czwartek, 9 stycznia 2014

Rozdział 5


Szłam ulicami Londynu. Czy to możliwe? Czy chłopak może być tak miły i nic ode mnie nie chcieć? Nie jestem pewna… Ale pójdę na tę imprezę. Raz się żyje. Już tyle w życiu przeszłam- przeżyję i to. Weszłam do mojego hotelowego pokoju.

Suz: Gdzieś ty była?! Wiesz jak ja się o ciebie martwiłam?? – Suz była przerażona – Dzwoniłam do ciebie!

Ja: … znasz One Direction?

Suz: No pewnie, że znam! Wszystkie dziewczyny ich znają! Ale co to ma do rzeczy? Mów gdzie byłaś i co robiłaś.

Naprawdę? Czy tylko ja ich nie znam? Czy coś ze mną nie tak?

J: No więc byłam u pewnego chłopaka… A w sumie u chłopaków…

Opowiedziałam przyjaciółce całą swoją dziwną historię. Suz patrzyła na mnie z opuszczoną szczęką i wytrzeszczonymi oczami.

J: No i Harry zaprosił mnie dzisiaj na imprezę. Chyba pójdę…

S: Coo? Chyba?! Chłopak z 1D – Harry Styles zaprosił cię na imprezę, a ty mówisz „chyba” ?! Kobieto, ogarnij się! Boże spałaś w domu One Direction…

J: No i co z tego? To normalni chłopacy. Jak wszyscy inni. Chociaż powiem ci szczerze, że są wyjątkowi mili i zabawni.

S: To super! Co założysz? Jak się umalujesz? A fryzura? Dawaj, zaczynamy przygotowania!

J: Spokojnie Suzy, to tylko impreza!

S: Tak, to tylko impreza ze Stylesem. Najbardziej pożądanym chłopakiem wśród dziewczyn całego świata.

J: Nie przesadzaj. Na pewno nie są aż tak popularni…

S: A jednak! Idź się kąpać, już 15.00.

J: Dobra, dobra, już idę.

Wzięłam długą, odprężając kąpiel. Potem przez 3 godziny wybierałyśmy sukienkę, robiłyśmy makijaż, włosy…

S: Noo, wyglądas bajecznie.

Miałam na sobie czarną, krótką sukienkę. Na górze była koronkowa, przylegająca. Od pasa rozszerzała się, czarny tiul rozchodził się na boki. Była bez ramiączek. Oczy miałam pomalowane delikatnie, usta podkreślone czerwoną, krwistą szminką. Włosy miałąm rozpuszczone, delikatnie pofalowane.

J: Która godzina?

S: 18.50. Hazza zaraz przyjedzie. – spojrzała przez okno – Już czeka! Jakie to słodkie… Dobra, więc tak. Miej ciągle telefon pry sobie, jakby coś się działo, to od razu dzwoń.

J: Okey, nie martw się o mnie. Przy Harrym czuję ię wyjątkowo bezpiecznie. Widzę, że nie chce mnie skrzywdzić…

S: Bo nie wszyscy faceci są tacy jak Adam. No już. Leć!

J: Dobra, idę. Życz mi szczęścia. – uśmiechnęłam się.

Suz była zawsze przy mnie. Po Valentino była drugą osobą, którą tak bardzo kocham. Schodziłam po schodach, otworzyłam drzwi na zewnątrz. Harry stał oparty o samochód. Zaczął patrzeć na mnie oczami wielkości pięciozłotówek. Począwszy od nóg, na twarzy kończąc. Uśmiechnęłam się szeroko. Styles miał na sobie czarny garnitur, białą koszulę i muszkę. Zamiast eleganckich butów, oczywiście czarne trampki. Ja miałam na nogach wysokie, czarne szpilki. To moje ulubione obcasy- były bardzo wygodne. Podeszłam bliżej chłopaka i nieśmiało pocałowałam go w policzek. Zarumienił się.

H: Wyglądasz… Cudownie. – Harry pokazał swoje śliczne zęby.

