poniedziałek, 3 lutego 2014

Harry - imagin 7

Uwaga!
Chyba przesadziłam z długością tego imagina. Czytasz na własną odpowiedzialność.
(xD)
___________________________________
...
J: Um… Niall, chcesz coś zjeść?
N: Z przyjemnością! – no a jak.
***
Po chwili siedzieliśmy już przy stole z moimi rodzicami, a Niall objadał się kurczakiem. Oczywiście rodzice musieli dowiedzieć się co robiliśmy przez cały dzień. Wyciągnęli także od Niall’a jak ja się zachowuje w szkole, czy niczego nie przeskrobałam itp. … Na szczęście chłopak nic nie wspomniał o moich napadach głupawki, przekleństwach, przepychankach z Harry’m. Chociaż tyle dobrze.

N: Dziękuje, było bardzo smaczne. Pani Roughter, jest pani wspaniałą kucharką. – nie bądź taki miły, bo się zesrasz.

M: Och, dziękuje Niall. Jesteś słodki. – moja mama się zaczerwieniła na ten komplement. Żal.

J: Jak już skończyłeś, to możemy w końcu iść? – zapytałam zniecierpliwiona.

N: Tak, chodź. Jeszcze raz dziękuje. – uśmiechnął się szeroko w stronę moich rodziców na odchodnym. On chyba dla jedzenia zrobi wszystko…

Weszliśmy po schodach do mojego pokoju.

N: Woow! Ale świetny pokój!

J: Co? Zwykły jest. – po moich słowach chłopak rzucił się na łóżko.

N: Z tobą jest coś nie tak… - powiedziałam to tak cicho, że na szczęście nie usłyszał.

Wzięłam z szafy ciuchy do biegania. Czarne legginsy i szara bluza z napisami.

N: A ja w czym mam biegać? – kurwa.

J: Yym.. No nie wiem. Poczekaj. Dam ci ciuchy mojego brata.

Wspominałam, że mam starszego brata? Chyba nie. Ma na imię Ted. Wyprowadził się do Nowego Yorku rok temu. Od tego czasu go nie widziałam. W jego pokoju zostało jeszcze trochę jego ciuchów, więc na pewno znajdę coś dla Niall’a. Poszłam wzdłuż korytarza i skręciłam w drzwi na lewo. Wybrałam z szafy szare spodnie dresowe, białą koszulkę i granatową bluzę. Chyba będą dobre. Wróciłam z ciuchami do swojego pokoju. Niall skakał po moim łóżku jak opętany. Co on ma w tej swojej główce?

J: Masz tu ciuchy. Idę się przebrać do łazienki.

N: A czemu nie ja? Ja chcę się przebrać w łazience.

J: Nie, bo ja. To moja łazienka.

N: No i co. A ja jestem twoim gościem.

J: Co mnie to. Przebierasz się tu i koniec.

N: Ale ja chcę w łazience.

J: Nie!

N: Tak!

J: Nie! – to potrwało około 5 minut.

J: No dobra. Oboje przebieramy się tu. Odwróć się i ściągaj spodnie.

N: Jak chcesz. – powiedział ciesząc się nie wiadomo z czego.

Ja także się odwróciłam i zaczęłam się przebierać. Ściągnęłam spodnie i założyłam legginsy. Spojrzałam w tył, żeby upewnić się, czy przypadkiem Niall nie podgląda. Na szczęście nie patrzył. Zdjęłam z siebie koszulkę i sięgnęłam po drugą.

N: Woow! Masz tatuaż! – ja pierdole, jednak podgląda!

J: Miałeś nie podglądać! – stałam w samym staniku i spodniach…

N: Kiedy zrobiłaś? Ale fajny! U mnie w zespole tylko ja nie mam. Wiesz, Harry i Zayn mają najwięcej. Ale Liam i Louis też mają. Harry ma na brzuchu, na rękach…

J: Dobra, dobra! Nie chcę wiedzieć gdzie. – co za idiota.

Nagle blondas podbiegł do mnie w samych spodniach i zaczął przyglądać się mojemu tatuażowi z bliska. Miałam go nad linią majtek, po prawej stronie na plecach. Napis: Never give up.

N: Świetny jest! Chłopakom by się spodobał. – odwróciłam się do niego i już chciałam mu wygarnąć, gdy ten nagle się odezwał. – Ale masz mięśnie! I płaski brzuch! Ćwiczysz? Ja też! I chłopaki też! Ale fajnie.

J: Nie gap się tak na mnie! Nigdy dziewczyny nie widziałeś?! – wlepiał we mnie wzrok jak w jakiś posąg.

N: No nie tak z bliska i nie tak nagiej. Znaczy się prawie. A ja jak wyglądam? Przystojny jestem? – spytał napinając wszystkie mięśnie i robiąc jakieś dziwne pozy, na co odpowiedziałam śmiechem.

J: Tak, jesteś bardzo przystojny. – nie przestawałam się śmiać. Chociaż szczerze mówiąc, widać, że ćwiczy.

N: Serio? Czy sobie żartujesz? – powiedział robiąc dziubek z ust.

J: Serio, serio. Okey, ubieramy się.

N: Ej, mogę pomacać? – nie czekał na odpowiedź i dźgnął mnie palcem brzuch, przez co się zwinęłam. No, mam łaskotki.

J: Przestań!

N: Że co? Too? – zaczął mnie bardziej dźgać.

Po chwili już nie mogłam i wybuchłam śmiechem. Zaczęłam przed nim uciekać po pokoju, a on mnie gonił.

N: No czekaj! – krzyczał przez śmiech.

Biegaliśmy tak parę minut, gdy nagle chłopak złapał mnie w pasie i rzucił na łóżko. Teraz to serio zaczął mnie porządnie łaskotać. Zwijałam się jak głupia na tym łóżku, a on nie mógł wytrzymać ze śmiechu. Zebrałam w sobie siły i postanowiłam mu się odwdzięczyć. Zaczęłam łaskotać go po brzuchu, na co chłopak także zaczął wić się po łóżku. Po chwili to ja przejęłam inicjatywę i już nie byłam gilgotana. Teraz to on cierpiał!

N: Dobra stop! – wydusił z siebie przez śmiech.

Odsunęłam się od niego i padłam na pościeli. On leżał koło mnie i także ciężko dyszał. Wyglądaliśmy zapewne jak po ostrym seksie.

J: Lepiej ze mną nie zaczynaj. – powiedziałam z uśmiechem.

N: Zapamiętam. Aż zgłodniałem. – cooo?

J: Chyba sobie żartujesz? Ile ty jesz człowieku?

N: Tyle ile trzeba! – odpowiedział oburzony.

J: Niech ci będzie. Okay, idziemy biegać, czy nie?

N: Nie mam siły.

J: No ja też…

N: Masz zadanie z matmy na jutro?

J: Nie, a ty?

N: Też nie. Robimy? A potem pójdę do domu i będziesz mieć spokój. – powiedział odwracając głowę w moją stronę. Cieszył się jak zwykle.

J: Dobra. To idź po swoje książki do auta. Tylko załóż koszulkę, żeby moi rodzice sobie czegoś nie pomyśleli…

N: Czego? – serio, jest aż tak tępy?

J: Nie ważne. Ubieraj się i idź.

N: Ok. Ale ty nie musisz się ubierać. – powiedział szczerząc się jak dziecko.

J: Ha ha. Bardzo śmieszne. Spadaj już! – zepchnęłam go z łóżka, a on spadł z hukiem na ziemię.

N: Ałć! To bolało!

Przewróciłam tylko oczami i wstałam, żeby ubrać bluzkę. Niall też się ubrał i poszedł do auta po książki. Ja wyjęłam z torby swoje. Zeszłam jeszcze na dół, żeby wziąć coś do picia.

Mama: Nie idziecie biegać?

J: Nie, będziemy się jednak uczyć.

M: Acha. A co to za krzyki były na górze? – spytała unosząc brwi.

J: Um… Niiic… - nie mogłam wymyślić niczego lepszego, więc zwinęłam karton z sokiem, dwie szklanki i pobiegłam na górę.

Po chwili na górę przyszedł Niall z książkami i zeszytem. Napiliśmy się soku i zrobiliśmy zadania z matematyki. Dużo się przy tym śmialiśmy i żartowaliśmy. Po godzinie zadania były skończone.

N: Dobra, to ja już się będę zwijał. Dzięki za zakupy i te lekcje. – powiedział wskazując na książki.

J: Spoko. Przebierz się tylko. – zaśmiałam się.

N: Ach tak, zapomniałbym. – pokazał zęby w pięknym uśmiechu.

Blondyn przebrał się w swoje ciuchy, wziął książki i ruszył po schodach na dół. Ja szłam za nim. Po drodze pożegnał się jeszcze z moimi rodzicami i jeszcze raz podziękował mamie za obiad.

J: To na razie. Do jutra.

N: Tak, do jutra. A! Tu masz mój telefon jakbyś coś chciała, bo nadal jestem ci coś winny za tą pomoc przy zakupach.

J: Przecież postawiłeś mi obiad.

N: No i co. Poświęciłaś mi parę godzin, więc jak coś to wiesz… - przystawił rękę do ucha ustawiając ją na kształt słuchawki i powiedział bezgłośnie coś w stylu : „Call me!” .

J: Okey! – uśmiechnęłam się szeroko.

