylu! O nie, on nie jest w moim typie. Po prostu jest fajny jako przyjaciel. Serio. Nie myślcie sobie nie wiadomo czego. Wracając do rzeczywistości… Właśnie biegam po sali gimnastycznej, bo mamy rozgrzewkę. Ogólnie zajmujemy się teraz gimnastyką, rozciąganiem i tak dalej, więc lekcje są raczej luźne. Nasz nauczyciel wyszedł gdzieś na chwilę, więc postanowiłam zagadać do Niall’a w sprawie tych zakupów. Rozglądnęłam się po sali w poszukiwaniu jego jasnej czupryny. O jest! Kurwa, stoi z tymi swoimi fagasami. Dobra, raz się żyję. Zaczęłam iść w ich stronę. Niall i Louis stali oparci plecami o drabinki, a naprzeciwko ich, czyli tyłem do mnie stali Harry, Liam i Zayn. Ale dawno nie gadałam z Harry’m. Na szczęście. Od tej pory od razu humor mam lepszy. Podeszłam bliżej, tak, że stałam około metr od chłopaków. Niall chyba mnie zauważył, bo spojrzał w moją stronę.
Ja: Cześć Niall. – nagle wszyscy chłopcy odwrócili się w moją stronę. Co się tak patrzycie debile?
Niall: O, hej Alex. Co tam? – uśmiechnął się szeroko.
J: Jutro jedziemy na tą wycieczkę, więc musimy iść z Jenn na zakupy do galerii. No i nie wiem czy zdążymy dzisiaj pobiegać.
N: Acha… Okey, nie ma sprawy. – powiedział zawiedziony.
J: Ale wiesz co? Może chciałbyś iść z nami? Może jak nam pomożesz przy ciuchach, to się szybciej wyrobimy i zdążymy jeszcze pojechać do mnie…
N: Super! To po tej lekcji czekajcie przed wejściem do szkoły. Pasuje?
J: Pewnie. To do zaraz. – posłałam mu szeroki uśmiech, co zaraz odwzajemnił.
Reszta chłopaków patrzyła się to na mnie, to na Niall’a z opuszczonymi szczenami i wytrzeszczonymi oczami. Odwróciłam się i poszłam kontynuować swoje ćwiczenia. Potem widziałam, jak chłopcy okrążyli Niall’a i zaczęli go o coś wypytywać. Ja pierdole, teraz to chyba mamy przesrane. Zadzwonił dzwonek. Poszłam z Jenn do szatni przebrać się w swoje ciuchy.
Jenn: I co, pytałaś się?
J: No, zgodził się.
Jenn: O, to fajnie. Tylko bez komentarzy mojej osoby proszę. – powiedziała poważnym tonem.
J: Okey, przyrzekam. – podniosłam do góry dwa palce i wypięłam pierś.
Wybuchłyśmy obie śmiechem. Gdy skończyłyśmy się przebierać, ruszyłyśmy w stronę wyjścia. Niall już na nas czekał. Na szczęście nie było z nim tej jego świty. Podeszłyśmy do uśmiechniętego chłopaka i po chwili siedziałyśmy już w jego aucie. Po krótkich uzgodnieniach co do galerii, ruszyliśmy w stronę największego centrum handlowego w mieście. Nie obyło się oczywiście bez wybuchów śmiechu i tym podobnych. Po około 20 minutach byliśmy na miejscu. Wypakowałam książki z mojej torby i zostawiłam je w aucie Horana, żeby mieć miejsce na ewentualne zakupy. Weszliśmy do budynku i ogarnęliśmy wzrokiem dużą przestrzeń.
Jenn: Idziemy po kolei do każdego sklepu?? – ta to ma zawsze wspaniałe pomysły.
N: Taak! – a ten to zawsze jest na tak.
J: Oszaleliście?! Przecież to nam zajmie całą noc! Ale zajebiście! – a ja zawsze zgadzam się na takie głupie pomysły.
Lataliśmy tak po wszystkich sklepach jak dzieci słońca. My jako dziewczyny ciągle grzebałyśmy w wieszakach z ubraniami. Ale Niall też nie jest święty! Wybrał sobie chyba z 10 koszulek z krótkim rękawem , a teraz przymierza jakieś spodnie.
N: No i co? Te są fajne? – powiedział wyłażąc z przebieralni.