J: Dziękuję. Ty też wyglądasz niczego sobie. – zaśmiałam się. Harrold otworzył mi drzwi od auta. Weszłam. Po chwili byliśmy w drodze. Nie odzywaliśmy się. Chłopak co chwilę na mnie spoglądał. Dojechaliśmy po ok. 15 minutach. Gentelman otworzył mi drzwi. Przed klubem stali już chłopcy z zespołu. Gdy wyszłam, wszyscy wlepili we mnie swoje spojrzenia. Harry wziął mnie delikatnie pod rękę i ruszyliśmy w stronę wejścia. Hdy przechodziliśmy obok chłopców, Hazza szturchnął Louis w ramię.

H: Co się gapicie? Idziecie, czy nie?

Louis: Tak, tak, idziemy…
 
 
Napisałam już duuużo rozdziałów i po kolei będę je dodawać ;) Piszcie, czy się podoba i o czym chcecie.
 

środa, 8 stycznia 2014

Rozdział 4


Obudziłam się. Spojrzałam na zegarek: 10.30 . Wstałam. Harrego nie było w pokoju. Poszłam do łazienki, umyłam twarz i zęby. Nie malowałam się, bo przecież nie miałam czym… Włosy zostawiłam rozpuszczone. Nadal miałam na sobie koszulę Harrego. Zeszłam na dół i po chwili byłam w dużej i przestronnej kuchni. Przy stole siedziało pięciu chłopaków. Zdziwiłam się tym widokiem. Przecież wcześniej ich nie widziałam- znałam stamtąd tylko Harrego. Gdy stanęłam w drzwiach, wszyscy spojrzeli na mnie oczami wielkości spodków.

Harry: Cześć, siadaj z nami. Zjesz coś?… A, to są Liam, Louis, Zayn i Niall. Chłopcy, to jest Alex. – Hazza po kolei przedstawił mi wszystkich.

Zayn: Harry, nie wspominałeś, że masz nową dziewczynę!

Liam: Noo, a tym bardziej, że tu dzisiaj spała! – uśmiechnął się chłopak.

Louis: A więc Alex… Jak tam noc z Harrym? Niezły jest co nie? – Louis wyszczerzył się.

H: Lou! Ty to zawsze musisz co palnąć! Po pierwsze to nie jest moja dziewczyna. Po drugie to Louis- skąd wiesz, że jestem dobry?? A po trzecie, to nie spaliśmy ze sobą. Ja spałem na materacu.

Ja dalej stałam jak wryta.

Louis: Dobra, dobra. Wiesz co… często przyprowadzasz tu dziewczyny, ale zawsze z nimi śpisz… Coś z tobą nie tak? Dobrze się czujesz? Jesteś chory? – chłopak pospiesznie dotknął czoła Harrego dłonią śmiejąc się przy tym.

H: Lou, przymknij się! Wcale nie sprowadzam tu żadnych dziewczyn… Co ty mas w tej swojej główce? – za chwilę zwrócił się do mnie – Nie zwracaj na nich uwagi. To tylko koledzy z zespołu. Gadają głupoty, jak zwykle.

Ja: Macie zespół?

Niall: Serio?? Nie kojarzysz nas? – pytał z niedowierzaniem blondyn pochłaniając kolejne kanapki.

J: Nie, nie przypominam sobie…

Niall: Jak to ?! Jesteśmy One Direction!

Louis: No, wszystkie dziewczyny nas kochają. Szaleją za nami!

J: No to chyba jednak nie wszystkie.

H: Naprawdę nas nie znasz?

J: Nie no, pewnie już gdzieś was słyszałam, skoro mówicie, że jesteście tacy popularni. Ale jakoś nie zapadło mi to w pamieć. Wiesz, nie jestem z tych dziewczyn, które kochają młodych chłopców z boys-bandów, mają na ścianach ich plakaty itd. … Jak mogę was kochać, skoro tak naprawdę was nie znam?