Niall odwrócił się i poszedł do auta. Po chwili odjechał. Fajny z niego chłopak. Miły. To znaczy nie jako chłopak, że chłopak… Tylko jako kolega, znajomy. No wiecie o co chodzi, nie? Poszłam do siebie do pokoju. Przez resztę wieczora robiłam to co zwykle. Dzisiaj nie zdążyłam pobiegać, więc trochę więcej poćwiczyłam. Potem wyszłam jak zwykle na dach zapalić i poszłam spać. Obudziłam się jednak po około 2 godzinach i zaczęłam słuchać muzyki. Mój pieprzony nadmiar energii znów daję się we znaki. W ciągu tej nocy spałam może jeszcze z godzinę. Nad ranem weszłam na Twittera. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to wpis Niall’a Horan’a:

„alexxx: Dzięki za miłe popołudnie. Mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy ;) „

Pod spodem oczywiście kilka hejtów, a także komentarze w stylu: „ Uuu, Nialler się zakochał!” . Ja pierdole, jaki żal. Zamknęłam laptopa. Była 7.00, więc wzięłam prysznic i poszłam do kuchni coś zjeść. Po śniadanku zarzuciłam torbę na ramię i ruszyłam do szkoły. Dzisiaj mam w-f! Och tak, moja ulubiona lekcja. Towarzyszą jej też niestety biologia, chemia, angielski i tak dalej, ale na w-f warto poczekać. Niestety jest ostatni. Gdy weszłam do szkoły, od razu zaczepiła mnie moja przyjaciółka.
Jenn: Cześć Alex! Jak ja cię dawno nie widziałam! – rzuciła mi się w ramiona.
J: Noo, całe dwa dni. Normalnie masakra. Co u ciebie? Już jesteś zdrowa?
Jenn: Tak, przecież wiesz, że mój organizm szybko się odbudowuje. Więc czuję się zajebiście! Jaką lekcję mamy pierwszą? A nie, czekaj… Jak było na randce z Haroldem!? – powiedziała, a raczej wykrzyczała szczerząc się jak głupia.
J: Ciszej. Wszyscy ludzie się na nas gapią. – serio, wszyscy odwrócili głowy w nasza stronę i patrzyli na mnie z wytrzeszczonymi oczami. – To nie była randka. To po pierwsze. Po drugie byliśmy na jakimś głupiej komedii romantycznej. A po trzecie to… No nie lubię go dalej, więc nic się nie zmieniło. Idziemy na chemię?
Jenn: No idziemy… Ja nie wiem czemu ty go nie lubisz. Serio. No bo jest dla ciebie miły, widocznie mu się podobasz, jest mega przystojny. A ty go olewasz. Ale dobra, to twoja decyzja.
J: No właśnie. Dzięki. Wkurwia mnie jak nie wiem co. Już samym swoim wyglądem i zachowaniem. Nie mogłabym z nim wytrzymać całego dnia. Chyba bym nerwicy dostała. Okey, idziemy, bo zaraz naprawdę się spóźnimy.
Jenny przytaknęła i weszłyśmy do klasy. Wszyscy już siedzieli na swoich miejscach. Usiadłam w środkowej ławce razem z przyjaciółką i się rozpakowałam. Wspominałam, że wszyscy chłopcy (a raczej te stworzenia) z One Direction są ze mną w klasie? Kurwa, ja to mam jednak pecha. Lekcja była tak nudna, że prawie zasnęłam. Oparłam głowę na rękach i udawałam, że słucham nauczycielki. Nagle poczułam jak ktoś mnie szturcha. Jenn.
Jenn: Ej. Śpisz?
J: Nie, nie śpię. Co chcesz? – szeptałyśmy tak cicho, że ledwo słyszałam samą siebie.
Jenn: Czemu ten blondyn się tak na ciebie patrzy?
J: Cooooo? – wielkimi oczami spojrzałam po klasie. Zatrzymałam się na blondynie. Faktycznie, Niall się na mnie gapi! Szybko odwróciłam wzrok z powrotem na Jenn. – Kurwa, nie wiem… Mówiłam ci przecież, że ci z tego zespołu są pojebani.
Nauczycielka: Alex, chciałaś coś powiedzieć? – czyżby usłyszała moje wulgaryzmy?
J: Ja…um… Nie, rozmawiałyśmy właśnie o reakcji chemicznej wodorotlenku sodu z solami wyższych kwasów karboksylowych. – kurwa, ale wymyśliłam.
Nauczycielka: Ach tak. My też właśnie o tym rozmawiamy. Powróćmy więc do lekcji. – serio?
Uff, tym razem mi się upiekło. Ale do jasnej cholery, czemu ten debil się na mnie patrzy?!  Nie powiem, wczoraj było dość fajnie, ale żeby od razu tak bezczelnie się na mnie gapić? Co za ludzie. Gdy tak sobie rozmyślałam, zadzwonił dzwonek. Wrzuciłam książki do torby i wyszłam na korytarz. Od razu podbiegł do mnie Niall. Ja pierdole, chyba zmienię szkołę.
Niall: Cześć Alex! Co tam u ciebie? Wiesz co? Dzisiaj rano dałem mojej kuzynce prezent! Wiesz jak się cieszyła? Dzięki ci jeszcze raz! – wypowiadając ostatnie zdanie zrobił mi jakiś dziwny pokłon. Z której choinki on się urwał?
J: Spoko, nie ma za co. Czemu się tak na mnie gapiłeś przez całą lekcję?
N: No bo właśnie czekałem, żeby się z tobą przywitać. A poza tym chemia jest taka nudna… Co nie?
Jenn: O, co ja tu widzę? Tak sobie po prostu rozmawiacie? – ach, musiała się wtrącić.
J: Tak, tak po prostu. Jenn, kurwa, zawsze musisz sobie coś wyobrażać?!
N: Cześć Jenny. Bo wiesz, Alex pomogła mi wczoraj wybrać prezent dla kuzynki. No i właśnie jej za to dziękowałem. – dzięki kurwa za wytłumaczenie.
J: Właśnie tak. Ty Jenn musisz sobie chyba chłopaka znaleźć, bo widzę, że ci się nudzi. Niall, jakieś propozycje? – zapytałam unosząc śmiesznie brwi.
N: No pewnie! Znam wielu wolnych chłopaków! Nie martw się Jenn, coś ci znajdziemy. – powiedział pokazując wszystkie swoje ząbki.
Jenn: Przestańcie! Widzę, że nadajecie na tych samych falach. Idę od was, bo dwie sztuki takich pojebańców to już zagrożenie życia. – powiedziała nader poważnie.
Ja i Niall wybuchliśmy śmiechem patrząc na odchodzącą, naburmuszoną Jenny.
N: Biegasz dzisiaj? Wczoraj nie zdążyliśmy, więc wiesz…
J: No pewnie, że tak. Zapamiętaj sobie: biegam codziennie. No chyba, że jakiś typek mi w tym przeszkodzi…
N: Oj weź! Sama się zgodziłaś na te zakupy! – powiedział oburzony.
J: Wiem, przecież żartuję! – zaśmiałam się. – To idziesz ze mną? Zaczynam o 17.
N: Okey, będzie fajnie. To będę u ciebie o 16.50.
J: Tylko się ubierz w jakieś dresy, bo sam wiesz, że przebieranie u mnie może się skończyć źle. – uśmiechnęłam się szeroko.
N: No, coś o tym wiem! – również zaczął się śmiać.
Po 5 minutach wypełnionych naszym śmiechem i rozmowami zadzwonił dzwonek na lekcję. Tak się zastanawiam, gdzie jest reszta chłopaków z Łan Dajrekszyn (xD) . Pewnie się gdzieś włóczą po boisku. Reszta lekcji minęła mi spokojnie. Teraz siedzę sobie na angielskim. Zaraz w-f. Angielski mamy z naszą wychowawczynią, panią Conor więc często gadamy o sprawach wychowawczych.
p.Conor: A własnie! Miałam wam o czymś powiedzieć. Pamiętacie jak prosiliście mnie o wycieczkę trzy-dniową? No to wasze marzenia się spełniły, bo jedziemy do Nowego Yorku.
W klasie zabrzmiały gromkie brawa i głośne okrzyki radości. Długo na to czekaliśmy. No bo co jest lepszego od wycieczki trzydniowej ze swoimi przyjaciółmi? I to do New York City?! Potem pani dała nam jeszcze harmonogram wycieczki i zgody.
p.C: Jest tylko jeden problem. Jutro wyjeżdżamy. Wiem, że to bardzo szybko, ale jedna z klas w ostatnim momencie się wycofała, a my zajęliśmy jej miejsce. Kto nie zechce jechać, ten niech się zgłosi. – oczywiście nikt nie podniósł ręki. – No dobrze. Jak będzie jakiś problem z rodzicami, to niech zadzwonią do mnie. Spróbuję ich przekonać.
Po chwili zadzwonił dzwonek i wszyscy uradowani wybiegli z klasy w podskokach. Tak, mamy po 19 lat.
Jenn: Alex! Idziemy dzisiaj na zakupy! Nie mamy żadnych ciuchów, jedzenia i tak dalej!
J: Racja. Na szczęście mam przy sobie kartę. Tylko o 17.00 jestem umówiona Z Niall’em na bieganie. Ale chyba zdążymy co nie?
Jenn: Raczej tak… Kończymy o 15.00. Chociaż wiesz co? Może być trudno… Muszę kupić sobie masę nowych rzeczy. W końcu jedziemy do Nowego Yorku!
J: Kurwa, ale co z Niall’em?
Jenn: No nie wiem, może niech pójdzie z nami? Wydaje się być spoko.
J: No dobra. Zaraz w-f, to się go spytam.
Chyba nie będzie aż tak źle prawda? W końcu dosyć dobrze się dogaduje z tym chłopakiem. Nie czuję się przy nim spięta i w ogóle. To znaczy nie żebym się w nim zakochała albo coś w tym stylu! O nie, on nie jest w moim typie. Po prostu jest fajny jako przyjaciel. Serio. Nie myślcie sobie nie wiadomo czego. Wracając do rzeczywistości… Właśnie biegam po sali gimnastycznej, bo mamy rozgrzewkę. Ogólnie zajmujemy się teraz gimnastyką, rozciąganiem i tak dalej, więc lekcje są raczej luźne. Nasz nauczyciel wyszedł gdzieś na chwilę, więc postanowiłam zagadać do Niall’a w sprawie tych zakupów. Rozglądnęłam się po sali w poszukiwaniu jego jasnej czupryny. O jest! Kurwa, stoi z tymi swoimi fagasami. Dobra, raz się żyję. Zaczęłam iść w ich stronę. Niall i Louis stali oparci plecami o drabinki, a naprzeciwko ich, czyli tyłem do mnie stali Harry, Liam i Zayn. Ale dawno nie gadałam z Harry’m. Na szczęście. Od tej pory od razu humor mam lepszy. Podeszłam bliżej, tak, że stałam około metr od chłopaków. Niall chyba mnie zauważył, bo spojrzał w moją stronę.
Ja: Cześć Niall. – nagle wszyscy chłopcy odwrócili się w moją stronę. Co się tak patrzycie debile?
Niall: O, hej Alex. Co tam? – uśmiechnął się szeroko.
J: Jutro jedziemy na tą wycieczkę, więc musimy iść z Jenn na zakupy do galerii. No i nie wiem czy zdążymy dzisiaj pobiegać.
N: Acha… Okey, nie ma sprawy. – powiedział zawiedziony.
J: Ale wiesz co? Może chciałbyś iść z nami? Może jak nam pomożesz przy ciuchach, to się szybciej wyrobimy i zdążymy jeszcze pojechać do mnie…
N: Super! To po tej lekcji czekajcie przed wejściem do szkoły. Pasuje?
J: Pewnie. To do zaraz. – posłałam mu szeroki uśmiech, co zaraz odwzajemnił.
Reszta chłopaków patrzyła się to na mnie, to na Niall’a z opuszczonymi szczenami i wytrzeszczonymi oczami. Odwróciłam się i poszłam kontynuować swoje ćwiczenia. Potem widziałam, jak chłopcy okrążyli Niall’a i zaczęli go o coś wypytywać. Ja pierdole, teraz to chyba mamy przesrane. Zadzwonił dzwonek. Poszłam z Jenn do szatni przebrać się w swoje ciuchy.
Jenn: I co, pytałaś się?
J: No, zgodził się.
Jenn: O, to fajnie. Tylko bez komentarzy mojej osoby proszę. – powiedziała poważnym tonem.
J: Okey, przyrzekam. – podniosłam do góry dwa palce i wypięłam pierś.