J: No zaczepiste. Bierz je. Ale te brązowe też fajne.
N: Masz racje. Wezmę dwie pary.
J: Kurwa, jesteś gorszy ode mnie! – zaśmiałam się.
N: Przestań. Po prostu jak nie mogę się zdecydować między dwoma rzeczami, to biorę to i to. Proste nie?
J: Taa. Już sobie wyobrażam jak wygląda twoja szafa.
N: Chciałaś powiedzieć moja garderoba.
J: No cóż… Nie kontynuujmy tego tematu, bo wpadnę w kompleksy. Mój kolega ma więcej ciuchów ode mnie…
N: Ale śmieszne. Patrz ile ty nakupiłaś! Teraz to już na pewno masz więcej ubrań ode mnie! – wyszczerzył zęby.
Jenn: Dobra, nie kłóćcie się już! Może idziemy coś zjeść?
Chyba wyobrażacie sobie odpowiedź Niall’a, prawda? Krzyki, oklaski, podskoki i tak dalej. Po chwili byliśmy już w pierwszej lepszej knajpie z jedzeniem. Zamówiłam sobie frytki, kanapkę i babeczkę czekoladową na deser. Jenn zamówiła to samo co ja, a Niall… No dużo rzeczy. Usiedliśmy przy stoliku i gadaliśmy o jakichś głupotach czekając na zamówienie. Gdy w końcu do nas dotarło, zaczęliśmy jeść. O dziwo, skończyliśmy ucztę wszyscy w tym samym czasie, a przypominam, że Nialler miał około 5 razy więcej niż my. Serio nie przesadzam. Zebraliśmy wszystkie nasze torby i wyszliśmy z lokalu. Sporo tego było. W sumie, to byliśmy cali obładowani. Poszliśmy jeszcze do stoiska ze słodyczami i także się obkupiliśmy. Trzeba będzie coś jeść w drodze, prawda? W końcu z Londynu do Nowego Yorku trochę drogi jest… Znaczy się lecimy samolotem. Nie ważne. A tak w ogóle, to ciekawe czy mam na karcie chociaż trochę kasy. Dzisiaj zaszalałam, to trzeba przyznać. Potem skierowaliśmy się już w stronę wyjścia. Spojrzałam na zegarek. 20.00 . Kurwa, serio?! 5 godzin?! Odwieźliśmy Jenny do jej domu.
N: Okey, to teraz do ciebie?
J: No chyba tak. Znowu sobie nie pobiegaliśmy…
N: No, szkoda. Chciałbym już zobaczyć jak zostajesz za mną kilometr w tyle… - na jego twarzy zagościł podstępny uśmieszek.
J: Chyba sobie żartujesz?! Prześcignęłabym cię nawet na czworaka!
N: Haha, na pewno! Wiesz co? Przekonajmy się. Jedziemy do ciebie, przebieramy się i idziemy biegać.
J: Ale jest 20.00! Jutro o 4.00 rano mamy zbiórkę pod szkołą…
N: No i co z tego? Ty nie dasz rady? Okey, jeśli się poddajesz…
J: Nie! Dobra, jedziemy do mnie. Tak ci dupę przetrzepie, że jutro nie wstaniesz.
N: Oh Alex, nie ekscytuj się tak. Zostaw sobie trochę energii na bieg. Uwierz mi, że ci się przyda.
Zmierzyłam go ostrym wzrokiem. Ja mu dzisiaj pokażę.
J: Przymknij się już i jedź.
On tylko głośno się zaśmiał i ruszył spod domu Jenn w stronę ulicy, na której mieszkam. Gdy już dotarliśmy, zabrałam z bagażnika Niall’a wszystkie swoje torby i ruszyliśmy w stronę drzwi. Horan wziął też swoje ciuchy na przebranie. Och, mam nadzieję, że tym razem uda nam się normalnie przebrać. Gdy weszliśmy do domu, moja mama od razu przywitała nas uradowana.
M: Alex, Niall! Chcecie coś zjeść?
J: Nie mamo, przed chwilą jedliśmy.
M: A może chociaż weźmiecie sobie po ciastku? Przed chwilą upiekłam! – popatrzyłam na Niall’a. To chyba logiczne, że aż mu ślinka ciekła, prawda?
J: No dobrze.