Zayn: No tak… W sumie to racja. Harry, znalazłeś sobie bardzo mądrą dziewczynę. Gratulacje! Całkowite przeciwieństwo ciebie! – chłopcy wybuchli śmiechem.

H: To nie jest moja dziewczyna! Potrzebowała noclegu, więc przespała się u nas.

Louis: Okey, my i tak cię znamy.

H: Ja cię kiedyś zabiję! Obiecuje.

J: Dobrze, to ja się chyba będę zbierać… Dzięki za… - nie skończyłam, bo Blondyn mi przerwał.

Niall: Nie! Zostań. Zjedz chociaż śniadanie! Wiem, że noc z Harrym musi być wyczerpująca, więc na pewno jesteś strasznie głodna. – zażartował.

H: Nialler! Z wami nie można normalnie pogadać..

Liam: Dobra, już cisza, zjedzmy spokojnie.

H: Chodź Alex, zjedz coś.

No więc nie miałam wyjścia. Chłopcy zdawali się być bardzo mili, a ja byłam cholernie głodna. Usiadłam obok Zayna, który siedział z boku. Naprzeciwko siedział Harry.

Zjadłam z apetytem kilka kanapek i trochę jajecznicy. Harry ciągle mi się przyglądał. Starałam się nie zerkać w jego stronę, ale jego spojrzenie było takie przyciągające…

Louis: Hej, Harry, bo się zadławisz! – szturchnął Hazzę widząc, że ten bezustannie mi się przygląda.

Harry pięknie się uśmiechnął i wtopił swój wzrok w talerz. Wszyscy chłopcy powoli zaczynali odchodzić od stołu. Po chwili zostałam tylko ja i Styles.

H: Co masz zamiar teraz zrobić?

J: Pójdę do hotelu. Moja przyjaciółka pewnie strasznie się o mnie martwi. Rozładował mi się telefon, więc nawet nie może się do mnie dodzwonić. A potem.. potem to nie wiem. Dalej będę chodzić na imprezy i korzystać z życia póki mogę.

H: Póki możesz? Co to znaczy?

J: Niedługo muszę wrócić do Polski. Czeka tam na mnie mój ukochany.

H: Ukochany? Przecież mówiłaś, że go rzuciłaś. Pobił cię! – Hazza był zbulwersowany.

J: Nie o niego mi chodzi. Aż tak głupia nie jestem, żeby do niego wracać…

H: Nie, przepraszam, nie o to mi chodziło. Wcale nie jesteś głupia. Ale czegoś tu nie rozumiem…

J: Koń.

H: Koń?

J: Tak. Mój ukochany koń. Valentino. Aktualnie to on jest facetem mojego życia. Na niego wydaję wszystkie zarobione pieniądze, z nim spędzam wolny czas. Ufam tylko jemu. A teraz go zostawiłam.. Ale musiałam odpocząć. Tak bardzo za nim tęsknie…

H: Nie martw się, wszystko będzie dobrze. A co do imprez… To może poszłabyś ze mną na dzisiejszą? Wychodzimy z chłopakami. Bardzo chciałbym, żebyś była tam ze mną…

J: Naprawdę? Wiesz… Co jak co, ale imprezie to ja się nie oprę. – szeroko się uśmiechnęłam, a Harry odwzajemnił uśmiech.

H: To świetnie. Przyjadę po ciebie o 19. Tylko podaj mi dokładny adres.

Wzięłam kartkę i napisałam adres hotelu. Na odwrocie dopisałam mój numer telefonu. Gdy zabierał karteczkę, dotknął delikatnie mojej dłoni. Spojrzałam mu w oczy. Uśmiechał się lekko. Jego spojrzenie było czarujące. Ledwo oderwałam od niego wzrok i cofnęłam rękę.

J: Dobrze, o 19. Pójdę się przebrać.

Wstałam i odeszłam od stołu. Gdy wchodziłam po schodach, czułam na sobie jego spojrzenie.

Szybko przebrałam się w swoje ciuchy. Już wyschły. Zeszłam na dół. Harry nadal siedział w kuchni i bawił się szklanką.

J: Cześć!