Wybuchłyśmy obie śmiechem. Gdy skończyłyśmy się przebierać, ruszyłyśmy w stronę wyjścia. Niall już na nas czekał. Na szczęście nie było z nim tej jego świty. Podeszłyśmy do uśmiechniętego chłopaka i po chwili siedziałyśmy już w jego aucie. Po krótkich uzgodnieniach co do galerii, ruszyliśmy w stronę największego centrum handlowego w mieście. Nie obyło się oczywiście bez wybuchów śmiechu i tym podobnych. Po około 20 minutach byliśmy na miejscu. Wypakowałam książki z mojej torby i zostawiłam je w aucie Horana, żeby mieć miejsce na ewentualne zakupy. Weszliśmy do budynku i ogarnęliśmy wzrokiem dużą przestrzeń.
Jenn: Idziemy po kolei do każdego sklepu?? – ta to ma zawsze wspaniałe pomysły.
N: Taak! – a ten to zawsze jest na tak.
J: Oszaleliście?! Przecież to nam zajmie całą noc! Ale zajebiście! – a ja zawsze zgadzam się na takie głupie pomysły.
Lataliśmy tak po wszystkich sklepach jak dzieci słońca. My jako dziewczyny ciągle grzebałyśmy w wieszakach z ubraniami. Ale Niall też nie jest święty! Wybrał sobie chyba z 10 koszulek z krótkim rękawem , a teraz przymierza jakieś spodnie.
N: No i co? Te są fajne? – powiedział wyłażąc z przebieralni.
J: No zaczepiste. Bierz je. Ale te brązowe też fajne.
N: Masz racje. Wezmę dwie pary.
J: Kurwa, jesteś gorszy ode mnie! – zaśmiałam się.
N: Przestań. Po prostu jak nie mogę się zdecydować między dwoma rzeczami, to biorę to i to. Proste nie?
J: Taa. Już sobie wyobrażam jak wygląda twoja szafa.
N: Chciałaś powiedzieć moja garderoba.
J: No cóż… Nie kontynuujmy tego tematu, bo wpadnę w kompleksy. Mój kolega ma więcej ciuchów ode mnie…
N: Ale śmieszne. Patrz ile ty nakupiłaś! Teraz to już na pewno masz więcej ubrań ode mnie! – wyszczerzył zęby.
Jenn: Dobra, nie kłóćcie się już! Może idziemy coś zjeść?
Chyba wyobrażacie sobie odpowiedź Niall’a, prawda? Krzyki, oklaski, podskoki i tak dalej. Po chwili byliśmy już w pierwszej lepszej knajpie z jedzeniem. Zamówiłam sobie frytki, kanapkę i babeczkę czekoladową na deser. Jenn zamówiła to samo co ja, a Niall… No dużo rzeczy. Usiedliśmy przy stoliku i gadaliśmy o jakichś głupotach czekając na zamówienie. Gdy w końcu do nas dotarło, zaczęliśmy jeść. O dziwo, skończyliśmy ucztę wszyscy w tym samym czasie, a przypominam, że Nialler miał około 5 razy więcej niż my. Serio nie przesadzam. Zebraliśmy wszystkie nasze torby i wyszliśmy z lokalu. Sporo tego było. W sumie, to byliśmy cali obładowani. Poszliśmy jeszcze do stoiska ze słodyczami i także się obkupiliśmy. Trzeba będzie coś jeść w drodze, prawda? W końcu z Londynu do Nowego Yorku trochę drogi jest… Znaczy się lecimy samolotem. Nie ważne. A tak w ogóle, to ciekawe czy mam na karcie chociaż trochę kasy. Dzisiaj zaszalałam, to trzeba przyznać. Potem skierowaliśmy się już w stronę wyjścia. Spojrzałam na zegarek. 20.00 . Kurwa, serio?! 5 godzin?! Odwieźliśmy Jenny do jej domu.
N: Okey, to teraz do ciebie?
J: No chyba tak. Znowu sobie nie pobiegaliśmy…
N: No, szkoda. Chciałbym już zobaczyć jak zostajesz za mną kilometr w tyle… - na jego twarzy zagościł podstępny uśmieszek.
J: Chyba sobie żartujesz?! Prześcignęłabym cię nawet na czworaka!
N: Haha, na pewno! Wiesz co? Przekonajmy się. Jedziemy do ciebie, przebieramy się i idziemy biegać.
J: Ale jest 20.00! Jutro o 4.00 rano mamy zbiórkę pod szkołą…
N: No i co z tego? Ty nie dasz rady? Okey, jeśli się poddajesz…
J: Nie! Dobra, jedziemy do mnie. Tak ci dupę przetrzepie, że jutro nie wstaniesz.
N: Oh Alex, nie ekscytuj się tak. Zostaw sobie trochę energii na bieg. Uwierz mi, że ci się przyda.
Zmierzyłam go ostrym wzrokiem. Ja mu dzisiaj pokażę.
J: Przymknij się już i jedź.
On tylko głośno się zaśmiał i ruszył spod domu Jenn w stronę ulicy, na której mieszkam. Gdy już dotarliśmy, zabrałam z bagażnika Niall’a wszystkie swoje torby i ruszyliśmy w stronę drzwi. Horan wziął też swoje ciuchy na przebranie. Och, mam nadzieję, że tym razem uda nam się normalnie przebrać. Gdy weszliśmy do domu, moja mama od razu przywitała nas uradowana.
M: Alex, Niall! Chcecie coś zjeść?
J: Nie mamo, przed chwilą jedliśmy.
M: A może chociaż weźmiecie sobie po ciastku? Przed chwilą upiekłam! – popatrzyłam na Niall’a. To chyba logiczne, że aż mu ślinka ciekła, prawda?
J: No dobrze.
Wzięliśmy po ciastku i ruszyliśmy na górę. Rzuciłam wszystkie reklamówki z zakupami na łóżko i wzięłam z szafy strój do biegania. Odwróciłam się do Niall’a. Akurat paradował po moim pokoju w bokserkach i rozpiętej koszuli w kratę. Wyglądał komicznie. Cicho się zaśmiałam i zaczęłam się przebierać. Tym razem obyło się bez żadnych gonitw i krzyków.
J: Gotowy?
N: Tak jest! – chłopak stanął na baczność i zasalutował, na co po chwili wybuchliśmy śmiechem.
Zbiegliśmy po schodach na dół. Wleciałam jeszcze do kuchni powiedzieć mamie, że idziemy pobiegać. Po drodze złapałam jeszcze jedno ciastko. Ugryzłam je i poszłam do drzwi wejściowych, gdzie czekał już blondyn. Spojrzał na mnie i na moje ciastko błagalnym wzrokiem. Ach tak, zapomniałam wziąć dla niego.
J: Dobra, masz. – oddałam mu nadgryzione ciastko, a on ucieszył się jakby przynajmniej od tygodnia nic nie jadł.
Ubraliśmy buty i wyszliśmy na zewnątrz. Dobrze, że wzięłam bluzę, bo robiło się już chłodno. Zaczęliśmy truchtem biec po chodniku. Najpierw biegliśmy równym tempem, ale po chwili zaczęły się wyścigi.
N: Kto pierwszy do tamtego drzewa! – powiedział wskazując palcem na oddalone na około 500 metrów od nas drzewo.
Oczywiście wygrałam. Sytuacja powtórzyła się kilkanaście razy i ciągle wygrywałam. Niall był już tak zdesperowany, że ogłaszał nowy konkurs co 2 minuty. W końcu dałam mu wygrać, bo by chyba nigdy nie odpuścił. Zrobiło się już ciemno, a my jak jakieś przygłupy z psychiatryka biegaliśmy po ulicach. W końcu zatrzymaliśmy się zdyszani na środku chodnika, około 5 minut drogi od mojego domu.
J: I co? Zmęczony?
N: No kurwa, i to jak. – powiedział dysząc. – Wracamy już?
J: No. Która godzina? – Niall wyjął z kieszeni telefon.
N: 21.30 . Ale teraz już idziemy powoli, okey? – spytał z bladym uśmiechem na twarzy.
J: Tak. Dobry pomysł. – zaśmiałam się.
Resztę drogi szliśmy bardzo, ale to bardzo powoli. Normalnie po takim biegu bym się nie zmęczyła, ale przez ten ciągły śmiech i ściganie się, jestem wykończona. Doszliśmy do mojego domu i weszliśmy do środka. W kuchni nikogo nie było. Zajrzałam do salonu. Rodzinka oglądała jakiś film. Weszliśmy na górę.
N: Muszę do kibla.
J: No to idź. Tamte drzwi. – wskazałam mu wejście do łazienki, a sama skierowałam się do mojego pokoju.
Zaczęłam ściągać bluzę, potem bluzkę, gdy nagle wszedł Horan. Odwróciłam się do niego i próbowałam coś wyczytać z jego wyrazu twarzy.
N: Co?
J: Nic. Przebieraj się.
Widocznie widok mnie półnagiej nie robił na nim wrażenia. To dobrze. Ubrałam się do końca, a Niall poszedł w moje ślady.
N: Dobra, ja już lecę. Muszę się jeszcze spakować. Ciekawe ilu osobowe będą pokoje, co nie?
J: No. Mam nadzieję, że dwu, bo chcę być z Jenny.
N: A nie możecie być też z innymi dziewczynami? – powiedział z grymasem na twarzy.
J: Yy, nie? Mnie dziewczyny nie lubią. No oprócz Jenn. Wiesz, nie mam na twarzy tapety, nie lubię gadać o paznokciach, palę papierosy, mam tatuaże… Chyba do nich nie pasuję. I się z tego cieszę. – uśmiechnęłam się szeroko.
N: Ty jesteś nienormalna.
J: Co?
N: Znaczy się w dobrym znaczeniu tego słowa. No bo jesteś inna od tych wszystkich dziewczyn. Z tobą mogę normalnie pogadać, pobawić się, pośmiać. A inne laski wyobrażały by sobie już nie wiadomo co. Że się w nich zakochałem, że je podrywam, albo cos w tym stylu. A ty chyba tak nie myślisz, no nie?
J: Pewnie, że nie! Chyba sobie żartujesz?! Ja miałabym być twoją dziewczyną? Fuuu! – wykrzywiłam się.
N: No przestań! Chyba nie jestem taki zły? – powiedział zasmucony.
J: No nie, ale jesteś dla mnie tylko przyjacielem.
N: To dobrze! Ale jestem przystojny co nie? – zrobił jakąś dziwną pozę.
J: Pewnie! Kurwa, nigdy nie widziałam ładniejszego chłopaka! – wybuchłam śmiechem.
Śmialiśmy się tak jeszcze z 10 minut, po czym Niall w końcu postanowił wyjść. Odprowadziłam go do drzwi i się z nim pożegnałam. Poszłam do salonu powiedzieć rodzicom o wycieczce.
J: Mamo, tato, lecę jutro do Nowego Yorku. – rodzice popatrzyli się na mnie jak na niedorozwiniętą psychicznie.
Tata: Tak, tak. A my lecimy jutro na Hawaje sadzić ziemniaki.
J: Serio! Jutro jest wycieczka klasowa, pani Conor dzisiaj nam powiedziała. Jedziemy na 3 dni. Więc wrócę w sobotę wieczorem. To ja idę się pakować.
M: Czekaj, czekaj! A jakaś zgoda do podpisania albo coś?
J: Przypominam, że mam 19 lat, więc mogę podpisać sobie zgodę sama. – wyszczerzyłam się.
T: Dobra, dobra, dorosła panienko. O której masz zbiórkę?
J: 4 rano.
T: Odwiozę cię. Tylko połóż się wcześniej spać, żebym nie musiał cię potem budzić.
J: Oj, przecież wiesz, że nie potrzebuje dużo snu.
 M: Raz na ruski rok możesz chyba przespać w nocy więcej niż 3 godziny prawda? Ja nie wiem skąd ty bierzesz tyle energii. Bierzesz jakieś dopalacze? Tylko szczerze.
J: Mamo! Nie żartuj sobie. Nawet nie piję kawy. Idę już, bo z wami nie da się normalnie pogadać. Tato, pamiętaj, jutro 4 rano!
T: Pamiętam. Dobranoc.
J: Dobranoc.
Pobiegłam na górę skacząc po trzy schodki. Jak skakałam po trzy, to zawsze na końcu zostawały mi dwa. Fajnie, nie? Wyjęłam spod łóżka walizkę i zaczęłam się pakować. Najpierw wrzuciłam do niej wszystkie bluzki, które dzisiaj kupiłam. Kupiłam też 3 pary spodni i 2 pary trampek, które także wzięłam. Po co mi tyle tego? Nieważne. Pobiegłam do łazienki wziąć porządny prysznic. Umyłam zęby i twarz. Kosmetyczkę spakuje jutro, bo rano musze się jeszcze ogarnąć. Włożyłam do torby jeszcze kilka potrzebnych rzeczy typu: ładowarka do telefonu, karty do gry, zeszyt, długopisy itp. W torbę na ramię spakowałam trochę słodyczy, a resztę włożyłam do walizki. Jest już północ. Zajrzałam jeszcze na Twittera. Kilka ludzi z mojej klasy ekscytowało się tam jutrzejszym wyjazdem. Ale będzie zajebiście. Wylogowałam się i położyłam się do łóżka. Zgasiłam lampkę nocną i przymknęłam oczy. Pomyślałam jeszcze, czy czegoś nie zapomniałam spakować. Nie mogłam niczego wymyślić, więc po krótkiej chwili zasnęłam.
 