Wzięliśmy po ciastku i ruszyliśmy na górę. Rzuciłam wszystkie reklamówki z zakupami na łóżko i wzięłam z szafy strój do biegania. Odwróciłam się do Niall’a. Akurat paradował po moim pokoju w bokserkach i rozpiętej koszuli w kratę. Wyglądał komicznie. Cicho się zaśmiałam i zaczęłam się przebierać. Tym razem obyło się bez żadnych gonitw i krzyków.
J: Gotowy?
N: Tak jest! – chłopak stanął na baczność i zasalutował, na co po chwili wybuchliśmy śmiechem.
Zbiegliśmy po schodach na dół. Wleciałam jeszcze do kuchni powiedzieć mamie, że idziemy pobiegać. Po drodze złapałam jeszcze jedno ciastko. Ugryzłam je i poszłam do drzwi wejściowych, gdzie czekał już blondyn. Spojrzał na mnie i na moje ciastko błagalnym wzrokiem. Ach tak, zapomniałam wziąć dla niego.
J: Dobra, masz. – oddałam mu nadgryzione ciastko, a on ucieszył się jakby przynajmniej od tygodnia nic nie jadł.
Ubraliśmy buty i wyszliśmy na zewnątrz. Dobrze, że wzięłam bluzę, bo robiło się już chłodno. Zaczęliśmy truchtem biec po chodniku. Najpierw biegliśmy równym tempem, ale po chwili zaczęły się wyścigi.
N: Kto pierwszy do tamtego drzewa! – powiedział wskazując palcem na oddalone na około 500 metrów od nas drzewo.
Oczywiście wygrałam. Sytuacja powtórzyła się kilkanaście razy i ciągle wygrywałam. Niall był już tak zdesperowany, że ogłaszał nowy konkurs co 2 minuty. W końcu dałam mu wygrać, bo by chyba nigdy nie odpuścił. Zrobiło się już ciemno, a my jak jakieś przygłupy z psychiatryka biegaliśmy po ulicach. W końcu zatrzymaliśmy się zdyszani na środku chodnika, około 5 minut drogi od mojego domu.
J: I co? Zmęczony?
N: No kurwa, i to jak. – powiedział dysząc. – Wracamy już?
J: No. Która godzina? – Niall wyjął z kieszeni telefon.
N: 21.30 . Ale teraz już idziemy powoli, okey? – spytał z bladym uśmiechem na twarzy.
J: Tak. Dobry pomysł. – zaśmiałam się.
Resztę drogi szliśmy bardzo, ale to bardzo powoli. Normalnie po takim biegu bym się nie zmęczyła, ale przez ten ciągły śmiech i ściganie się, jestem wykończona. Doszliśmy do mojego domu i weszliśmy do środka. W kuchni nikogo nie było. Zajrzałam do salonu. Rodzinka oglądała jakiś film. Weszliśmy na górę.
N: Muszę do kibla.
J: No to idź. Tamte drzwi. – wskazałam mu wejście do łazienki, a sama skierowałam się do mojego pokoju.
Zaczęłam ściągać bluzę, potem bluzkę, gdy nagle wszedł Horan. Odwróciłam się do niego i próbowałam coś wyczytać z jego wyrazu twarzy.
N: Co?
J: Nic. Przebieraj się.
Widocznie widok mnie półnagiej nie robił na nim wrażenia. To dobrze. Ubrałam się do końca, a Niall poszedł w moje ślady.
N: Dobra, ja już lecę. Muszę się jeszcze spakować. Ciekawe ilu osobowe będą pokoje, co nie?
J: No. Mam nadzieję, że dwu, bo chcę być z Jenny.
N: A nie możecie być też z innymi dziewczynami? – powiedział z grymasem na twarzy.
J: Yy, nie? Mnie dziewczyny nie lubią. No oprócz Jenn. Wiesz, nie mam na twarzy tapety, nie lubię gadać o paznokciach, palę papierosy, mam tatuaże… Chyba do nich nie pasuję. I się z tego cieszę. – uśmiechnęłam się szeroko.
N: Ty jesteś nienormalna.
J: Co?
N: Znaczy się w dobrym znaczeniu tego słowa. No bo jesteś inna od tych wszystkich dziewczyn. Z tobą mogę normalnie pogadać, pobawić się, pośmiać. A inne laski wyobrażały by sobie już nie wiadomo co. Że się w nich zakochałem, że je podrywam, albo cos w tym stylu. A ty chyba tak nie myślisz, no nie?