H: Może cię odwieźć?

J: Nie, dziękuje, wole się przejść. Naprawdę dobrze mi to zrobi. – uśmiechnęłam się do niego.

H: Dobrze, skoro tego chcesz. Więc do później.

J: Tak, do zobaczenia.

 

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 3


Jestem tu już od dwóch tygodni. Często chodzimy z Suz na imprezy, po prostu się bawimy. Codziennie o 20.00 zwykłam chodzić sama na spacer do pobliskiego parku. Tu się wyciszałam. Tak było i dziś. Ubrałam na siebie szarą bluzę i trampki. Miałam też na sobie jasne, obcisłe jeansy. Moje długie, falowane, jasne włosy spoczywały swobodnie na ramionach i delikatnie opadały na moje plecy.

Ja: Suz, wychodzę na spacer!

Suz: Okey. Ja położe się już spać. Po wczorajszej imprezie jestem wykończona- dziewczyna lekko się uśmiechnęła.

J: Dobrze, nie czekaj więc na mnie. Dzisiaj mam chyba ochotę na długi spacer. Pa! – rzuciłam na odchodnym.

Ulice Londynu były dzisiaj wyjątkowo puste. Usiadłam w parku na ławce. Obok mnie przechodziła właśnie para. Chłopak obejmował dziewczynę, która szeptała mu coś czule do ucha. Czemu ja nie mogę mieć takiego chłopaka? „Nie, nie myśl tak!” Skarciłam się w duchu. Mężczyźni są źli i podstępni. Nie ufam im. Żadnemu. Wtedy powróciły wspomnienia. Podwinęłam delikatnie rękaw bluzy. Siniaki. Całe ręce miałam posiniaczone. Brzuch i plecy z resztą też. Codziennie Suzy pomagała mi się ubrać. Sama nie potrafiłam. Ten ból był okropny. Przypomniałam sobie jak Adam mnie bił. I jak rodzice tego nie zauważali, bo leżeli pijani na podłodze. Podkuliłam nogi w postawiłam je na ławce. Złapałam się za nogi. Schowałam głowę między kolana. Po policzkach poleciały mi łzy. Po raz pierwszy w tym mieście. Zaczynało wiać, robiło się chłodno. Siedziałam tak dość długo. Może z pół godziny? Przez głowę przelatywały mi ciągle złe wspomnienia. Nagle poczułam na ramieniu czyjąś dłoń.

- Wszystko w porządku? – zapytał ktoś męskim głosem.

Szybko podniosłam głowę. Był to młody chłopak, na oko dwudziestoletni. Spod czapki wystawały mu brązowe loki. Nie widziałam dokładnie jego twarzy, bo na dworze panował już półmrok.

Ja: Nie, nic nie jest w porządku. – powiedziałam przez łzy.

Chłopak: Co się stało?

Usiadł na ławce obok mnie. Blisko mnie. Odsunęłam się na drugi koniec ławki

Ch: Hej, nic ci nie zrobię. Nie bój się. – chłopak powiedział to z taką szczerością w głosie, że prawie mu uwierzyłam. Znów schowałam głowę w nogach. Po polikach spływały mi kolejne, słone łzy.

Ch: Możesz mi zaufać. Czy wyglądam jakbym chciał ci coś zrobić?

Spojrzałam na niego. Na jego twarzy malował się szczery uśmiech. Spojrzałam w jego piękne, zielone oczy. Nie. Mężczyźni są źli! A więc on nie może być dobry. Wstałam i ruszyłam szybkim krokiem w stronę domu. Nagle ktoś złapał mnie za rękę. Bolało mnie, choć nie zrobił tego mocno. Odwróciłam się. To ten chłopak. Przyciągnął mnie do siebie. Teraz stałam naprawdę blisko niego. Bałam się. Nagle na twarz spadła mi kropelka wody. I następna.. I kolejne. Deszcz. A raczej ulewa. Za chwilę cisze przerwał potężny grzmot. Przestraszyłam się, ale nadal stałam jak wbita w ziemię.