_________________________________________________
 
Ale długi co nie? ;D Co do następnego rozdziału, to powiem tylko tyle, że pojawi się trochę więcej Harry'ego. No i na tej wycieczce może coś się zadzieje... Jeszcze nie napisałam , więc nie wiem ;> A, jeszcze coś. Nie wiem czy zauważyliście, ale w tej serii imaginów są pewne anomalie... A konkretniej, wszyscy chłopcy z 1D mają po 19 lat, a także Harry pali. Dobra, nie wiem czemu tak jest xD Jakoś mi tak pasowało, więc tak zrobiłam -.- A co, nie mogę?
Do następnego ;) 
 

niedziela, 2 lutego 2014

Harry - imagin 6

...
Oczy mi się same zamykały, więc po chwili byłam już pogrążona w głębokim śnie.
***
 
Rano jak zwykle zwlokłam się z łóżka. Ależ byłam wypoczęta. Już dawno tyle nie spałam. Była 6.00, więc zrobiłam jeszcze kilkanaście pompek i trochę brzuszków, żeby potem w szkole nie szaleć. Wzięłam szybki prysznic, ogarnęłam się, wzięłam torbę i zeszłam na dół. Mama jak co dzień czekała na mnie ze śniadaniem. Zjadłam ze smakiem i pognałam do szkoły, bo była już 7.30.

W szkole nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Harry’ego nie było w szkole, chyba na moje szczęście. Po ostatniej lekcji stałam na korytarzu i odpisywałam na sms-a od Jenny. Była chora i została w domu, więc przez cały dzień pisałyśmy ze sobą. W szkole już chyba nikogo nie było, bo była już 16.00. Miałam zajęcia dodatkowe z biologii, więc musiałam tu tak długo siedzieć. Pierdolona szkoła. Nagle usłyszałam za sobą kroki. Nie odwróciłam się, bo byłam zajęta pisaniem sms-a.