J: Pewnie, że nie! Chyba sobie żartujesz?! Ja miałabym być twoją dziewczyną? Fuuu! – wykrzywiłam się.
N: No przestań! Chyba nie jestem taki zły? – powiedział zasmucony.
J: No nie, ale jesteś dla mnie tylko przyjacielem.
N: To dobrze! Ale jestem przystojny co nie? – zrobił jakąś dziwną pozę.
J: Pewnie! Kurwa, nigdy nie widziałam ładniejszego chłopaka! – wybuchłam śmiechem.
Śmialiśmy się tak jeszcze z 10 minut, po czym Niall w końcu postanowił wyjść. Odprowadziłam go do drzwi i się z nim pożegnałam. Poszłam do salonu powiedzieć rodzicom o wycieczce.
J: Mamo, tato, lecę jutro do Nowego Yorku. – rodzice popatrzyli się na mnie jak na niedorozwiniętą psychicznie.
Tata: Tak, tak. A my lecimy jutro na Hawaje sadzić ziemniaki.
J: Serio! Jutro jest wycieczka klasowa, pani Conor dzisiaj nam powiedziała. Jedziemy na 3 dni. Więc wrócę w sobotę wieczorem. To ja idę się pakować.
M: Czekaj, czekaj! A jakaś zgoda do podpisania albo coś?
J: Przypominam, że mam 19 lat, więc mogę podpisać sobie zgodę sama. – wyszczerzyłam się.
T: Dobra, dobra, dorosła panienko. O której masz zbiórkę?
J: 4 rano.
T: Odwiozę cię. Tylko połóż się wcześniej spać, żebym nie musiał cię potem budzić.
J: Oj, przecież wiesz, że nie potrzebuje dużo snu.
 M: Raz na ruski rok możesz chyba przespać w nocy więcej niż 3 godziny prawda? Ja nie wiem skąd ty bierzesz tyle energii. Bierzesz jakieś dopalacze? Tylko szczerze.
J: Mamo! Nie żartuj sobie. Nawet nie piję kawy. Idę już, bo z wami nie da się normalnie pogadać. Tato, pamiętaj, jutro 4 rano!
T: Pamiętam. Dobranoc.
J: Dobranoc.
Pobiegłam na górę skacząc po trzy schodki. Jak skakałam po trzy, to zawsze na końcu zostawały mi dwa. Fajnie, nie? Wyjęłam spod łóżka walizkę i zaczęłam się pakować. Najpierw wrzuciłam do niej wszystkie bluzki, które dzisiaj kupiłam. Kupiłam też 3 pary spodni i 2 pary trampek, które także wzięłam. Po co mi tyle tego? Nieważne. Pobiegłam do łazienki wziąć porządny prysznic. Umyłam zęby i twarz. Kosmetyczkę spakuje jutro, bo rano musze się jeszcze ogarnąć. Włożyłam do torby jeszcze kilka potrzebnych rzeczy typu: ładowarka do telefonu, karty do gry, zeszyt, długopisy itp. W torbę na ramię spakowałam trochę słodyczy, a resztę włożyłam do walizki. Jest już północ. Zajrzałam jeszcze na Twittera. Kilka ludzi z mojej klasy ekscytowało się tam jutrzejszym wyjazdem. Ale będzie zajebiście. Wylogowałam się i położyłam się do łóżka. Zgasiłam lampkę nocną i przymknęłam oczy. Pomyślałam jeszcze, czy czegoś nie zapomniałam spakować. Nie mogłam niczego wymyślić, więc po krótkiej chwili zasnęłam.
 
_________________________________________________
 
Ale długi co nie? ;D Co do następnego rozdziału, to powiem tylko tyle, że pojawi się trochę więcej Harry'ego. No i na tej wycieczce może coś się zadzieje... Jeszcze nie napisałam , więc nie wiem ;> A, jeszcze coś. Nie wiem czy zauważyliście, ale w tej serii imaginów są pewne anomalie... A konkretniej, wszyscy chłopcy z 1D mają po 19 lat, a także Harry pali. Dobra, nie wiem czemu tak jest xD Jakoś mi tak pasowało, więc tak zrobiłam -.- A co, nie mogę?
Do następnego ;)