Chłopak pochylił się nade mną i powiedział:

Ch: Chodźmy do mojego domu! Mieszkam tuz obok – próbował przekrzyczeć głośne grzmoty.

J: N..nie. Nie mogę.

Ch: Nalegam. Przecież nie będziesz teraz szła w taką pogodę.

J: No dobrze… - zgodziłam się zrezygnowana.

 
Co miałam zrobić? Jakbym się nie zgodziła, pewnie zaciągnąłby mnie tam siłą. Znam ich. Im tylko jedno w głowie. Pociągnął mnie lekko za rękę, a ja szłam za nim. Za 5 minut byliśmy w jego domu.
Ch: Chodź na górę.
Za chwilę pokazał mi swój pokój. Stanęłam przemoczona przed wielkim łóżkiem. Naprzeciw łóżka wisiał na ścianie duży telewizor. Po lewej stronie były drzwi. Chyba od łazienki. Na prawo od łóżka potężne okno. Normalny pokój. Tylko wszystko lepsze i większe. Chłopak podszedł do mnie.
Ch: Przepraszam, nie przedstawiłem się. Jestem Harry.
J: Alex.
Chwilę się na siebie patrzyliśmy. Chłopak delikatnie złapał za dół mojej bluzy i powoli ściągnął mi ją przez głowę. Rzucił ją na podłogę. Widział, że byłam oszołomiona i przestraszona. Czekałam, aż zacznie ściągać ze mnie olejne ciuchy, żeby zaspokoić swoje „potrzeby” . On jednak odwrócił się i podszedł do szafy. Wyciągnął z niej ręcznik i jasno niebieską koszulę. Podszedł do mnie i powiedział:
Harry: Trzymaj. Tam jest łazienka. Wykąp się jeśli chcesz i przebierz w suche ciuchy. Jesteś cała przemoczona. Jak coś to wołaj.
Byłam bardzo zdziwiona jego zachowaniem. Pozwala mi się wykąpać i przebrać?
J: Naprawdę?
H: Tak, a co w tym dziwnego? – chłopak uśmiechnął się szeroko pokazując szereg biały zębów – nie chcę po prostu żebyś się przeziębiła.
Poparzyłam na niego. W jego oczach nie widać było ironii. Chyba nie kłamał.
Odwróciłam się i poszłam do łazienki. Rozebrałam się z trudnością, bo wszystko mnie bolało. Weszłam do wanny i zasunęłam zasłonkę. Odkręciłam prysznic. Tak, tego właśnie potrzebowałam. Ciepłego prysznica. Wytarłam się ręcznikiem. Siniaki… Nie ubiorę się sama. Zawsze Suz mi pomagała, ale jej tu teraz nie ma.. Jest tylko ten chłopak – Harry.
J: Harry! – zawołałam nieśmiała.
H: Już idę!
Po chwili chłopak otworzył drzwi od łazienki.
H: Co się stało? – spytał przestraszony.
Dalej stałam za zasłoną. Miałam na sobie tylko czarną, koronkową bieliznę.
J: Nie, nic się nie stało, tylko… Bo… Ja… Proszę pomóż mi się ubrać. – wykrztusiłam to z siebie zawstydzona.
Harry podszedł bliżej.
H: Ale dlaczego? Co ci jest?
Odsunęłam lekko zasłonę, tak, że chłopak widział tylko moją twarz i lewą rekę.
H: Och… Co ci się stało?
J: Nic.. Mój chłopak. Były chłopak.
H: Ach, rozumiem. Musi być z niego wielka świnia. Poczekaj, zaraz ci pomogę.. – wziął błękitną koszule i podszedł bliżej.
Odsunęłam zasłonę tak, że mógł mnie całą zobaczyć. Ten jednak szybko zasłonił oczy reką. Jego policzki zarumieniły się.
J: Ej.. Nie musisz. Możesz patrzeć, przyzwyczaiłam się. – powiedziałam szybko.
Ten jednak ciągle przysłaniał oczy ręką. Dotknęłam delikatnie jego dłoni i powoli zsunęłam ją z oczu. Jego wzrok utkwił na moim posiniaczonym ciele.
H: Co on ci zrobił… - powiedział zaszokowany.
J: Pomożesz mi, czy będziesz się tak patrzył?
H: Ach tak. Przepraszam, naprawdę przepraszam. Jesteś taka piękna…
J: Dopiero się poznaliśmy, a ty już kłamiesz? – uśmiechnęłam się nieśmiało.
H: Nie, nie kłamię. Naprawdę jesteś piękna.
Oboje jeszcze bardziej się zarumieniliście. Wyszłam z wanny i Harry nałożył mi koszulę. Powoli, od góry zapinał mi guziki. Zatrzymał wzrok na moich piersiach. Po chwili jednak zszedł wzrokiem niżej i dalej zapinał guziki. Koszula była na mnie sporo za duża, ale dzięki temu przysłaniała mi tyłek.
J: Dziękuje.
H: Nie ma za co, naprawdę. Dalej jest burza, więc może prześpisz tę noc u mnie?
J: Ja.. Nie powinnam… - próbowałam się jakoś wykręcić.
H: Ale nie ma problemu. Prześpisz się na moim łóżku.
Spuściłam głowę i utkwiłam wzrok w podłodze.
H: Nie martw się, ja będę spał na materacu.
J: Nie, nie mogę. To twoje łóżko.
H: Ale nalegam. Jak chcesz wrócić do domu w taką pogodę? Gdzie mieszkasz?
J: W hotelu, pół godziny drogi stąd.
H: No właśnie. Tu będzie ci na pewno wygodniej. Kładź się. Ja idę się wykąpać.
J: Dziękuje, naprawdę dziękuje.
Chłopak tylko szeroko się uśmiechnął i poszedł do łazienki.
Położyłam się w łóżku. Było bardzo wygodne. Leżałam i patrzyłam na drzwi łazienki. Po ok. 20 minutach drzwi otworzyły się. Stał w nich Harry. Był bardzo przystojny i umięśniony. I jego cudowne, kręcone włosy. Chłopak widział, że mu się przyglądam. Uśmiechnął się tylko i podszedł do materaca. Zgasił światło i się położył.
H: Dobranoc, miłych snów.
J: Dobranoc.
Nawet  nie wiem, kiedy zasnęłam. Byłam bardzo zmęczona.
 