- Cześć Alex.

Odwróciłam głowę w kierunku, z którego dochodził ten głos. Na środku korytarza zobaczyłam chłopaka z blond czupryną. To nie jeden z tego „One coś tam”?

- Niall. Jestem Niall jak coś . – acha, jaki żal.

J: Czego chcesz?

Niall: Spokojnie, nie denerwuj się tak. Miałbym do ciebie pewną prośbę… - no kurwa, o co im chodzi?!

J: Jaką znowu? Jak coś głupiego to sobie odpuść.

N: No bo moja kuzynka ma jutro urodziny. I nie wiem co jej kupić. A ona jest dziewczyną… i ty też, więc.. Pomyślałem sobie, że wiesz.. No, że będziesz wiedziała, co ten.. – no kurwa, pośpiesz się, bo się nudzę. – Co bym mógł jej kupić. Bo jesteś dziewczyną.

J: Tak, serio? Nie wiedziałam. Nie możesz poprosić jakiejś swojej koleżanki, albo coś? Ja cię nawet nie znam.

N: No przecież znasz! Jestem Niall. Weź, proszę cię! Proszę, proszę, proszę! – zrobił minę szczeniaczka.

J: A co będę z tego miała? – spytałam z podejrzliwą miną.

N: Co chcesz. Zabiorę cię na obiad. Ja płacę. Zgoda? – ostatnio zawieram jakieś głupie układy…

J: No dobra… Zrobię to dla tej twojej kuzynki. – zaśmiałam się.

N: Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki! – wykrzyczał i rzucił mi się w ramiona. Jakiś dziwny jest, ale dobra…

J: Okey, już spokojnie. To kiedy idziemy? – powiedziałam odpychając go od siebie.

N: Już. Teraz. Zaraz. Chodź! – pokazał mi gestem ręki, żebym szła za nim.

Wyszliśmy ze szkoły na parking. Zaprowadził mnie do swojego srebrnego, wypasionego auta. Wsiedliśmy i pojechaliśmy do najbliższej galerii. Gdy już byliśmy w centrum handlowym zaczęłam rozmowę.

J: Więc powiedz mi, co chciałbyś dla niej kupić?

N: Właśnie nie wiem. Po to tu jesteś… - tak, to było głupie pytanie.

J: No tak… A ile ma lat, co lubi?

N: 19. No nie wiem co lubi… Ciuchy, kosmetyki… To samo co wszystkie dziewczyny.

J: Acha.. – westchnęłam i dodałam nieco ciszej- To będzie ciężko.

N: Co?

J: Nic. Idziemy do tamtego sklepu. – pokazałam ręką na sklep z ciuchami, w którym często kupuje.

Weszliśmy do niego i zaczęliśmy grzebać między wieszakami.

J: Jaki ma rozmiar?

N: Czego? – ależ on błyskotliwy.

J: Buta. No rozmiar ubrań! S, M, L i tak dalej. Ogarniasz?

N: Aaa.. Myślałem, że pytasz o to. – powiedział wskazując palcem na biustonosze.

J: Tak, kurwa, chciałam jej kupić stanik! – powiedziałam z oburzeniem. – No to znasz ten rozmiar, czy nie?

N: Jest gdzieś taka jak ty. Przymierz tą bluzkę i jak będzie dobra, to weźmiemy. Okey? – powiedział z optymizmem.

J: No dobra… - odpowiedziałam i wzięłam od blondyna jakąś niebieską koszulkę.

Skierowałam się do przymierzalni, a Niall poszedł za mną. Weszłam do kabiny i chciałam zasunąć zasłonę, gdy nagle ten debil wpakował się do przymierzalni ze mną. No co za bezczelność!

J: Ej, co ty robisz?! Wyjazd stąd! – powiedziałam wypychając go na zewnątrz.

N: Dobra, tylko żartowałem! – zaczął się śmiać. Ja też wybuchłam śmiechem.

Po chwili zasunęłam zasłonę i byłam już poza zasięgiem wzroku chłopaka. Swoją drogą jest bardzo fajny. Naciągnęłam na siebie bluzkę i wyszłam, żeby pokazać się Niall’owi, ale go tam nie było. Gdzie on znowu polazł? Za minutę zobaczyłam go jak biegnie z chyba dziesięcioma wieszakami w rękach.

N: Ta fajna, ale przymierz jeszcze to. – powiedział podając mi te wszystkie wieszaki z ubraniami.

J: Aż tyle?! Człowieku, czyś ty oszalał?! – otworzyłam szeroko oczy na znak oburzenia.

N: Dawaj! Będzie fajnie. – uśmiechnął się szeroko.

I tak zaczął się mój pokaz mody. Co chwila wychodziłam z przebieralni w nowej kreacji. To jakaś koszulka, to sukienka, spodnie… Niall’owi oczywiście wszystko się podobało. W końcu doszłam do ostatniej pary jeansów.

J: No i co? – powiedziałam obracając się wokół własnej osi.

N: Te są super! Fajny masz tyłek.

J: Yy… Dzięki? – kurwa, ale szczery.

N: Spoko. Dobra, bierzemy te spodnie, tamtą bluzkę i jeszcze tą czarną sukienkę. – odparł podekscytowany.

J: Okey. Chyba masz za dużo pieniędzy, nie?

N: No trochę. Nie no, żartuję. – wyszczerzył się pokazując bialutkie zęby. – Ściągaj spodnie i chodź do kasy. Ja idę odwiesić resztę ciuchów.

Przebrałam się w swoje ubrania i podeszłam do kasy, przy której stał już blondyn. Po chwili zapłacił za zakupy sporą sumkę, czym się raczej nie przejął. Wziął torby i wyszliśmy ze sklepu.

N: To teraz idziemy na obiad. Nandos? – powiedział z nadzieją w oczach.

J: Pewnie.

N: Super! Chodź.

Ruszyliśmy w stronę knajpy gadając przy tym co lubimy jeść. Okazało się, że Niall lubi jeść… wszystko. Fajnie, nie? Zamówiłam sobie kanapkę, sałatkę warzywną i kawę. Co zamówił Nialler, to lepiej nie będę mówić, bo mi literek zabraknie. Usiedliśmy przy stole i po około 10 minutach rozmowy dostaliśmy nasze jedzenie, za które od razu się zabraliśmy. Powiem szczerze, że nigdy nie widziałam, żeby ktoś tyle zjadł. Dziwne, bo przecież Niall jest szczupły, a je więcej od mojego taty. Od mojej całej rodziny łącznie. Gdzie on to mieści?

N: Dzięki za pomoc. Nie wiem co bym bez ciebie zrobił.

J: Pewnie kupił byś swojej kuzynce jakiś denny kubek czy coś w tym stylu… - zaśmiałam się.

N: No pewnie tak! Co robimy?

J: Um.. No siedzimy tu sobie?

N: Wiem, ale co teraz będziemy robić? Już skończyliśmy przecież jeść. Idziemy do wesołego miasteczka, na kręgle,  na pizze, do parku, na basen?

J: Coo? Ty masz jakieś ADHD?

N: Nie wiem… Może. Ale ty też masz. Widzę, jak się zachowujesz na w-f’ie z tą twoją koleżanką. – wyszczerzył się.

J: No tak. Ogólnie rzecz biorąc jestem wariatką, ale dzisiaj gadałam z tobą pierwszy raz w życiu, więc wiesz…

N: No wiem. To idziemy na pizze?

J: Na pizze? Jeszcze nie wyszliśmy z Nandos’a, a ty już chcesz jeść? Zwariowałeś?

N: Oj, przestań. To do wesołego miasteczka?

J: Niee. Muszę wracać do domu i będę biegać.

N: W domu? Będziesz biegać po domu?

J: Kurwa, Niall! Pójdę do domu, przebiorę się i wyjdę na dwór biegać. Tak dla sportu, wiesz? – zrobiłam minę, jakbym gadała z głupim 3 letnim dzieckiem.

N: Ogarniam. To idę z tobą. Pobiegamy razem. Będzie fajnie. Chodź. – wstał, złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Po chwili byliśmy już na parkingu przed galerią. Chłopak wrzucił torby do bagażnika i otworzył mi drzwi od samochodu. Wgramoliłam się do niego, a blondyn zamknął za mną drzwi. Sam usiadł na miejscu kierowcy i odpalił auto. Podałam mu adres i ruszyliśmy w stronę mojego domu. Po 10 minutach byliśmy już na miejscu. Wysiadłam z auta i zobaczyłam, że Niall dalej siedzi na miejscu.

J: No idziesz, czy nie? – zapytałam zniecierpliwiona.

N: Myślałem, że mam zostać. Ale idę! – otworzył szybko drzwi i wyskoczył z auta zadowolony.

Przewróciłam oczami i ruszyłam w stronę domu. Otworzyłam drzwi i zaprosiłam chłopaka do środka.

N: Fajny dom. – szczerzył się jak głupi.

J: Widziałeś dopiero przedpokój…

N: No i jest fajny!

Znowu przewróciłam oczami i weszłam do kuchni, gdzie siedzieli rodzice i mój młodszy brat.

J: Cześć wam.

M: Hej. Nałóż sobie obiad. – powiedziała mam wskazując na garnki.

J: Nie, nie chcę. Już jadłam na mieście.

M: O, kto z tobą przyszedł?

J: Ach, to jest Niall. Mój kolega. Właśnie idziemy biegać.

N: Dzień dobry. – przywitał się grzecznie. Mam nadzieję, że nie palnie czegoś głupiego…

T: Witam. No więc Alex, nie mówiłaś nam, że masz chłopaka…

J: To nie jest mój chłopak! – odparłam oburzona. – To tylko kolega. Poza tym znam go dopiero jeden dzień. Tzn. znałam go już wcześniej, ale… Dobra nie ważne. My idziemy na górę.

M: Ale na pewno nie chcecie nic zjeść? Zrobiłam kurczaka.

Popatrzyłam na Niall’a. Kurwa, ten to zawsze głodny. Popatrzył na mnie z błagalną miną.

J: Um… Niall, chcesz coś zjeść?

N: Z przyjemnością! – no a jak.
 
_____________________________________________________________
Urwałam w trochę głupim momencie, ale tak to by się ciągnął w nieskończoność. Wiecie co? Ten blog ma na chwilę obecną 545 wyświetleń. Jak dla mnie to dość dużo. Ale co jest najlepsze? Po każdą notką jeden, no maksymalnie dwa komentarze. I to jeszcze ciągle tej samej osoby. Chociaż ona motywuje mnie do dalszego pisania, za co szczerze dziękuje ;* Nie mówię, żeby od razu pisać jaka jestem zajebista (przecież wiem, że jestem xd) , ale napisanie "Fajne" czy coś w ten deseń, przecież nie zajmuje dużo czasu, prawda? Nawet z anonima. Widzę, że ktoś to czyta, bo mam przecież Statystyki. No ale cóż, nie będę się tu użalać nad sobą i Wami, bo tylko mi się humor popsuje ;) Do jutra. Narka ludziska ;-) 

Harry - imagin 5

...
Przygotowania nie zajęły mi dużo czasu. Spakowałam torbę na siłownię, ubrałam się w jakieś normalnie ciuchy.. czyli jeansy i luźną, bladoróżową bluzkę. Spięłam włosy w kucyka i zbiegłam po schodach. Po chwili byłam już w drodze.
***
Ćwiczenia na siłowni zajęły mi jakieś 2,5 godziny. Ale był tam fajny chłopak. Nigdy wcześniej go tam nie widziałam. Ale oczywiście przyszedł akurat jak ja wychodziłam. Shit. Mogłabym zostać dłużej, ale te kino… Mogłam się nie zgadzać. Wzięłam szybki prysznic w szatni i rozpuściłam włosy. Wyjęłam z torebki tusz do rzęs i lekko się pomalowałam. Zostawiłam torbę z ciuchami w szafce i wzięłam tylko mniejszą torebkę z portfelem, telefonem i kluczykami od auta. Czekajcie… Harry będzie czekał tu czy u mnie w domu? Ups, zapomniałam spytać. I nie mam jego numeru telefonu. Dobra, ja to jednak jestem głupia. Zarzuciłam torebkę na ramię i wyszłam z budynku. Zaczynało być chłodno, a ja zajebiście mądra oczywiście nie wzięłam nawet bluzy. Ja pierdole, jestem załamana swoim poziomem intelektualnym. Szłam w stronę mojego auta. Podniosłam wzrok. Obok mojego samochodu stało czarne Lamborghini. O jego maskę stał oparty wysoki brunet o kręconych włosach. Oryginalne, co nie? Zatrzymałam się i westchnęłam. A może jednak TO będzie najgorszy wieczór w moim życiu? Harry delikatnie się uśmiechnął.

H: Cześć. Jak się czujesz? – zaczyna się.

J: Normalnie. A ty? Dobra, nie odpowiadaj. Nie chcę wiedzieć. Jedziemy?

H: Pewnie. Wsiadaj. – powiedział otwierając mi drzwi. Ale kurwa gentelman.

Wsiadłam, a on zamknął za mną drzwi. Patrzyłam jak okrąża auto z przodu i po chwili siada na miejscu kierowcy. Siedzę z nim w aucie już drugi raz. Zdecydowanie za dużo. Harry przekręcił kluczyk w stacyjce i po chwili ruszyliśmy. Jechał dosyć ostrożnie. Dziwne, co? W pewnym momencie chciałam mu powiedzieć coś w stylu: „ Naciśnij ten gaz, cioto, bo nawet moja babcia szybciej jeździ.” , ale się powstrzymałam. Cała droga minęła nam na szczęście w ciszy. Gdy dojechaliśmy do kina, a chłopak zatrzymał samochód, od razu otworzyłam drzwi i wyszłam z auta. Za małe pomieszczenie dla nas dwojga. Auto to pomieszczenie? Nieważne. Po chwili staliśmy w kolejce przy kasie. Postanowiłam się odezwać. Muszę coś powiedzieć, bo już za długo milczałam i mnie roznosiło.

J: Na co idziemy?

H: Jakaś komedia romantyczna? – noo niee.

J: Coo? Serio? – w moim głosie pełno było zażenowania.

H: Tak. Nie chcesz?

J: No nie chcę.

H: Co mnie to. Idziemy i już. – no kurwa, koleś przesadza.

J: Żartujesz? Nie będziesz mi rozkazywał.

H: A co, mam poprosić księżniczkę? Nie dość, że płacę, przywiozłem cię tu, to ty jeszcze wybrzydzasz.

J: No kurwa, nie chcesz to nie. Ja cię nie prosiłam, żebyś mnie tu zabrał. Jak to jest dla ciebie taki problem to Okey. Nara. – odwróciłam się i chciałam odejść (no tak po prostu, fajnie nie?) , ale oczywiście Styles chwycił mnie za nadgarstek.

H: Czekaj. Po prostu już kupiłem bilety. – yhm, ta jasne. Po prostu, to chcesz mną trochę porządzić psycholu.

J: Dobra, puść mnie. Bierz te bilety i idziemy. – ałć, może jeszcze mi nogi połamiesz, żebym nie poszła?!

Harry wziął bilety, kupił popcorn i poszliśmy do sali kinowej. Była do połowy pełna. A może do połowy pusta? Ugh, znów ten sam problem… Usiedliśmy w ostatnim rzędzie na samej górze. Koło nas niestety nikt nie siedział. Film zaczął się po jakichś 10 minutach reklam. Jak chodzę z Jenn do kina, to zjadamy popcorn właśnie na tych reklamach, ale teraz nie miałam ochoty nawet na jedzenie. Bardziej czułam jakieś odruchy wymiotne niż chęć zjedzenia popcornu. Fajnie nie? Na początku film był nudny, ale potem zrobiło się śmiesznie, więc mimowolnie zaczęłam jeść popcorn. Jebany popcorn. Kurwa, jakie słowo w ogóle. Popcorn. Popcorn. Śmieszne. Nieważnee. Co ja mam w tym mózgu? Po chwili zachciało mi się siku. Mam mu powiedzieć, czy jak? Ok., nie mówię. Wstałam z siedzenia.

H: Gdzie ty idziesz? – zapytał zdziwiony. 

J: Aa, tak się idę przejść. Nie wiem, może sobie bańki mydlane popuszczam, albo gwiazdę na korytarzu zrobię. A co cię to?

H: No chcę wiedzieć. W końcu jesteś tu ze mną.

J: Ach, no tak. Idę do kibla zrobić siku panie Styles. Mam podać więcej szczegółów?

H: Yy.. nie, nie trzeba. – noo, chyba go zawstydziłam. Dobrze.

Poszłam do tego kibla i zrobiłam co trzeba. Stanęłam przed lustrem i oparłam się rękoma o umywalkę. Co ja tu w ogóle robię? Zadzwonię sobie do Jenny. Wybrałam numer i wcisnęłam zieloną słuchawkę.

J: Cześć, Jenn. Co tam u ciebie?

Jenn: Nic ciekawego. Siedzę w domku. A ty co porabiasz?

J: A też nic. Siedzę w kiblu w kinie.

Jenn: Coo? Poszłaś do kina beze mnie?? – zapytała z oburzeniem.

J: Oj, przestań. Jestem z Harry’m. Żal. Nie chcę o tym mówić, to moja życiowa porażka.

Jenn: Oo, macie randkę? Jak słodko! – nie podniecaj się tak dziewczyno!

J: Jaką randkę?! Posrało cię? Jak wiesz, siedzę w łazience. Nie dość, że wybrał jakiś denny film, to jeszcze siedzę 20 cm od niego. To już dla mnie za wiele. Czuję jego smród. Nie, no dobra, nie śmierdzi. – zaśmiałam się – Ale wiesz o co chodzi, no nie? No. To stoję tu sobie i się nudzę. Co robimy?

Jenn: Jak to co robimy? Wracaj do niego! Ale ty jesteś popierdolona…

J: A no tak. Muszę tam wrócić. Ale żaal. Dobra, jakoś wytrzymam. Albo powiem mu, że mi się dom pali i muszę szybko wracać do domu. No albo coś w tym stylu. Dobre, nie?

Jenn: Nie, nie dobre! Wasz związek nie może opierać się na kłamstwie! – oczy aż mi się szeroko otworzyły.

J: Kurwa, Jenn! Co ty pierdolisz?! Czy cię już do końca pojebało?! – nagle do łazienki weszła jakaś dziewczyna i popatrzyła się na mnie jak na kosmitę – Dobra, dziwko, ja już kończę, bo muszę wracać do tego kutasa. Zaraz się zesra, że mnie tak długo nie ma i serio będzie śmierdziało. Narka.