To jak? Podoba się? Chcecie więcej? ;-)
 
 
 

Rozdział 2


Mam na imię Aleksandra. Nawet o tym nie wspomniałam. Znajomi (których z resztą dużo nie mam) wołają na mnie Alex. Wbiegłam do domu zdyszana Opierając się rękoma o ścianę doszłam do mojego pokoju. Wykończona upadłam  na łóżko. Wiedziałam już, że nie mogę tu długo zostać. Wzięłam do ręki telefon. Wybrałam numer do mojej przyjaciółki- Zuzanny. Mówiłam do niej Suzy.

Suz: Halo?

Ja: Suz? Wyjeżdżam. Pojedź ze mną. Proszę.

S: Co? Gdzie? Czemu?! Mów o co chodzi!

J: Adam… Już nie wytrzymałam. Uciekłam. Ale on mnie znajdzie. Muszę wyjechać! Proszę!

S: Rozumiem. W końcu skończyłaś z tym draniem. Dobrze zrobiłaś. Gdzie? Gdzie chcesz jechać?

J: Jak najdalej stąd. Do Londynu. Może tam mnie nie znajdzie.

S: Okey, jadę. Zawsze chciałam tam pojechać, a w końcu są wakacje. Kiedy wyjazd? Za miesiąc, dwa?

J: Jutro.

S: Coo?! Jak to jutro?!

J: Nie mam więcej czasu, Suz. On mnie znajdzie i zabiję. Znasz go.

S: No dobrze, wariatko. Załatwię bilety. Ty się o nic nie martw. Pakuj się, ja ci zaraz wyślę sms-a o której lecimy.