Jenn: Bądź dla niego miła. I nie klnij tak przy nim, bo pomyśli, że jesteś jakaś nienormalna. Cześć.

I się rozłączyła. Laska, która przed chwilą tu weszła, stała i patrzyła się na mnie z lekko otwartą buzią. Nigdy przekleństwa nie słyszała, czy jak? Kurwa, co za ludzie. Wyszłam z łazienki i skierowałam się w stronę sali kinowej. Przepchałam się przez siedzących ludzi i klapnęłam na miejsce obok Hazzy.

H: Co tak długo?

J: Zamknij się. Oglądam film.

Tak, udaję, że oglądam. Ale się przymknął przynajmniej. Za jakieś 10 minut była scena miłosna. Całowanie, obmacywanie i tak dalej. Spojrzałam na Harry’ego. Był wpatrzony w ekran i lekko się uśmiechał. Chyba zauważył, że mu się przyglądam, bo uśmiechnął się szerzej. Och, jaka patola. Zsunęłam się delikatnie z siedzenia tak, że byłam w pozycji półleżącej. Po krótkiej chwili powieki mi opadły i zasnęłam.

H: Hej, Alex. Obudź się. Film się skończył. – znowu zasnęłam. Poczułam, że trzyma mnie za dłoń. O fuck! Blee!

Szybko cofnęłam dłoń, wstałam i przeciągnęłam się.

H: Jak ci się podobał film?

J: Taa, zajebisty.

H: A o czym był?

J: No o.. ten.. no. Coś tam się całowali. Chyba.

H: Tak, całowali się. – powiedział to z jakimś dziwnym uśmieszkiem na twarzy. Ależ zjeb z niego.

Wyszliśmy z sali, potem z budynku. Ale zimno!

J: Piździ w chuj. Odwieziesz mnie pod siłownię, czy mam iść z buta?

H: No pewnie, że cię odwiozę. Masz bluzę, bo się cała trzęsiesz.- no nie odmówię.

Gdy zdjął bluzę, zrobiło mi się go trochę szkoda, bo został w koszulce z krótkim rękawkiem. A serio było zimno.

J: Nie, ty załóż. Będzie ci zimno.

H: O, czy ty się o mnie martwisz?

J: Coo? Chyba masz jakieś urojenia. Dobra, ubieraj się i spierdalamy, bo tu zamarzniemy.

H: Nie, to ty ubieraj. To moja bluza i ja nią rządzę. Jak jej zaraz nie weźmiesz, to cię nie podwiozę.

J: Ach tak? Okay, więc wracam pieszo. – odwróciłam się i zaczęłam iść żwawym krokiem.

H: Dobra, czekaj! Wsiadaj do tego auta. Ale serio, załóż bluzę, bo zachorujesz i będę miał wyrzuty sumienia.

J: Wyrzuty sumienia? Nie musisz. Jestem na pewno bardziej odporna niż ty. – powiedziałam i wsiadłam do jego auta.

No i w końcu nie wzięłam tej bluzy. Ja zawsze muszę postawić na swoim. Niech się przyzwyczaja. Nie, no dobra, niech się nie przyzwyczaja, bo to był pierwszy i ostatni raz. Po chwili Harry siedział już koło mnie.

H: Ale jesteś uparta, wiesz?

J: Tak wiem. Ty też.

H: No. Wiem. To pod siłownię?

J: Tak.

Gdy już stanęliśmy na parkingu, wysiadłam z auta i podeszłam do swojego samochodu, który stał obok. Oprócz naszych dwóch aut, nie stało tu żadne inne.

J: Okay, dzięki za kino. Na razie.

H: Tak, ja też dziękuję. Do jutra.

Ach tak, jutro do szkoły. Ja pierdole. Nawet lekcji nie odrobiłam. Odwróciłam się od niego, wsiadłam do swojego auta i ruszyłam do domu. Po 10 minutach byłam na miejscu. Była 22.05 . Po cichu weszłam do domu i podreptałam po schodach, żeby nikogo nie obudzić. Gdy już byłam w pokoju, odłożyłam swoje rzeczy na szafkę i sprawdziłam czy jest coś zadane na jutro. Uff, na szczęście nic. Wzięłam prysznic, przebrałam się w piżamę (czyli majtki i za dużą bluzka na krótki rękaw) i położyłam się do łóżka. Byłam zmęczona. O dziwo. Chyba dzisiaj będę spać całą noc. A tak w ogóle, to co się dzisiaj wydarzyło? Byłam w kinie z Harry’m. Kurwa, chyba mi już całkiem odjebało. Oczy mi się same zamykały, więc po chwili byłam już pogrążona w głębokim śnie.
 
 
W następnym rozdziale pojawi się delikatny zwrot akcji, a mianowicie wystąpi w nim Niall Horan. Yhm. Więc nie wiem czy dalej mam prawo nazywa ten imagin "Harry" ?! Wymyślcie jakąś nazwę, bo teraz naprawdę będzie się działo! Już nie tylko Harry i Harry... Mam chyba zbyt wybujałą wyobraźnię. No cóż. Może dzisiaj wieczorem następny rozdzialik ;)

sobota, 1 lutego 2014

Harry - imagin 4

...
Potem poczytałam sobie jeszcze jakąś książkę i przygotowałam ubrania na jutro. Jest 3.30. Dobra, idę spać.

***
 
Budzik. Cholerny budzik. Po co ja go nastawiłam? Jest już 7.00 . Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, zrobiłam lekki makijaż i wciągnęłam na siebie ciuchy. Och, muszę coś zjeść. Czy ja jadłam wczoraj kolację? Nie ważne.

Mama: Alex, chcesz omleta?

Ja: No. Tylko szybko, bo muszę lecieć do szkoły.

M: Ach tak. 5 minut.

Po chwili zajadałam się cieplutkim omletem. Pychota. Zarzuciłam torbę na ramię i wyszłam z domu. W sumie mogłabym pojechać autem. Nie, przejdę się.

Gdy weszłam do szkoły, w oczy rzuciła mi się od razu piątka chłopaków. Chyba nie muszę mówić kto, prawda? Aż rzygać mi się zachciało. Przeszłam koło nich, obojętnie ich wymijając, gdy nagle usłyszałam znajomy mi już głos.

Harry: Cześć Alex. Co tam u ciebie? – ironia? Odwróciłam się i już chciałam mu wygarnąć, ale na jego twarzy nie znalazłam głupiego uśmieszku.

J: Co znowu? Czego chcecie?

H: Nic, po prostu się przywitałem. Fajnie wczoraj było, co nie?

J: Yy, nie?! Nie widzę w tym nic fajnego, że wpierdoliłeś mi się na chama do domu. A poza tym pamiętasz nasz układ? Miałeś dać mi spokój.

H: Pamiętam. Ale myślałem, że ci się podobało i jednak się do mnie przekonasz.

J: Kurwa, Styles, przecież nawet nie gadaliśmy! Nic o mnie nie wiesz, ja o tobie też. I niech tak zostanie. Nara .

Odwróciłam się i poszłam. Czy on jest normalny? Pytam naprawdę. Ja pierdole, czy on wszystko ogarnia? Co on myślał, że oglądnę z nim jeden głupi film, przy którym z resztą zasnęłam, i wszystko będzie fajnie? Nie lubię go i tyle. On mnie też powinien nienawidzić. Więc, nie wiem po co ta cała sprawa. Za dwie lekcje mam test, więc muszę się uspokoić. Gra mi na nerwach ten typek. Już wspominałam, że go nie lubię? Tak? Dobra, wspomnę jeszcze raz. Nie lubię go.

Siedzę w ławce i czekam na test. Nagle do klasy wszedł Styles. Jest już po dzwonku. Ach, nie wspomniałam, że muszę zostać w szkole po lekcjach. Na matematyce było tak nudno, że musiałam czymś się zająć. Więc grałam na telefonie w jakieś bardzo interesujące gierki. No i zostaje w ‘kozie’.

Nauczyciel: Harry Styles. Znowu spóźniony. Co masz na swoje usprawiedliwienie?

H: Nic. Nie chciało mi się.– jaki bezczelny.

N: Ach tak. Więc jak tak ci się nie chciało, to zostaniesz po lekcjach. Siadaj, piszemy test.

Czy cały świat jest przeciwko mnie?! Czemu akurat dzisiaj ten debil musiał się spóźnić?! Akurat jak ja też zostaje po lekcjach. Zajebioza po prostu. Przez resztę lekcji byłam załamana. Na przerwie zagadała do mnie Jenny.

Jenn: Co ty taka smutna? Cos się stało?

Ja: Nie, nic… - hmm, to chyba nie było przekonujące.

Jenn: Nic? No dobra, gadaj co jest grane. Dzisiaj się jeszcze nie śmiałaś. Więc?

J: No bo ten Styles. Tak mnie koleś wkurwia, że nie wyrabiam. Wczoraj wpierdolił mi się do domu, potem jeszcze tam zasnął. Dzisiaj gada do mnie jakbyśmy byli dobrymi przyjaciółmi. A ja go nienawidzę. Z nim na serio jest coś nie w porządku. Przypierdolił się do mnie jak rzep do psiego ogona, czy jakoś tak…

Jenn: Hmm… A może mu się podobasz? Pomyślałaś o tym?