J: Suzy, jesteś kochana! Ratujesz mi życie! Na razie!

S: Cześć, trzymaj się.

*Dzień później* 2 lipiec

No tak, dzisiaj lecę do Londynu. O 8.00 mamy lot. Jest 6.00, więc muszę się zbierać. Jedziemy autobusem na lotnisko. Valentinem zaopiekuje się moja koleżanka Julia. Jej też ufam. Val ją lubi, więc nie będzie problemów. Za miesiąc lub dwa wrócę do mojego kochanego. Jak tylko ogarnę swoje życie. Wzięłam wszystkie swoje oszczędności. Jest tego sporo, bo praktycznie nic sobie nie kupuje. Zarabiałam na treningach koni i dorywczo pracowałam w przychodni weterynaryjnej. Suz także zabierała ze sobą sporo pieniędzy. Jest malarką i sprzedaje swoje obrazy.

*Wieczór* 2 lipiec

Zamieszkałyśmy w małym hotelu w Londynie. Tak, tu mi będzie dobrze.

Rozdział 1


Nie, nie jestem fanką One Direction. Nie kocham chłopaków, nie jestem „directionerką”. Powiedzmy tak: gdy w telewizji leci ich piosenka- nie przełączam. Lubię tłumaczyć teksty różnych piosenek, a w szczególności ich. Przychodzi mi to z łatwością, a piosenki 1D w jakiś sposób mnie pocieszają, poprawiają humor. Mieszkam w Polsce. Może opowiem coś o swoim życiu. Moi rodzicie ciągle się kłócą, mama- była alkoholiczka, a tata.. Można powiedzieć, że dalej alkoholik. Mama miesiąc jest trzeźwa, miesiąc pijana. Tak na zmianę. Tata codziennie pije, ale to da się wytrzymać. Pewnie weszliście tu tylko, żeby czytać o One Direction, ale to zaraz. Chcę, aby to była trochę głębsza historia, a do tego musicie wczuć się w moją rolę. Mam dopiero co skończone 18 lat. Od dawna na to czekałam. W końcu mogę wyrwać się z domu. Mam konie. Tak, niedaleko mojego domu mam stajnię, w której trzymam kilka koni. Kupujemy je, szkolimy i sprzedajemy dalej. Tylko jeden z nich zostanie ze mną na zawsze- Valentino. Kocham go nad życie. To on jest miłością mojego życia. ”Facetem” , któremu jako jedynemu ufam. Wczoraj zerwałam z  moim chłopakiem. Adam był gnojkiem. Wykorzystywał mnie, potem bił. Nie wiem czemu tak długo z nim byłam. Chyba ze strachu. Pieprzone 2 lata… Wiedziałam, że jeśli go rzucę, on nie da mi żyć. A jednak- wczoraj to zrobiłam.

*Dzień wcześniej* 1 lipiec

Ja: Czego znów chcesz?!

Adam: Jak to czego? Ty nie wiesz? Rozbieraj się albo znowu dostaniesz!

J: Nie, więcej już tego nie zrobię!

A: Co ty powiedziałaś? – wysyczał przez zęby – pożałujesz tego!

Załapał mnie mocno za ramię i uderzył pięścią w brzuch. Przewróciłam się. Przed oczami zrobiło mi się ciemno. Starałam się  nie krzyczeć, nie dawać mu satysfakcji. Kopnął mnie w bok z takim impetem, że zwinęłam się z bólu. Nie, ja musze to zakończyć. Dłużej już nie wytrzymam. Wstałam przed oczami miałam szaro, ledwo co trzymałam się na nogach. On odwrócił się ode mnie i zapalił papierosa. Resztkami sił zebrałam się na odwagę i kopnęłam go w kroczę. Ten opadł na kolana. Odwróciłam się n pięcie i zaczełam uciekać. Biegłam ile sił w nogach. Za sobą usłyszałam tylko wściekłe: „Spierdalaj suko! Znajdę cię i zabiję!” Akurat w to mu wierzyłam. Wiedziałam, że go na to stać.