J: Coo?! Żartujesz sobie ze mnie? Myślałam, że jesteś po mojej stronie! – no to teraz wybuchłam.

Jenn: Oczywiście, że jestem, ale coś musi być przecież na rzeczy! Bez powodu nie byłby dla ciebie taki miły! On przecież dla nikogo nie jest miły. No chyba, że wtedy, gdy podrywa jakieś laski. No i  dla tych swoich kolesi. Swoją drogą przystojni są, co nie?

J: Nie!? Kurwa Jenn! Co ci się stało? Przystojni?! To są jakieś pierdolone pedały, a nie chłopcy!

Jenn: No przestań. Nie są tacy źli. Są raczej… słodcy?

J: Słodcy? O kim ty mówisz? Bo chyba nie o tych samych kolesiach co ja.

Jenn: Oj, nie marudź. Nie ważne. Ale przemyśl to co powiedziałam. Nie bez powodu się ciebie czepił. Może coś do ciebie czuje. Przecież jesteś śliczna, piękna, zajebista.

J: Wypluj te słowa. To znaczy te, że coś do mnie czuje. Bo to, że jestem zajebista to prawda. – zaśmiałam się. – Okey, idę do klasy. Zostaje jeszcze godzinę. No i Styles oczywiście też tu będzie. Godzina męczarni. Paa.

Jenn: Narka. Powodzenia. – uśmiechnęła się szeroko. Ale ma ładny uśmiech. Też bym taki chciała.

Weszłam do klasy i się po niej rozejrzałam. W ostatniej ławce po lewej stronie siedział Hazza, więc ja usiadłam na drugim końcu klasy, czyli na końcu po prawej. Chyba będzie bezpieczniej. Serio, nie ma nikogo więcej? Ale pech.

Nauczyciel: Tak, więc wy tu sobie siedźcie, a ja idę załatwiać swoje sprawy. Tylko cicho mi tu być.

Super, jeszcze nauczyciel mnie zostawia. Mam nadzieję, że ten pojebaniec będzie siedział cicho.

H: Alex, o co ci chodzi? Dlaczego mnie tak traktujesz? – a jednak musiał się odezwać. Postanowiłam, że ukarzę go ciszą, więc się nie odezwałam. – Odpowiedz mi. – niby czemu mam mu odpowiadać.. – Proszę cię. – ach, prosi mnie.

J: Bo nie wiem o co ci chodzi. Już ci to tłumaczyłam. Teraz nagle chcesz ze mną rozmawiać? Przez dwa lata jakoś mnie olewałeś. Nie wiem, założyłeś się z kimś, chcesz coś komuś udowodnić, robisz sobie ze mnie żarty? – przez czas mojej wypowiedzi nie patrzyłam na niego, ale teraz spojrzałam mu prosto w oczy.

H: N..nie. To nie jest żart. Po prostu… Jesteś taka szczera. Zawsze mówisz to co myślisz i to mi się podoba. Nie znam dziewczyny, która mówi mi jaki jestem pojebany i tak dalej. A ty mi to powiedziałaś już wiele razy.

J: A, więc lubisz mnie dlatego, że mówię ci jakim jesteś chamem?

H: Noo, z moich ust to zabrzmiało lepiej, co nie?

J: No trochę. Ale i tak nie rozumiem. Masz przecież tych swoich kumpli. A poza tym, to przecież jesteś gejem, tak?

H: Coo? Nie! No co ty. Przecież sama widziałaś jak całuje się z dziewczynami.

J: No tak, ale wyglądasz… No jak pedał. Co tu dużo mówić. Te twoje zadbane włosy, nienaganne ubranie. A ci twoi koledzy?

H: Też wolą dziewczyny. Po prostu bardzo się lubimy, jesteśmy dla siebie jak bracia. Ale co masz do mojej fryzury?

J: No założę się, że jakbym chciała dotknąć twoich włosów, to byś się oburzył, bo układałeś je pewnie z godzinę.

H: To dawaj. Spróbuj. – serio? Ugh.

Postanowiłam przyjąć wyzwanie. Wstałam z krzesła i podeszłam do chłopaka. On dalej siedział na dupsku. Powoli podniosłam rękę i już po chwili czochrałam go po głowie jak jakiegoś psa. Cóż, ma dosyć fajne włosy. Takie miękkie. Myślałam, że ma na nich tonę lakieru. Nie ważne. Gdy tylko wplotłam palce w jego loki, jego kąciki ust uniosły się, a na jego twarzy pojawiły się dołeczki. Zaczął się szeroko uśmiechać. Nie spodziewałam się takiej reakcji. Dobra, koniec, i tak już muszę umyć ręce mydłem BHP…

H: No i co? – mówił nadal się śmiejąc. Jeszcze nie widziałam go takiego wesołego.

J: Okey, może z tym akurat miałeś rację. – odwróciłam się i usiadłam na swoje miejsce.

Harry ręką przeczesał swoje włosy i odwrócił się na krześle w moją stronę. Siedzieliśmy na dwóch końcach klasy, ale widziałam jego białe zęby ułożone w prostym rzędzie.

H: Wyjdziemy dzisiaj do kina? – kurwa, znowu głupie pytania. Ale może?

J: Nie wiem… Idę dzisiaj na siłownię, więc raczej nie będę miała czasu.

H: Z tego co pamiętam, chodzisz spać dość późno. Chyba znajdziesz dla mnie trochę czasu? – ułożył usta w śmieszny dziubek, a ja się zaśmiałam.

J: A ty skąd wiesz o której ja chodzę spać? – spytałam podejrzliwie.

H: Cóż, trudno było nie zauważyć jak siedzisz na dachu po nocy. A potem jak ćwiczysz, przebierasz się, ściągasz bluzkę…

J: Dobra, dobra, nie rozkręcaj się! – ugh. – Dużo widziałeś?

H: Hmm… Wystarczająco dużo, żebym miał o czym gadać z kolegami. No chyba, że pójdziemy do kina… - och, szantaż?

J: Zgoda. Ale tylko ten jeden raz. Mam trening o…

H: Tak, o 17.00. Wiem. – szczena mi opadła.

J: Coo? Skąd to wiesz?!

H: Cóż. Ma się swoje źródła. – podstępny uśmieszek znów zagościł na jego twarzy.

J: Umm.. Ile jeszcze o mnie wiesz?

H: Nie bój się, tyle ile trzeba. Będę po ciebie o 20.00 . Ubierz się ładnie.

J: Okey, ubiorę najgorsze ciuchy jakie mam. – muszę go trochę powkurwiać, bo nie wytrzymam.

H: Dobrze, panno Roughter. Jak pani woli. – kurwa, co mu?

J: Przestań.. Panie Styles. – zaśmiałam się, a na jego twarzy znowu pojawiły się dołeczki.

Nagle zadzwonił dzwonek. W końcu do domu. Trudny dzień dzisiaj miałam .
Wracając do domu myślałam o tej całej sytuacji z Harry’m. To musi być jakiś podstęp. A może to ze mną jest coś nie tak? Niee, to on jest pojebany. No nie wiem, niby jest przystojny, ale jest w nim coś… No kurwa, nie wiem. Coś, przez co nie chcę go bliżej poznać. No bo co- przez 2 lata gdy tylko mnie widział, to posyłał w moją stronę jakieś niemiłe epitety, a teraz nagle jest milutki. Ej, może serio ma coś z głową? No nie wiem, jakaś choroba psychiczna czy coś? Przecież jest coś takiego jak rozdwojenie jaźni, no nie? Ugh, ja chyba za dużo myślę. Kurwa, rozdwojenie jaźni. To wymyśliłam.
Gdy weszłam do domu była 16.30. Omfg, za pół godziny mam siłownię. Wparowałam do kuchni, gdzie siedzieli moi rodzice.
J: Hej. Co na obiad? Zupa? Dobra, zjem coś na mieście. Jest sok? A, tam stoi. Fuu, czemu grejpfrutowy? Napiję się kranówki. Zaraz wychodzę. Wrócę nie wiem o której. – odwróciłam się na pięcie i już zaczęłam biec w stronę schodów, gdy przerwała mi mama.
M: A gdzie idziesz?
J: No na siłownię. A potem…  z koleżanką do kina. – yhym, tak.
M: Aha, tylko nie wróć za późno. Do 24.00 masz być w domu.
J: Mamo, idę do kina, a nie na imprezę. Film trwa 1,5 godziny. Dobra, nie ważne, spieszę się. Mam daleko do miasta.
M: Przecież masz auto. – powiedziała mama z jakimś… oburzeniem?
J: Ach, no tak. Okay, lecę.

Przygotowania nie zajęły mi dużo czasu. Spakowałam torbę na siłownię, ubrałam się w jakieś normalnie ciuchy.. czyli jeansy i luźną, bladoróżową bluzkę. Spięłam włosy w kucyka i zbiegłam po schodach. Po chwili byłam już w drodze.
 
_______________________________________________________________
 
No. Dzisiaj jestem taka zmęczona, że nie wiem czy coś jeszcze wyskrobie :D Znaczy się mam już napisany następny rozdział, ale piszę do przodu, żeby nie było zastoju, bo tego nie lubię ;> A tak w ogóle to sorry, że tak późno dodaję, ale byłam taka zabiegana... Dosłownie. Miłego czytania tego gówna ;P